Przemyślany, Rohatyń , Bursztyn – rodową miejscowość Jabłonowskich i wreszcie Halicz. W Haliczu zbaczamy z głównej drogi wiodącej do Stanisławowa i trzymając się lewego brzegu Dniestru, pokonując bardzo wyboistą drogę, przez Wodniki, w których przed wojną mieszkali wujostwo Tadeusza – Strawińscy docieramy do miejscowości, o której mojemu towarzyszowi podróży tyle już opowiadałem i która ma stać się naszą główną bazą wypadową – w dół rzeki kajakiem.

Mariampol był przed II wojną światową tętniącym życiem miasteczkiem, rozlokowanym na wyniosłej skarpie, lewego brzegu Dniestru . Miejscowość ta wyróżniała się od innych osad Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej tym, że stanowiła wotum wdzięczności za powodzenie polskiego oręża w bitwach z Turcją. Nosiła nazwę wziętą od imienia Bogarodzicielki i słynęła z cudownego wizerunku Matki Boskiej, ofiarowanego po powrocie z Odsieczy Wiedeńskiej przez hetmana Stanisława Jablonowskiego do tutejszego kościoła.

Obraz Matki Boskiej Zwycięskiej darzył łaskami licznie przybywających do Mariampola pielgrzymów. Przez 250 lat utrwalała się tradycja Miasta Maryi, w którym zgodnie żyli Polacy, Żydzi i Rusini . W 1945 r. uciekający przed pożogą pobratymczych mordów, wysiedleni z nakazu jałtańskiej zmowy mieszkańcy Mariampola – nie mieli możliwości uratowania wielopokoleniowego dorobku. Żeby ocalić życie, porzucali domy, pola uprawne, sprzęt, warsztaty pracy, mogiły swoich przodków. Nie zapomnieli jednak o zabraniu ze sobą w tułaczkę wizerunku Patronki miasta. Obraz towarzyszył im w drodze na Ziemie Odzyskane, przybył wraz z nimi do Głubczyc. Przez cały ten niespokojny czas dodawał im otuchy, chronił przed nieszczęściami ,nie pozwolił zginąć, zatracić się .

Kustoszem wizerunku był ostatni proboszcz Mariampola chwilowo osiadły w Głubczycach. Po jego przeniesieniu się do Wrocławia do kościoła NMP na Piasku obraz powędrował wraz z nim i tam cieszy się szczególnym kultem . Matka Boska Mariampolska przyciąga przede wszystkim Kresowian .

W drugą niedzielę września odbywa się doroczna uroczystość odpustowa. Wtedy to do Wrocławia przybywają żyjący jeszcze Mariampolanie, ich dzieci i wnukowie. Łaskami słynący obraz ogniskuje bowiem pełne nostalgii wspomnienia z lat młodości, pamięć o przeżytych tragediach ,a także wyzwala inicjatywy pojednania. Symbolem tych ,jakże pozytywnych relacji pomiędzy dawnymi a obecnymi mieszkańcami tego miasta jest powrót do Mariampola wizerunku Matki Boskiej Zwycięskiej w postaci kopii obrazu ofiarowanego w 2001 roku przez wnuków tych, co obraz do Polski z pożogi wojennej unieśli. Obraz umieszczony został w cerkwi, która z równym powodzeniem służy wiernym grekokatolickiego i prawosławnego wyznania .

Zainicjowane przed 7 laty wzajemne kontakty byłych i aktualnych obywateli tej, liczącej obecnie niewiele ponad 1000 mieszkańców miejscowości – owocują nad podziw. Miarą uznania dla ludzi, którzy obciążeni traumą ludobójstwa popełnionego na najbliższych członkach rodziny w ramach czystki etnicznej, która miała przynieść “samostijność” Ukrainie a jednak wyciągnęli w geście pojednania ręce i w sercach swoich nie wystawiają rachunku krzywd, wobec tych ,których reżim sowiecki wysiedlił z połonin bieszczadzkich i osiedlił w Mariampolu było – wyróżnienie liderów owych działań w obecności Ojca Św. Jana Pawła II , podczas Jego wizyty apostolskiej we Lwowie medalem “pojednania” . Wyróżnienie to przyznane zostało przez Kapitułę, w której zgromadzeni są najwybitniejsi politycy zaangażowani na rzecz wzajemnego ułożenia przyjaznych stosunków pomiędzy Polską a Ukrainą.

Przynajmniej raz w roku do Mariampola przyjeżdża autokar z Polski wypełniony “sentymentalnymi turystami”. Przyjezdni są goszczeni, przeważnie w swoich dawnych domach . Przez nowych gospodarzy, tak samo wyrwanych przez nieludzki system z małych ojczyzn :połonin huculskich, z przełęczy bieszczadzkich, okolic Przemyśla ,Jarosławia . Przez kilka więc dni odbywa się swoiste misterium obcowania z przeszłością. Następuje zbliżenie z tymi, którzy są już w innym wymiarze, czas się cofa do okresu młodości, dzieciństwa.

Wszystko przecież tutaj przypomina nieżyjących już rodziców dziadków ,rodzeństwa, przyjaciół. A kaliny nadal rosną czerwone. O poranku zaś i w południe, a także wieczorem, jak za dawnych lat – krowy przepędzane są nad Dniestr i z pastwisk nadrzecznych wracają – krocząc główna ulicą. Życie tutaj toczy się niespiesznie.

W roku, który wspominam, w kalendarzu obrządku wschodniego święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wypadło w czwartek 28 sierpnia . Nasz wcześniejszy zamiar popłynięcia kajakiem Jarem Dniestrowym musieliśmy jednak odłożyć ze względu na wyjątkowo niski stan wody w Dniestrze.

W cerkwi do której zbudowania, jeszcze przed wojną przyczynił się zamordowany w 1940 roku, w niewyjaśnionych jeszcze do dzisiaj okolicznościach ks. proboszcz Bosak odbyło się nabożeństwo w całym tego słowa znaczeniu – ekumeniczne. Pod przewodnictwem dwóch biskupów grekokatolickiego i prawosławnego, a także w asyście przybyłego z Wrocławia wraz z 50 pielgrzymami z całej Polski ks. Stanisława Pawlaczka proboszcza parafii NMP na Piasku we Wrocławiu – odprawiono uroczysta Mszę Św. poprzedzającą poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę kaplicy, w której według zamierzeń fundatorów ma zamieszkać wizerunek Matki Boskiej Mariampolskiej.

Kaplica ma powstać na wysokim brzegu Dniestru, tak aby była widoczna z daleka.. Ma być wzniesiona, nie tylko dla chwały Matki Bożej ,ale również ma być także symbolem pojednania, pieczęcią uwiarygodniającą skomplikowany proces wybaczenia, bez którego pojednanie jest niemożliwe.

Z Cerkwi , w uroczystej procesji wyprowadzono obraz w asyście ponad tysiąca osób, ludu bożego trzech wyznań i dwóch języków, za nim kroczyli hierarchowie ubrani w bizantyjskie szaty. Powiewały feretrony, niósł się melodyjny śpiew diaków. Barwny korowód skierował się na wzgórze, na którym przed wiekami hetman Stanisław Jabłonowski wzniósł zamek .

Niewiele pozostało z warownego grodu . Ale ostała się brama. Symboliczna “porta”, przez którą przechodzą wierni i prowadzący ich kapłani. Droga pnie się pod górę, na szczyt skarpy nadbrzeżnej. W dole płynie wyjątkowo w tym roku płytki Dniestr. Polacy i Ukraińcy zgromadzili się wokół krzyża postawionego w miejscu w którym ma być wybudowana kaplica, poniżej krzyża ulokowano olbrzymi głaz – kamień węgielny, który ma być podwaliną przyszłej budowli .

Głównym celebransem jest ks. biskup Eugeniusz Mądry ordynariusz grekokatolickiej diecezji w Stanisławowie . Mocnym basem śpiewa modlitwy, odpowiadają mu pozostali duchowni i chór cerkiewny . Słońce chyli się ku zachodowi. Ceremonia toczy się niespiesznie. Jest schyłek lata, jest bardzo ciepło – wszyscy uczestniczący w tej ceremonii mają poczucie jakiejś, szczególnej wyjątkowości . Są przecież tutaj Polacy, są Ukraińcy, są popi, księża, kobiety i mężczyźni, jest młodzież i dzieci . W XXI wieku, ponad pięćdziesiąt osiem lat od tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły tą okolicą i które spowodowały, że trzeba było uchodzić. Uciekać, ratować się przed niechybną śmiercią, niejednokrotnie zadaną w sposób okrutny. Trzeba było bowiem wtedy porzucić ziemię rodzinną, krainę dzieciństwa . Domy, ogrody, ziemię uprawna . I to wszystko, co nas tak teraz bardzo pociąga – malowniczą skarpę naddniestrzańską , rozległe błonia, ciche i spokojne miasteczko.

Na zakończenie uroczystości, asystujący biskupowi batiuszka, bardzo starannie wszystkich i wszystko co było w jego zasięgu – pokropił wodą święconą. Parę kropel spadło mi na wargi, dotąd czuję ich smak.
Tadeusz – jest synem Maryli Jabłonowskiej, córki ostatniego męskiego reprezentanta tej rodziny, wywodzącej się z prostej linii od Wielkiego Hetmana Koronnego. Jego obecność tutaj, razem z wszystkimi była wyraźnym dowodem na to, że historia, nawet bardzo odległa może mieć żywych świadków. Nic materialnego może się nie ostać, bo końcu łatwiej jest burzyć niż budować, a jednak pamięć pozostaje. Przekazywana z ust do ust w sztafecie pokoleń. Płynąca zaś w strumieniu tej pamięci Matka Boska – z kaplicy polowej księcia Stanisława Jabłonowskiego, prarapradziadka mojego towarzysza powróciła na swoje dawne miejsce .

Wieczorem uczestniczyliśmy w festynie zorganizowanym w tamtejszej szkole. Radowano się również z tego powodu, że tutejszy samorząd postanowił powrócić do starej, historycznej nazwy Grodu Maryji – Mariampola. Wszyscy się bardzo cieszyli . Recytowano wiersze, orkiestra grała skoczne melodie. Wygłaszano natchnione przemówienia . Miejscowi śpiewali Sze ne wmerła Ukrajina, ale Polacy mieli łzy w oczach. Wiedzieli, że po mimo, iż system, który pozbawił ich rodzinnej ziemi – sczezł. Ona, ta mała ich ojczyzna – została im zabrana, prawdopodobnie na zawsze.