Były takie momenty, gdy nawet najbardziej ulegli mieli chwilę refleksji. Na przykład wtedy, gdy z dnia na dzień zakończyła się pandemia po rozpoczęciu wojny na Ukrainie.

Teraz znowu nadszedł taki moment, gdyż obraz rzeczywistości zaczął dziwnie migać. Nie jest to takie jednoznaczne jak wtedy po covidzie, gdy media wygasiły pandemię jednym kliknięciem, ale jednak można zauważyć, że pewne fragmenty rzeczywistości do siebie nie pasują.

Od trzech lat, a właściwie od czterech, mamy na Ukrainie ciężką wojnę. Teraz wreszcie pojawiła się szansa na jej zakończenie. Ale właśnie teraz mamy w Polsce największe wzmożenie lęków wojennych. Takie dwie sceny jednego filmu, które do siebie zupełnie nie pasują. Jakby ktoś zaczął mocniej pociągać za sznurki lęków i niepokojów.

Ta logiczna niespójność powinna wzbudzić nasze wątpliwości. Tak jak wtedy po covidzie. Wtedy coś w nas zgrzytnęło. Ale teraz nic — tak jakby ówczesny błąd został naprawiony. Domknięto system. Narracja o wojnie płynnie się zmienia, bez wywoływania w społeczeństwie refleksji.

Po każdym zwrocie akcji ludziom po prostu wydaje się, że teraz wiedzą więcej i rozumieją lepiej. Bo na początku wojny mogliśmy dać się oszukać, ale teraz już jesteśmy najmądrzejsi. A jeżeli nasze obecne wyobrażenia o wojnie nie są większą prawdą, ale nową nieprawdą? Dlatego zalecałbym większą ostrożność.

Powtórzę to, co mówię mojej córce. Jej trudno trafić do celu, gdyż nie radzi sobie z wyborem prawidłowego kierunku. Jeżeli wiesz, że tak jest, to nigdy nie idź w tę stronę, która wydaje ci się właściwa. Zatrzymaj się. Przemyśl. I gdy już masz absolutną pewność, gdzie iść — nie idź w tę stronę.

Właśnie to radziłbym nam wszystkim. Jeżeli wiemy, jak łatwo można nam wmówić każdy sposób myślenia o świecie, zatrzymajmy się, nim wybierzemy kierunek. A gdy będziemy już mieli absolutną pewność, że wiemy na pewno — nie idźmy w tę stronę. Niech to będzie pozytywny skutek złych doświadczeń.

Nie chodzi o to, abyśmy przestali ufać mediom. Nie ostrzegam też przed kłamstwami polityków. Radzę, abyśmy nie ufali sobie. Bo mechanizm współczesnej manipulacji działa od wewnątrz, a nie z zewnątrz.

Mnie na przykład zadziwia, jeżeli ktoś na początku wojny wykrzykiwał hasła proukraińskie, teraz z tym samym entuzjazmem ostrzega przed zagrożeniem ukraińskim. Czy on zmądrzał, czy tylko jest głupi inaczej? Żadnej refleksji? A jeżeli obecne antyukraińskie nastroje kreowane są przez tych samych ludzi, którzy przed chwilą czuli się sługami narodu ukraińskiego?

Bo to się zdarza. Weźmy przykład z mojego podwórka. Ci sami ludzie tworzyli gimnazja (AWS), którzy je później likwidowali (Zjednoczona Prawica). Dlatego poza ostrożnością zalecałbym jeszcze, abyśmy nie zapomnieli, co kto robił, mówił i pisał.

Pandemia oraz wojna na Ukrainie ujawniły prawdziwe oblicze wielu ludzi. Jeżeli ktoś przez całe lata był zupełnie obojętny wobec sprawy narodowej, aby nagle przemienić się w gorącego patriotę sprawy ukraińskiej — to jest potężna informacja o jego roli społeczno-politycznej w Polsce. Są bowiem funkcjonariusze działający w naszej sferze publicznej, którzy nie reprezentują polskich interesów. Ujawnienie ich jest olbrzymim zyskiem. Dlatego chociaż raz bądźmy mądrzy i nie zapominajmy, aby nie powtórzyła się sytuacja, gdy ludzie wywodzący się ze środowiska stalinowskich zbrodniarzy przemienili się nagle w liderów antykomunistycznej opozycji.

Zapamiętajmy, kto jest kto. Być może nie odnajdziemy dzięki temu właściwej drogi, ale potraktujmy to jak ziarnka grochu, które  wskazują błędny kierunek. To już jest ważna podpowiedź. Jeżeli ktoś oszukiwał nas w sprawie wojny i pandemii, to będzie dalej oszukiwał.

Jako historyk jestem dość ostrożny w sprawie naszego ewentualnego zwycięstwa. Raczej wątpię. Mnie wystarczyłoby, abyśmy uniknęli rażących błędów. To już będzie wielki sukces.

Dlatego zalecam mniej entuzjazmu, większą ostrożność i nie zapominajmy, kto nas oszukiwał. Tylko tyle.