Trump, który chciałby w Iranie zaprowadzić zachodnią demokrację, nie jest pierwszym, amerykańskim prezydentem, który nie rozumie tożsamości Irańczyków wyrażającej się w opowieści o Hussejnie- opowieści o męczeństwie za słuszną sprawę.

Karbala

Kult męczeństwa Hussajna, wnuka Mahometa, nazywanego od tamtej pory przez szyitów „panem męczenników” „sayyid as-suhada”, datuje się od zasadzki jaką zgotował Jazid I, kalif z dynastii Umajjadów, Hussajnowi i jego towarzyszom pod Karbalą, w miesiącu muhharam, sześćdziesiątego pierwszego roku, wg. kalendarza muzułmańskiego ( sześćset osiemdziesiątego wg. kalendarza zachodniego).

Była to prawdziwa masakra, w której oszczędzono jedynie kobiety i dzieci do szóstego miesiąca.

Hussejn był trzecim imamem szyitów, religii, która za czasów dynastii Safawidów zapanowała w całym Iranie i utrzymuje się tam do dziś.
90 proc. ludności Iranu stanowią szyici.

Aszura

Kilka lat temu pojechałem do Iranu głównie po to by wziąć udział w obchodach Aszury, która po arabsku znaczy „dziesiąty”, dzień męczeństwa imama Hussejna.

W nocy poprzedzającej Aszurę telewizja irańska pokazywała „tasuę” obrzędy żałobne ku czci męczeństwa imama, odbywające się w całym kraju. Nawet w małych miasteczkach i na wsiach. Brały w nich udział miliony Irańczyków, od dzieci po starców.

W dzień Aszury pojechaliśmy do Nushabad, małego miasteczka, oddalonego od Jazdu o kilkadziesiąt kilometrów. Na ulicach zobaczyliśmy tłumy mężczyzn ubranych na czarno z czerwonymi opaskami na głowie.
Symbolizowały krew Hussajna. Byli podzieleni na grupy, na czele każdej szedł człowiek z flagą.

Za nim szli uczestnicy biczujący się w rytm pieśni, odrębnej dla każdej grupy.
Można było odnieść wrażenie, że rywalizują ze sobą w tym, kto głośniej będzie śpiewać i dotkliwiej się biczować.

Najpierw stałem na koszu na śmieci, na chodniku, by lepiej widzieć cały pochód. Jednak po kilku minutach, jakiś młody mężczyzna, spryskujący tłum gapiów i uczestników wodą różaną, pokazał mi murek przy latarni ulicznej, z którego bezpieczniej mogłem obserwować wydarzenie.
Spytałem go co myśli o Hussejnie, odparł „opłakujemy go od czternastu wieków, bo w nas wszystkich wrze krew Hussajna”.

Rewolucja?

Islamska rewolucja z 79. roku, która doprowadziła do obalenia szaha Rezy Pahlawiego, przerodziła się w upiorną teokrację, która raz po raz, w morzu krwi, topi protesty Irańczyków, domagających się przede wszystkim, lepszych warunków życia.

Ostatnie zamieszki pochłonęły wg. ostrożnych szacunków trzydzieści tysięcy ofiar.

Wybuchły z powodu hiperinflacji i drożyzny.
To był ich główny powód, kwestie polityczne i religijne doszły później, gdy do kupców z bazarów, dołączyła młodzież.

Przede wszystkim z miast.

To ona, a jest jej ponad pięćdziesiąt proc. mieszkańców, nie widzi dla siebie przyszłości bo znalezienie dobrej pracy graniczy z cudem. Młodzież ma dosyć skorumpowanych władz, z Rahbarem, ajatollachem Alim Chameneim na czele i domaga się systemowych zmian.

To jednak nie oznacza, że chce powrotu monarchii czy odejścia od szyizmu.
Może jej zwesternizowana część, w wielkich aglomeracjach jak np. Teheran, Sziraz czy Isfahan.

A przede wszystkim nie chce tego, by ich kraj ponownie znalazł się pod wpływami USA.
Nienawiść do USA, a zwłaszcza Trumpa, jest niemniej silna, jak do „basidżów”.
I Trump, jeśli chce wypowiedzieć wojnę Iranowi, winien o tym pamiętać.