Jutro lecę z Krakowa do Szwajcarii, do Bazylei. Straszny pierdolnik. Bo Lotnisko jest po francuskiej stronie granicy, niedaleko niemieckiej. Trzeba wybrać odpowiednie wyjście i trafić do autobusu nr 50, który dowozi pod dworzec kolejowy po szwajcarskiej stronie. Hotel mam zarezerwowany, choć kusiło mnie, żeby skimać się na dworcu. Ale to nie Bałkany, pewnie by mnie od razu scholowali w najlepszym wypadku do schroniska dla bezdomnych. A wiadomo co to za element. Wziąłem zatem Novotela. Za stary jestem na takie przygody. Poza tym coś mnie strzyka w plecach.
Potem pojadę sobie w stronę Lozanny, po drodze jakiś statek po jeziorze, jeść nie będę bo drogo. Ja jestem trochę jak Picollo diavolo, umiem nic nie jeść kilka dni bazując na tym co sobie skitrałem pod podniemieniem. Poza tym są ogólnie dostępne lodówki dla bezdomnych, oferujące całą plejadę żywnoci przed końcem ważności.
W Szwajcarii chciałbym się pogapić na Alpy i na jeziora u ich stóp. I na miejscowych wieśniakó. Fascynuje mnie ten lud wieśniaczy i prymitywny, który z jednego z najuboższych narodów Europy wywindował się w cztery pokolenia do jednego z najbogatszych. Jak to było możliwe?
Potem pojadę ze Szwajcarii via Mediolan na Sycylię. Po drodze spotkam zapewne wielu intrygujących interlokutorów. Bo jadę pociągiem. Kolega zamyka się w kapsule noclegowej, ja nie zamierzam spać skoro tyle płacę za podróż superszybkim pociągiem włoskim. Będę rozmawiał, czasowo przygasał w celu nadrobienia niedostatku snu. Ale ogólnie będę on line :)
Moja córa zazdrości mi tej wyprawy. Chce się uczyć włoskiego. To słuszny kierunek. Za rok zapiszę ją na kurs włoskiego, będzie przydatna na czas kolejnych podróży. Aleksandra Konstancja, to dla Włochów jest poruszenie duszy.
Wracam banalnie, przez Mediolan Bergamo. 18.09 po północy startuję z dworca kolejowego na lotnisko. Zajmie to max. godzinę. Potem kima do 4:40 i wlot na samolot do Krakowa.
No i jestem w domu! :)
Zostaw komentarz