Bywają w życiu chwile, które dzielą ludzką biografię na dwie części.
Na „przed” i „po”.
Czasem jest to choroba.
Czasem spotkanie ze śmiercią lub z nieznanym.
Czasem jest to widok, którego nie sposób zapomnieć.
Człowiek budzi się rano i nagle odkrywa, że patrzy na świat inaczej.
Jakby ktoś podkręcił ostrość obrazu.
Jakby zwiększył głośność życia.
Dźwięki stają się wyraźniejsze.
Ludzie bardziej prawdziwi-tacy jacy są naprawdę. Bez masek i udawania
Słońce jakby świeciło mocniej.
Psychologowie, potrafią to nazwać, mówią o przełomie egzystencjalnym.Natomiast
filozofowie mówią o przebudzeniu świadomości.
A zwykły człowiek mówi po prostu:
„Jakbym się drugi raz urodził”.
Najmocniej widać to w chwilach granicznych.
W chorobie.
Kiedy człowiek leży w szpitalu, noc się dłuży, ciało słabnie, a świadomość zaczyna chwiać się jak płomień. Czasem przychodzi moment, gdy naprawdę staje się na granicy życia i śmierci.
Lekarze mówią wtedy o kryzysie organizmu.
Ale ludzie, którzy to przeżyli, opowiadają coś innego.
Mówią, że świat nagle się zmienia-wszystko się zmienia.
Myśli stają się ostre jak nigdy wcześniej.
Pamięć wraca z niezwykłą siłą.
Przed oczami pojawiają się twarze bliskich.
Każdy dźwięk brzmi wyraźniej.
Człowiek czuje się jednocześnie bardzo słaby i niezwykle świadomy.
Jakby stał na progu.
Niektórzy mówią później, że w tych chwilach zobaczyli więcej niż przez całe wcześniejsze swoje życie.
Że wszystko nagle stało się proste. Zobaczyli
co jest naprawdę ważne.
A co było tylko hałasem.
I kiedy człowiek z tego wychodzi, wraca odmieniony.
Jakby naprawdę dostał drugie życie.
Takie doświadczenia mają także ludzie, których trudno posądzać o mistycyzm.
Mirosław Hermaszewski poleciał w kosmos jako człowiek wychowany w świecie materializmu. Wrócił z pytaniem, które zadaje sobie dziś wielu astronautów.
Patrzył na Ziemię zawieszoną w czarnej pustce.
Małą.
Kruchą.
Cudownie uporządkowaną.
I powiedział zdanie, które brzmi bardziej jak filozofia niż technika kosmiczna:
„Nasza galaktyka się kręci… musi być jakaś korba. Ktoś musi nią kręcić”.
Człowiek patrzy na wszechświat i nagle rozumie, że nauka nie odpowiada na wszystkie pytania.
Podobne historie pojawiają się w zupełnie innych miejscach.
Kazik Staszewski opowiadał o dziwnym wydarzeniu podczas ciężkiej choroby w szpitalu. W nocy ktoś pojawił się przy jego łóżku, dotknął miejsca bólu i zniknął.
Kazik powiedział później spokojnie:
„Albo to był Jezus, albo Bóg”.
Nie był to wykład teologiczny.
To było doświadczenie.
A doświadczenie potrafi zmienić człowieka bardziej niż tysiąc książek.Kazik przestał być ateistą i stał się osobą wierzącą.
Historia filozofii zna jeszcze mocniejsze przemiany.
Francuski intelektualista André Frossard wszedł kiedyś przypadkiem do małej kaplicy w Paryżu. Był ateistą wychowanym w rodzinie komunistycznej.
Wszedł na chwilę.
Wyszedł jako człowiek wierzący.
Napisał później książkę o prowokującym tytule:
Bóg istnieje. Spotkałem Go.
Jeszcze większe zdziwienie wywołała przemiana brytyjskiego filozofa Antony Flewa.
Przez pół wieku był jednym z najbardziej znanych ateistów na świecie. Jego teksty czytano na uniwersytetach jako klasykę ateizmu.
A potem, u kresu życia, powiedział:
„Wszechświat jest zbyt racjonalny, aby powstał przypadkiem”.
I ogłosił, że zaczyna wierzyć w istnienie Boga.
Podobne przełomy przeżywali wielcy ludzie już wcześniej.
Lew Tołstoj w środku sławy nagle poczuł pustkę i zaczął gorączkowo szukać sensu życia i Boga.
Matematyk i filozof Blaise Pascal przeżył noc mistycznego doświadczenia tak silnego, że zapisał jej opis i zaszył kartkę w swoim płaszczu. Nosił ją przy sercu do końca życia.Nikomu o tym nie mówił. Dopiero po jego śmierci odnaleziono w płaszczu zaszytą kartkę z jego tekstem.
Takie historie powtarzają się w różnych epokach.
Kosmonauta w kosmosie.
Filozof w bibliotece.
Muzyk w szpitalu.
Człowiek walczący o życie na oddziale.
I każdy z nich mówi w gruncie rzeczy to samo.
Są chwile, w których człowiek nagle widzi więcej.
Jakby otworzyły się oczy, które wcześniej były przymknięte.
Może dlatego doświadczenie graniczne jest tak silne.
Kiedy człowiek naprawdę ociera się o śmierć, odpada wszystko, co sztuczne.
Nie liczy się już kariera.
Nie liczą się spory.
Nie ma znaczenia, kto miał rację w telewizyjnej dyskusji.
Zostaje tylko to, co prawdziwe.
I nagle okazuje się, że świat jest głębszy, niż sądziliśmy.
Może dlatego wielu ludzi po takich chwilach mówi coś bardzo prostego:
„Dostałem drugie życie”.
Nie nowe mieszkanie.
Nie nową pracę.
Nowe spojrzenie.
Bo największa zmiana nie polega na tym, że zmienia się świat.
Największa zmiana polega na tym, że zmienia się człowiek.
I wtedy zaczyna dostrzegać rzeczy, które były obok niego przez cały czas.
Tylko wcześniej pozostawały niewidoczne.