Długo się wahałem czy ruszać temat. Po prostu uznałem, że jest wyczerpany i nie ma sensu drążyć. A zdanie zmieniłem z trzech powodów:

1) Zdumiała mnie wielka ilość bluzgów, które pojawiły się w komentarzach, skierowanych personalnie do jednej z autorek na profilu Demagoga.
„Ty blondyneczko, chcesz powiedzieć, że ty wiesz lepiej od pani profesor?”
To jedno z łagodniejszych.
No qrde, są jakieś granice.
Sam też naczytałem się ich trochę pod swoim adresem, pod moim wpisami próbującymi tłumaczyć jakie głupoty opowiada Grażyna Cichosz.
Ale … „Co ty aptekarzyno możesz wiedzieć, ona jest profesorem, a ty?”

2) Widząc dosłownie erupcję foliarstwa, po wywiadzie u Bogdana Rymanowskiego.
Tym i wcześniejszym.
Foliarstwa i szurstwa, które chyba oczekuje, że od teraz będzie traktowane tak jak by było … nauką.
Nie ważne, że jest „nauką” po Wyższej Szkole Płukania Wiśni.

3) Wymiana opinii z kilkoma kumatymi osobami, tak jak ja zdumionych siłą z jaką pseudonaukowy bełkot przebija się do opinii publicznej.
W szczególności z Sylwią Sylwia Kaczmarek, niesamowitą lekarką, która dosłownie ubrała w słowa moje myśli i jest de facto współautorem tego felietonu. A jego tytuł, który widzicie na górze pojawił się w naszej rozmowie.
Oraz Dawidem Lekarz Dawid Ciemięga, jego obszerny tekst jest również elementem tego felietonu.

Warto zajrzeć na ich profile, też zawodowo boksują się z coraz agresywniejszym foliarstwem.

A teraz do rzeczy.

Bogdan Rymanowski to …
… znakomity Dziennikarz.
Po prostu tak uważam.
Lubię oglądać jego programy.
Dla kontrastu można zestawić z nim np. Monikę Olejnik.
Ją od niego oddzielają lata świetlne.
Jej „zakrzyczanie” każdego rozmówcy, mającego inne poglądy niewiele ma z dziennikarstwem wspólnego (to moja własna opinia).
Niestety podobnie czyni wielu dziennikarzy radiowych i telewizyjnych.

Dlatego lubię i cenię dziennikarstwo Rymanowskiego.
Bo jest dziennikarzem sumiennym i dobrze przygotowanym.
Stara się być obiektywny.
Ma rzadki dziś styl.
Zadaje pytania i słucha odpowiedzi.
Nie przerywa, nie atakuje rozmówcy.
I nie pomaga wybrnąć gdy rozmówca sam się wpakuje na minę.
Tak jak to podczas wywiadu tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich zrobił premier.
Czy to było jedną z przyczyn wyniku wyborów, nie wiem.
Czy to jest powodem, że media takie jak Newsweek i inne przypuściły akurat teraz szturm na jego osobę, też nie wiem.
To świadczy tylko o ich poziomie.
Ale nie o tym chcę pisać.
To był tylko wstęp by powiedzieć o jednej z najważniejszych naszych wartości, jest nią:

Wolność słowa…

To jedna z kluczowych wartości w demokratycznym społeczeństwie.

Rymanowski robi jeszcze jedną godną uznania rzecz.
Rozmawia z każdym.
Każdego polityka, który przychodzi do niego na live, do Polsatu, czy do Zetki traktuje jednakowo.
Czy to Anna Żukowska, czy Grzegorz Braun.
Obie te polityczne i światopoglądowe skrajności, jak dwie cząstki – materii i antymaterii traktuje z szacunkiem i z nimi rozmawia.
Zadaje pytania i pozwala swobodnie się wypowiedzieć.
Nie poucza, zostawiając końcową ocenę widzom.

W imię wolności słowa.

OK.
To teraz pytanie.
Załóżmy, że na live na jutubowym kanale Rymanowskiego przychodzi … putin.
I przez 1,5 godziny opowiada „no kochani Polacy zrozumcie mnie, bo ja jeszcze tak ze trzy miliony Ukraińców muszę, no wiecie, tego.
Zrozumcie plizzz”.
A tydzień później jego gościem będzie Jahu Natan, który z uśmiechem na ustach będzie opowiadał, że w strefie opatrunku to jeszcze tak ze 200 tysięcy Filistynów musi no sami wiecie co.

To oczywiście absurdalny przykład, ale posłuży do dalszych rozważań.
Czy zaproszenie ich to przejaw wolności słowa?
Oczywiście, że tak.
Czy dziennikarz może zrobić taki wywiad?
Tak.
Skoro mamy wolność słowa to jest to oczywiste, że tak.
Ale czy powinien to zrobić?
I to jest właściwie pytanie.

NIE.

Bo to publicznie legitymizuje takich ludzi i to co robią.
A to co będą mówić może się wielu po takim wywiadzie spodobać.
Tyle i aż tyle.

No tak ale przecież wolność słowa.
Jasne.
Tylko problem polega na tym, że dziennikarze mylą czasami wolność słowa z wolnością od odpowiedzialności.
Dlatego właśnie nie rozmawia się ze zbrodniarzami.
I nie zaprasza się szarlatanów i ludzi którzy choć mają naukowe tytuły, ale im odbiło i wygadują jakieś pseudonaukowe bzdury.

Bo jeśli polityk lewicy, a potem prawicy wyrazi opinię opartą o swój światopogląd, to jest to w sumie w miarę nieszkodliwe.
Większość z nas traktuje to co mówią politycy z dużym dystansem.

Tylko z nauką jest inaczej.
Nie możesz zaprosić Tomasz Dzieciątkowski – Trust me I’m a Virologist jednego z najważniejszych polskich naukowców, który jest ekspertem w dziedzinie wirusologii i szczepień, a potem gościa programu Bogdana Rymanowskiego czyli Grażynę Cichosz która palnęła tekst o masowości autyzmu poszczepiennego.
Pomijam już dyrdymały na temat zabójczej soi i inne bzdury, choć przyznam, że w kwestii jakości żywienia miała niemało racji.

Nie możesz zaprosić Dawida Ciemięgi, lekarza walczącego z antyszczepionkowymi szaleńcami, a potem mającego tytuł doktora Piotra Witczaka który u Rymanowskiego bredził o jakimś spisku big farmy.

Albo rozmawiać z krajowym konsultantem ds. kardiologii na temat profilaktyki zawałów serca, a potem z Jerzym Ziębą, który proponuje leczyć zawał przy pomocy widelca.
Jak tu:

No ale to przecież właśnie druga opinia.
Nie.
Bo to nie jest kontropinia na temat polityczny.
To pochwała anty-naukowej głupoty.
Zagrażająca ludzkiemu życiu brednia upubliczniona przez cenionego dziennikarza w jego mającym dużą oglądalność programie.
To podnosi rangę takiego szarlatana i zwiększa jego zasięgi.
A powinno być na odwrót.

I to jest właśnie clue problemu.

Zapraszanie kogoś znanego z manipulacji naukowych to nie poszerzanie debaty.
W naukach ścisłych nie istnieje coś takiego jak ideologia.
Istnieją wyłączne fakty, zgromadzone dane i możliwe do zweryfikowania rezultaty naukowe i kliniczne w tym te z obszaru dietetyki i żywienia.
Reszta to pseudonaukowy bełkot, taki jak tych pseudonaukowców.
I również dlatego, że 90% społeczeństwa nie ma wiedzy, lub zwyczajne po ludzku nie ma takich zdolności intelektualnych by samemu ocenić to co mówi zaproszony gość.
A wystarczy wiedza z nauk przyrodniczych na poziomie ogólniaka by po 5 minutach wysłuchiwania jej monologu wiedzieć jakie bzdury wygaduje pani Cichosz.
Podobnie jak wspomniani Jerzy Zięba, Justyna Socha, czy nieżyjący już dr Zbigniew Hałat.
Nie wiem czy pamiętacie, ale ten lekarz bredził coś o kevlarowych ostrzach w szczepionkach.

W rozmowie z Sylwią, dyskutowaliśmy o tym jak to możliwe, że komuś, kto musiał włożyć niemało wysiłku w zdobycie naukowego tytułu, nagle odbija i zaczyna głosić poglądy niewiele mające wspólnego z nauką?
Cytując, Sylwia opisała to następująco:

„Ja nazywam to syndromem samozwańczej iluminacji.
Najpierw człowiek wierzy, że zgłębił prawdę.
Potem wierzy, że tylko on ją zgłębił.
A na końcu, że reszta świata się myli.
Jest to coś w rodzaju intelektualnego autoimmunizacyjnego procesu.
System, który miał bronić przed głupotą, sam zaczyna ją produkować, a co gorsza promować.

Antyciała rozsądku atakują własne neurony, aż w końcu każdy bodziec poznawczy zostaje rozpoznany jako zagrożenie.
I bum.
Tak powstaje immunologia ignorancji, która broni człowieka przed wiedzą, jakby to ta wiedza była niebezpiecznym wirusem.
Mechanizm stary jak świat, tylko dziś zyskał mikrofon i zasięgi.
Kiedyś takie „iluminacje” gasły w rozmowach przy stole, a teraz płoną w prime time.
I nagle dezinformacja dostaje legitymizację, bo przecież każdy ma prawo do opinii, wolności słowa, etc.
Otóż nie.
Każdy ma prawo do poglądów, to się zgadza.
Ale nie każdy pogląd ma prawo udawać fakt.
Bo problem polega na tym, że dziennikarze mylą wolność słowa z wolnością od odpowiedzialności. Zapraszanie kogoś znanego z manipulacji naukowych to nie poszerzanie debaty, tylko psucie jej struktury.
To jak wpuszczenie bakterii do sterylnego laboratorium w imię różnorodności biologicznej.

A efekt?
Rzetelność infekuje się sensacją.
A zamiast rozmowy o faktach mamy widowisko, w którym pseudonauka siedzi przy jednym stole z nauką, jakby były równorzędne.
I tak to trwa.
Jedni wierzą, że walczą o prawdę.
Drudzy udają, że dają jej przestrzeń.
A w rzeczywistości wszyscy karmią ten sam mechanizm samozakażenia…”

I cytat od Dawida Ciemięgi, wypowiedź będąca rezultatem jego potyczek z idiotami:

„Czy Bóg dał dzieciom odporność, dzięki której nie potrzebują szczepień?
Jak widzimy 200 lat temu w okolicach 1800 roku, Pan Bóg chyba nie przepadał za dziećmi i poskąpił im przeciwciał.
Bo 1 na 6 noworodków umierał przed 28 dniem życia, a 30% nie dożywało 12 miesięcy.
W 1500 roku nawet 50% niemowląt nie dożywało pierwszego roku życia.
Jak widać odporność mieli wyśmienitą 🙄

Następnie Bóg się ogarnął, zmienił zdanie i wszystkim noworodkom dał odporność, dzięki czemu dzieci przestały tak często umierać.

No co za zabieg okoliczności, bo dziwnym trafem zbiegło się to z rozwojem medycyny i szczepień przeciwko chorobom, które były za to odpowiedzialne.
Tu jakoś związku szury nie widzą, ale jak ktoś po szczepieniu wpadł pod autobus to trzeba zgłosić NOP do Prokuratury.

Dziś w roku 2025 ludzie twierdzą, że dzieci są poszkodowane szczepionkami, że przez to chorują, umierają, a Jerzy Zięba stwierdził nawet, że w szpitalach uśmierca się noworodki szczepieniami.
Obecnie ponad 99% noworodków dożywa pierwszego roku życia.
Dzięki nauce.”

To tyle.
Nie będę odnosił się merytorycznie do bzdur, które wygadują goście z naukowymi tytułami u Bogdana Rymanowskiego, a w szczególności wspomniana pani profesor mówiąca o mrocznych siłach big farmy chcących uwalić producenta mleka.
Zrobiło to już wiele osób zajmujących się nauką.
Ja dodam od siebie, że jeśli takie i podobne osoby uczą, to ustawowo nie powinny mieć prawa zbliżać się do studentów.
Korzystam z wolności słowa mówiąc to.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile jest, coraz bardziej aktywnych miejsc w infosferze i mediach społecznościowych.
To jedno z wielu:
https://www.facebook.com/groups/151509583592288/?ref=share
I kolejny dietetyk z tytułem naukowym i fontanna bredni z nieśmiertelną strukturyzacją wody.

Post można dowoli udostęniać.

#antyszczepionkowcy

Autor: Marcin Andryszczak
Warszawski farmaceuta zafascynowany wielkimi i przełomowymi odkryciami nauki.