Polityka w Polsce coraz częściej przypomina rzucanie kości tłumowi, byle tylko odwrócić uwagę. Wystarczy parę prostych sloganów, a opinia publiczna zaczyna buzować nienawiścią i knajackim językiem. Prawda i odpowiedzialność schodzą na drugi plan. Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę porządkującą kwestię świadczeń socjalnych dla Ukraińców. Pomoc ma trafiać do tych, którzy pracują w Polsce, którzy realnie się angażują i współtworzą nasze życie gospodarcze. To jasny sygnał: solidarność tak, ale powiązana z odpowiedzialnością. Taki ruch można oceniać różnie – dyskutować, chwalić czy krytykować – ale nie można udawać, że jest czymś innym niż rozsądnym uporządkowaniem systemu.

Tymczasem w sieci i w politycznych przekazach widać coś haniebnego: sztuczne podsycanie podziału. „Polska nie dla Polaków”, „Polska dla Ukraińców” – hasła, które nie mają nic wspólnego z prawdą, tylko z manipulacją. To nie jest debata, to jest szczucie i uderzanie w głowę państwa, który stara się znaleźć złoty środek między solidarnością a odpowiedzialnością. To wprost atak na prezydenta. Bryluje w tym Konfederacja i jej propagandowe tuby, próbujące wmówić Polakom, że są spychani na margines, a Ukraińcy uprzywilejowani. Prawda jest jednak inna– wygrywa chaos, a tracą obywatele. Bo zamiast rzeczowej rozmowy mamy slogany, zamiast uczciwej dyskusji – szczucie jednych na drugich. Tak się nie buduje wspólnoty. Tak się ją rozwala.

A jeśli naprawdę mówimy o uprzywilejowanych, to spójrzmy na tych, którzy są nimi od lat – np. polityków i kastę prawniczą. To oni mają złote pakiety: wysokie emerytury, dodatki mieszkaniowe, ryczałty na biura, ochronę zdrowotną klasy premium. Posłowie dostają diety wolne od podatku i odprawy po kadencji.

Sędziowie i prokuratorzy nawet nie płacą składek ZUS, bo ich emerytury finansowane są bezpośrednio z budżetu państwa. Wielu prawników przez lata korzystało z ulg i wyjątków, które dla zwykłego przedsiębiorcy byłyby nie do pomyślenia. To właśnie jest prawdziwy przywilej – ukryty, realny, kosztujący miliardy, a nie bajki o „socjalach dla obcych”.

Warto spojrzeć, jak wygląda to w innych krajach. W Niemczech parlamentarzyści mają wysokie wynagrodzenia, ale muszą płacić składki emerytalne i zdrowotne – nie są z tego zwolnieni. We Francji posłowie wpłacają na obowiązkowy fundusz emerytalny, a ich mandaty nie dają prawa do dodatkowych, specjalnych świadczeń dożywotnich. W Wielkiej Brytanii członkowie parlamentu nie dostają ani odpraw po kadencji, ani „złotych emerytur” – korzystają z tych samych systemów emerytalnych co obywatele. Tam przywileje są ograniczone, a przejrzystość wydatków jest normą. W Polsce – odwrotnie: system jest pełen luk i wyjątków, które służą wybranym.I to właśnie tu leży sedno problemu: nie w pomocy dla ciężko pracujących cudzoziemców, lecz w hipokryzji elit, które od lat żyją ponad prawem i ponad społeczeństwem. Nie wstyd wam?