Polska została wystawiona na próbę – próba, która odsłoniła tragiczną prawdę o stanie naszej obronności i politycznej bezradności rządu Tuska. Rosja wysłała w naszą stronę drony, część spadła jeszcze na Ukrainie, część została strącona przez holenderskie F-35 nad Podkarpaciem, a jeden przechwycono w rejonie Lubelszczyzny. Ani jeden nie został zestrzelony przez polskie systemy, które kosztowały miliardy. Mieliśmy mieć tarczę chroniącą Warszawę i wschodnią flankę NATO – a w praktyce otrzymaliśmy atrapę, która w chwili próby okazała się bezużyteczna.
Na granicy nie działały też systemy SKYctrl – jeden z najnowocześniejszych systemów antydronowych na świecie, dopracowany i przygotowany jeszcze za rządów PiS. System został jednak zabrany z granicy przez rząd Tuska, co pozbawiło Polskę realnej ochrony przed dronami. Efekt jest dramatyczny – w chwili próby Polska okazała się bezbronna, a miliardy wydane na systemy obrony powietrznej stały się atrapą.
Świat zareagował natychmiast. NATO w Brukseli potwierdziło „pełną solidarność z Polską”. W Waszyngtonie senator Dick Durbin jasno ostrzegł, że Putin testuje determinację sojuszu. Londyn: „atak na Polskę to atak na NATO”. Paryż zgłasza gotowość wysłania dodatkowych sił. Berlin mówi o „historycznym zadaniu” budowy nowej architektury świata. Tyle tylko, że te wielkie słowa nie zestrzeliły ani jednego drona.
A Polska? Polska – zamiast realnej obrony – otrzymała teatr polityczny. Tusk odczytuje SMS-y o „wewnętrznych alertach”, jakby to była linia ratunkowa. Kosiniak-Kamysz szuka swojego plecaka ewakuacyjnego, bo o obronności nie ma zielonego pojęcia. Hołownia wspomina o „wgnieceniu Putina w ziemię”, podczas gdy w rzeczywistości wgnietliśmy jedynie własny budżet, płacąc miliardy za systemy, które nie działają.
To nie jest sztab kryzysowy – to kabaret polityczny, w którym ministrowie udają generałów. Żałosne widowisko.
Na szczęście polskie niebo obronili polscy żołnierze i sojusznicy z NATO. Holenderskie F-35 wykonały swoje zadanie. Prezydent Karol Nawrocki i jego sztab byli w pełnej gotowości, koordynując działania. To jest prawdziwa odpowiedzialność. Obok niej stoi rząd, który w krytycznej chwili okazuje się bezradny, zagubiony i zajęty własnym PR-em.
Polska nie przetrwa, jeśli bezpieczeństwo dalej będzie w rękach ludzi, którzy traktują obronność jak show, a Ojczyznę jak scenę kabaretu. Potrzebujemy tarczy, która działa, a nie atrap za miliardy. Potrzebujemy przywódców, którzy stają na pierwszej linii i podejmują decyzję błyskawicznie, a nie pakują plecaki na ewakuację. Potrzebujemy państwa, które realnie chroni swoich obywateli, a nie udaje, że wysyłanie SMS-ów to obrona narodowa.
Dziś holenderskie F-35 nas obroniły. A jutro? Jutro musimy być gotowi sami. Tymczasem, gdy na wschodzie spadają rakiety, w sieci trwa inny ostrzał – „trole Giertycha” wysuwają z siebie całe cysterny internetowego szamba. Atakują prezydenta Nawrockiego i profesora Cenckiewicza z BBN, jakby obrona Polski zaczynała się od memów i obelg. To wojna na tanią pogardę, w której ich amunicją są kłamstwa i manipulacje, a celem – osłabienie autorytetu państwa.
Takie zachowanie w obliczu wojny to nie tylko „piąta kolumna Putina” – to hańba i zdrada.
Na tym tle Tusk i Pietrzyk z „Miwnivy Sejmu Zjednoczonych Polaków” ogłaszają, że „Zjednoczonych Polaków nikt nie pokona”. Słowa wielkie, ale rzeczywistość pokazuje katastrofalną słabość rządu. Bo kiedy przychodzi próba, od wielkich deklaracji nie spadają drony ani rakiety – spada polska obrona.
Polska zasługuje na prawdziwą obronę, nie na teatr kabaretowy. I nie możemy pozwolić, by kolejne kryzysy pokazywały, że w naszym państwie bezpieczeństwo jest w rękach ludzi, którzy nie wiedzą, czym ono naprawdę jest.
Rafał Szrama 🇵🇱
Zostaw komentarz