Jako adwokat od lat hołduję zasadzie powściągliwości w publicznym recenzowaniu orzeczeń sądowych, wychodząc z założenia, że polemika z wymiarem sprawiedliwości powinna odbywać się na sali rozpraw, a nie w mediach społecznościowych, jednak lektura uzasadnienia postanowienia w sprawie Marcina Romanowskiego, z którą właśnie się zapoznałem, sprawia, że milczenie staje się przyzwoleniem na dewastację powagi Rzeczypospolitej. To, co znalazło się w tym dokumencie, wykracza daleko poza ramy swobodnej oceny dowodów i staje się niebezpiecznym manifestem politycznym, w którym polski sąd wprost sugeruje, że sytuację panującą obecnie w naszym kraju można zakwalifikować jako „kryptodyktaturę”. Jest to sformułowanie szokujące, zwłaszcza gdy ten sam sąd, uzasadniając odmowę wydania polityka podejrzanego o gigantyczne malwersacje, buduje narrację oparte na pełnym zaufaniu do organów państwa węgierskiego.
W wywodzie prawnym, który ma stanowić fundament orzeczenia, czytamy, że skoro Węgry uznały, że Romanowski jest w Polsce prześladowany z przyczyn politycznych, to polski wymiar sprawiedliwości musi tę ocenę traktować jako „dokonaną w dobrej wierze i ją w pełni respektować”. Mamy więc do czynienia z sytuacją kuriozalną i groźną dla polskiej racji stanu: sąd polski podważa demokratyczny mandat własnego państwa, nazywając je kryptodyktaturą, a jednocześnie bezkrytycznie legitymizuje decyzje reżimu Wiktora Orbána polityka otwarcie sprzyjającego Władimirowi Putinowi i podważającego jedność Unii Europejskiej. Uzasadnienie to sugeruje, że w Polsce łamane są prawa człowieka przy „całkowitym milczeniu wszystkich organów Unii Europejskiej”, co jest tezą nie tylko fałszywą, ale i wpisującą się w najgorsze wzorce antyunijnej propagandy.
Zamiast merytorycznej analizy przesłanek aresztowych, otrzymujemy dokument, który w praktyce przyznaje status uchodźcy politycznego byłemu wiceministrowi sprawiedliwości, uciekającemu przed odpowiedzialnością karną do kraju, którego standardy praworządności są od lat kwestionowane przez całą Europę. Uznanie, że „decyzja władz węgierskich jest całkowicie zgodna z prawem Unii Europejskiej”, przy jednoczesnym dyskredytowaniu polskich organów ścigania, to wylanie dziecka z kąpielą i dowód na to, że polityka wdarła się do sądów drzwiami i oknami, niszcząc ich autorytet. Takie orzecznictwo nie broni obywatela tylko niszczy zaufanie do państwa i daje paliwo narracji, w której interes polityczny sojuszników Kremla staje się ważniejszy niż rzetelne rozliczenie afer we własnym kraju.
#PawełŚliz #Romanowski #sprawiedliwość #sąd
Autor: Paweł Marek Śliz Polski prawnik i polityk, adwokat, poseł na Sejm RP X kadencji.
Zostaw komentarz