Nie świat stał się głośniejszy, tylko my przestaliśmy mieć gdzie uciec przed hałasem. Informacje płyną bez przerwy, opinie walą w głowę, a my reagujemy szybciej, niż zdążymy pomyśleć, po co w ogóle to robimy. Żyjemy w epoce, w której informacja coraz rzadziej służy orientowaniu się w świecie, a coraz częściej utrzymywaniu nas w stanie permanentnej gotowości emocjonalnej. Kto nie reaguje, ten podobno wypada z obiegu, a przynajmniej tak nam się dziś wmawia.
Przez długi czas byłem jak wiejski burek na łańcuchu. Nie zły pies, raczej czujny i zaangażowany. Taki, który szczeka, bo czuje się odpowiedzialny. Każdy ruch za płotem wydaje się podejrzany, każdy obcy dźwięk domaga się reakcji, każda zmiana w otoczeniu uruchamia alarm. Łańcuch jest długi i nowoczesny, nazywa się X, Facebook, YouTube, podcasty, publicystyka. Wszystko na bieżąco, wszystko ważne, wszystko w trybie teraz albo nigdy. I szczekanie trwa bez przerwy, bo świat za płotem nie milknie ani na chwilę.
Problem nie polega na tym, że interesujemy się polityką. To naturalne, często potrzebne, bywa nawet pasjonujące. Problem zaczyna się wtedy, gdy informacja przestaje służyć rozumieniu świata, a zaczyna służyć podtrzymywaniu napięcia. Coraz rzadziej chodzi o to, co się naprawdę wydarzyło, a coraz częściej o to, kto kogo zdemaskował, upokorzył, rozliczył, zniszczył. Media nie walczą już o uwagę, one walczą o emocję. O gniew, lęk, poczucie oblężenia. O przekonanie, że jeśli nie jesteś stale podłączony, to coś stracisz, wypadniesz z obiegu, przegapisz moment, w którym należało się oburzyć.
To uczucie ma nazwę, FOMO, lęk przed tym, że coś nas ominie. W praktyce nie wygląda jak troska o wiedzę, raczej jak wewnętrzny przymus sprawdzania. Jeszcze jedno wejście, jeszcze jeden komentarz, jeszcze jedna audycja. Nie po to, żeby się dowiedzieć, ale żeby na chwilę uspokoić napięcie, które za moment wróci ze zdwojoną siłą. Paradoks polega na tym, że im więcej konsumujemy, tym mniej jesteśmy spokojni.
Dla części z nas cisza wcale nie jest odpoczynkiem. Cisza potrafi być głośna. Myśli zaczynają biegać bez kontroli, pojawia się nuda, niepokój, rozdrażnienie. Dlatego szukamy głosu w tle, narracji, czegoś, co zajmie uwagę i pozwoli reszcie myśli się uspokoić. I to samo w sobie nie jest problemem. Problemem jest dopiero wybór głosu. Nie każdy głos reguluje, niektóre tylko podkręcają szczekanie.
Bańka informacyjna nie jest grzechem. Każdy z nas żyje w jakiejś bańce, językowej, kulturowej, doświadczeniowej. Nie da się z niej całkiem wyjść i nie ma takiej potrzeby. Różnica polega na tonie. Są treści, nawet bardzo jednoznaczne światopoglądowo, które porządkują myślenie, dają dystans, pozwalają się nie zgadzać bez wściekłości. I są takie, które karmią pogardę, wzmacniają podział, uczą reagować szybciej niż myśleć. To nie poglądy są toksyczne, tylko emocjonalna temperatura, w jakiej są podawane.
Zaskakująco łatwo jest czasem odpuścić ciągłe bycie na bieżąco. Nie dlatego, że jesteśmy wyjątkowo zdyscyplinowani, ale dlatego, że byliśmy zwyczajnie przebodźcowani. Gdy znikają powiadomienia, live’y, polemiki w czasie rzeczywistym, okazuje się, że świat się nie zawalił, a to, co naprawdę istotne, i tak do nas dotarło. Pojawia się jednak dziwne uczucie straty, jakby coś nas omijało. To nie strata informacji, to objaw odstawienia od stałej stymulacji emocjonalnej.
Droga wyjścia nie prowadzi przez pustkę i nie polega na udawaniu, że nic nas nie obchodzi. Nie trzeba porzucać zainteresowań, ani zamieniać myślenia na permanentną ciszę. Wystarczy zmienić funkcję treści. Informacja nie musi być alarmem, może być tłem. Polityka nie musi być walką, może być hobby. Głos w słuchawkach nie musi krzyczeć, może iść obok, kiedy idziemy na spacer, sprzątamy, jesteśmy w ruchu.
Burek nie szczeka dlatego, że jest zły. Szczeka, bo widzi tylko płot i wszystko poza nim wydaje się zagrożeniem. Kiedy zdejmie się go z łańcucha i da mu przestrzeń, często przestaje reagować na każdy ruch. Okazuje się, że dom nadal stoi, krowy pasą się spokojnie, a świat nie wymaga nieustannej czujności. My też nie musimy szczekać na wszystko, co się rusza. Wystarczy, że zaczniemy myśleć zamiast reagować, a informację traktować jak narzędzie, a nie syrenę alarmową.
Zostaw komentarz