W Cieszynie od tygodni wszyscy zadawali sobie jedno pytanie: kto właściwie stoi za serią wpisów na oficjalnym Facebooku miasta, które punkt po punkcie „rozjeżdżają” zarzuty inicjatorów referendum? Czy to nadgorliwość jakiegoś urzędnika? Wypadek przy pracy? A może celowa strategia?
Dziś już nie musimy zgadywać. Mamy czarno na białym – i to z podpisem samej Pani Burmistrz – że to oficjalna linia obrony Ratusza.
O co poszło?
Przypomnijmy: na miejskim profilu „Miasto Cieszyn”, który powinien służyć do informowania o remontach czy wydarzeniach kulturalnych, zaczęły pojawiać się polityczne polemiki. Urząd postanowił odnieść się do listy 32 zarzutów postawionych przez Cieszyński Komitet Referendalny. Przykład? Wpis numer 24, w którym miasto broni się przed zarzutem o „brak realnego dialogu”, wyliczając konsultacje i budżet obywatelski.
Wszystko wyglądało profesjonalnie, ale mieszkańcy i radni zaczęli pytać: zaraz, czy to jest legalne? Czy profil miasta, opłacany z naszych podatków, może służyć do walki politycznej urzędującej władzy z mieszkańcami, którzy chcą jej odwołania?
Burmistrz odkrywa karty
Sprawa trafiła na biurko radnych, a stamtąd prosto do Burmistrz Gabrieli Staszkiewicz. W oficjalnej odpowiedzi na interpelację (dotyczącą co prawda biuletynu, ale ujawniającą całą filozofię działania władz) Burmistrz powołuje się na wyjaśnienia Państwowej Komisji Wyborczej.
Argumentacja Ratusza jest następująca: Burmistrz ma nie tylko prawo, ale i obowiązek reagować na krytykę. Według urzędników, merytoryczna odpowiedź na zarzuty to nie jest kampania referendalna, a jedynie „informowanie mieszkańców”.
Krótko mówiąc: Władza uznała, że może używać miejskich zasięgów i miejskich pieniędzy, żeby bronić się przed odwołaniem, o ile nazwie to „reagowaniem na krytykę”.
Sprawa trafia do prokuratury
Taka interpretacja przepisów nie przekonała jednak organów wyborczych. Komisarz Wyborczy, po otrzymaniu zgłoszenia od Cieszyńskiego Komitetu Referendalnego, nie miał wątpliwości, że sprawa jest poważna. Wskazał na konieczność zawiadomienia policji i prokuratury.
Sytuacja przestała być tylko facebookową dramą. Mówimy tu o podejrzeniu popełnienia konkretnych przestępstw:
Art. 231 Kodeksu Karnego, czyli nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.
Art. 497a Kodeksu Wyborczego, który dotyczy niedozwolonej agitacji wyborczej (lub referendalnej) prowadzonej przez urzędników na terenie urzędu lub przy użyciu publicznych środków.
Co to oznacza dla mieszkańców?
To już nie jest kwestia tego, czy lubimy obecną władzę, czy nie. To pytanie o granice. Czy urzędnik może wykorzystywać narzędzia, za które płacą wszyscy mieszkańcy (strona www, Facebook, gazeta miejska), by walczyć o utrzymanie własnego stanowiska?
Dokumenty, które ujrzały światło dzienne – w tym odpowiedź podpisana przez Burmistrz Staszkiewicz – są dowodem na to, że nie było tu przypadku. To była świadoma decyzja polityczna. Teraz ocenią ją śledczy.
Mogła by sama się podać do dymisji, to bardzo smutne że brakuje jej godności by to zrobić.