Małaszewicze – dziś kluczowy punkt wymiany towarów między Europą a Azją, w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku. To techniczne przejście graniczne, tzw. „suchy port”, gdzie następuje zmiana szerokości torów kolejowych z 1520 mm na standardowe 1435 mm. Dla współczesnych logistyków miejsce strategiczne; dla mnie kiedyś – koszmar codzienności.

Zesłali mnie tam komuniści za moje poglądy, po moim internowaniu w więzieniu w Nysie. W barakach w lesie w Małaszewiczach przymusowa praca przy torach była testem wytrzymałości: palące słońce, deszcz, przenikliwe zimno, brak wody, ręce w bomblach, ryzyko udaru i wyczerpania. Każdy metr torów budowany własnymi rękami przypominał brutalną prawdę: infrastruktura, z której dziś korzysta świat, powstała kosztem cierpienia ludzi karanych za przekonania.

To, co dla logistyki i handlu jest „suchym portem”, dla nas było miejscem ludzkiej próby. To nie były statystyki ani suche raporty – to było życie, które system próbował złamać, karał nas za wolność myśli i wyrazu.

Dziś Małaszewicze funkcjonują jako strategiczny węzeł transportowy, a świat korzysta z wybudowanej wtedy infrastruktury, często nie wiedząc, że powstała w cieniu ludzkiego cierpienia. Obecnie przejście jest chwilowo zamknięte ze względu na ćwiczenia wojskowe ZAPAD na Białorusi, co przypomina, że granice nieustannie pulsują polityką, siłą i ryzykiem.

Historia ta uczy, że rozwój cywilizacyjny i dobrobyt nigdy nie powinny zapominać o tych, którzy budowali fundamenty kosztem własnego zdrowia, bezpieczeństwa i wolności. Nie możemy tego zapomnieć. Wolność, którą dziś mamy, nie jest dana raz na zawsze – wymaga pamięci o przeszłości i czujności wobec wszelkiej niesprawiedliwości.

Małaszewicze są dziś suchym portem dla towarów, ale niech będą też symbolem naszej czujności i szacunku dla tych, którzy płacili najwyższą cenę. Niech przypominają, że każdy człowiek ma prawo do myśli, słowa i godności. I że prawdziwa wolność wymaga pamięci – o przeszłości, o ludziach, wielu z nas już nie żyje, i o tym, co jest naprawdę bezcenne.