Są momenty, kiedy człowiek siada i naprawdę się zastanawia: co się z nami stało? Szczerze… Mi osobiście chce się ryczeć…
Wywiad Marty Nawrockiej w TVN24 stał się czymś znacznie większym niż rozmową z pierwszą damą. W kilka godzin zamienił się w kolejne pole bitwy. Analizy, drwiny, wycinane cytaty, oceny „ekspertów od wizerunku”. A potem fala komentarzy, które przestały być krytyką, a zaczęły być zwyczajnym publicznym upokarzaniem.
I ja się na to nie godzę!!!
Tak — żyjemy w czasie ostrej kohabitacji. Między rządem a prezydentem iskrzy. Każde weto, każda ustawa, każda decyzja ma swoją polityczną wagę. W takim klimacie nawet wywiad pierwszej damy nie jest neutralny. To element większej układanki.
Rozumiem to.
Ale rozumienie politycznego kontekstu nie oznacza zgody na odczłowieczanie.
Widziałam w tej rozmowie kobietę zdenerwowaną. Kogoś, kto wychodzi ze swojej strefy komfortu. Kto mówi o sprawach intymnych — o in vitro, o aborcji, o doświadczeniach rodzinnych, o hejcie. To nie są tematy „z briefu”. To są tematy z życia.
Nie da się wyuczyć emocji. Nie da się przećwiczyć autentyczności. I może właśnie dlatego było w tym coś prawdziwego.
Zapamiętałam moment, w którym padły słowa o tym, że nie wszyscy mają takie wsparcie i takie warunki, jakie ona miała w swojej rodzinie. To była empatia. To było zauważenie innych kobiet.
A potem zobaczyłam internet.
Teksty pisane z pozycji wyższości. Sugestie, że „to nie ten poziom”. Że „Pałac to za wysokie progi”. Wpisy, które przekraczały granice dobrego smaku i zwykłej przyzwoitości.
Można krytykować. Trzeba krytykować. Osoby publiczne podlegają ocenie — to fundament demokracji. Ale demokracja nie oznacza zgody na pogardę.
Nie oznacza przyzwolenia na hejt — także ten, który spada na rodzinę. A hejt jest bezwzględny. I nikt nie jest na niego gotowy.
Możesz być życzliwy. Możesz się starać. Możesz nikogo nie atakować. To nie znaczy, że wszyscy to uszanują. Wiem z własnego doświadczenia.
Dlatego dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy odpowiedzialności za słowo. Potrzebujemy granic. Potrzebujemy klasy — niezależnie od tego, po której stronie sporu stoimy.
Potrzebujemy świadomości, że po drugiej stronie ekranu zawsze jest człowiek. Że każde zdanie zostaje. Że słowa mają ciężar.
Bo jeśli język pogardy stanie się normą, nie przegra jedna partia ani drugi obóz.
Przegramy jako społeczeństwo.
A to jest cena, na którą naprawdę nie powinniśmy się godzić.
Wasza Marta Cugier
Ps. Uszanowanie Pani Marto. Trzymam kciuki.
Autor: Marta Alicja Cugier
Polska piosenkarka, od 1999 roku wokalistka zespołu Lombard. Na scenie debiutowała w wieku 6 lat, w Pałacu Kultury w Poznaniu, w zespole ludowym Mała Wielkopolska. Po rozwiązaniu zespołu próbowała swoich sił w Paradzie – grupie tańca nowoczesnego.
Zostaw komentarz