Nowy Rok. Czas refleksji. Dziś więc odrobinę dłużej. O tym, co było, co jest i co będzie.

Miniony rok był dobry i owocny, choć trudny i wymagający. 14 grudnia minęły moje dwa lata w Małopolski Urząd Wojewódzki. Z czystym sumieniem mogę dziś powiedzieć, że dla Małopolski to był dobry rok. Dziękuję wszystkim, z którymi w ubiegłym roku było mi dane współpracować. Starałem się być tam, gdzie mnie potrzebowaliście. Wybaczcie, nie dotarłem wszędzie. Gmin mamy 183 a doba trwa tylko 24 godziny. I jakkolwiek próbuję, nie jestem w stanie jej wydłużyć. Często śpię w samochodzie, jem w biegu, ale to wciąż za mało.

To, co robię, robię dla Was, dlatego kontakt z Wami jest dla mnie tak ważny. W całym minionym roku, a szczególnie w jego końcówce otrzymałem od Was mnóstwo wiadomości, w tym rozmaitych życzeń. Otrzymane wiadomości czytam. Nie zawsze odpisuję. Życzyliście mi zdrowia, sił i wytrwałości. Były również życzenia rychłej śmierci. Wyrażaliście wdzięczność za okazaną pomoc, ale też poczucie zawodu, gdy Wasze indywidualne sprawy nie zostały załatwione po Waszej myśli. Są wśrod Was osoby, którym mimo szczerych chęci nie zdołałem pomóc. Ich żal w pełni rozumiem, a budząc się czasem przed 3 nad ranem widzę właśnie ich twarze. Są też sytuacje, w których przyjmuję „sąd” suwerena, absolutnie nie czując jednak winy. Ostatnio jedna z pań wyznała mi, że „nienawidzi mnie całym sercem katolickim”, ponieważ „jej pies nie sika od 12 godzin” (dodam, w kontekście pirotechniki), odebrałem również mnóstwo „pozdrowień” w związku z konsultacjami społecznymi dotyczącymi S7 czy też Strefą Czystego Transportu. Podobnie jest w sprawach majątkowych, infrastrukturalnych, społecznych…

Słyszę i rozumiem głosy stron konfliktów, każdej ze stron uważnie słucham, przed krzykiem żadnej ze stron się nie uginam. Szukam dialogu i kompromisu, znając rolę, w jakiej występuję oraz kompetencje, które posiadam. Często płacę osobistą cenę za to, że interes jednostki nie zawsze jest zbieżny z interesem społeczności. A ja jednakowo szanuję każdego z ponad trzech i pół miliona mieszkańców Małopolski. Taka jest dziś moja rola i z niej staram się każdego dnia wywiązywać jak najlepiej. Zwolenników dialogu to satysfakcjonuje, tych, którzy wolą rozwiązania skrajne nie. Ale ja zawsze tak pracowałem i tak pracować będę. Bo jako społeczeństwo mamy prawo się różnić, ale agresja i nienawiść poszły już za daleko. I ja do umacniania podziałów między ludźmi swojej ręki przykładać nie będę. Taki zawsze byłem, taki jestem i taki pozostanę.

Nie napiszę, że tzw „hejt” jest mi obojętny. Nie jest. Ale mam pełną świadomość tego, że jest dziś nieodłącznym elementem publicznej służby. Rozumiem to, przyjmuję. Nie użalam się i nie wyrażam pretensji. Polityk musi mieć grubą skórę. Ale polityk pozostaje w głębi człowiekiem. Przynajmniej tak być powinno. A skóra im bardziej staje się gruba, tym mnie jest czuła na bodźce. Jeśli więc przez coraz grubszą skórę nie wyczułem czegoś, co staraliście się mi przekazać, wybaczcie. Jeśli umknęło mi coś, co powinienem był zrobić, wybaczcie i się przypomnijcie. Kiedy dzień realnie zlewa się z nocą, a po kilkunastu godzinach na pełnych obrotach oczy same się zamykają, pamięć krótkotrwała też lubi płatać figle. To nie złe intencje. To fizjologia.

Co przed nami. Od pierwszego do ostatniego dnia służby w Urzędzie Wojewódzkim, będzie ona dla mnie absolutnym priorytetem. Tu nic się nie zmienia. Rozumieją to moi najbliżsi, za co z całego serca im dziękuję. Kocham to, co robię, a głowę wciąż mam pełną pomysłów. Bo wewnątrz, pod tą grubą skórą wciąż pozostaję „Krzyśkiem”.

Przyjdzie czas, że nasz kamper częściej wyjedzie na trasę, że do Zagrody powróci życie, że częściej będę na Piłsudskiego czy na Teresy. Że znów mój bus wyruszy na nasze drogi, że karpie na Dyrczoniówce przestaną być bezpieczne. Ten czas przyjdzie, ale…raczej nie w tym roku. Głęboko wierzę, że to będzie dobry rok.

Dziękuję Wam, że jesteście.

Autor: Krzysztof Jan Klęczar
Polski polityk, zootechnik i samorządowiec, doktor nauk rolniczych, w latach 2014–2023 burmistrz Kęt, od 2023 wojewoda małopolski.