Już jestem w kapsule. Zaraz mają mnie wystrzelić w kosmos. Na przeszkodzie jednak stoi jakże prozaiczny detal. Taka mała przekładnia, do której ma klucz pan Gienek. A on akurat jest na zwolnieniu i czerpie satysfakcję z L4. Ludzie z agencji kosmicznej namawiali go do wyzdrowienia, ale on za nic miał ich argumenty.

Zatem czekamy.

W kapsule jest mało miejsca. Ale dwie świnie morskie i jeden półszczur się zmieściły. Zatem czekam na odpalenie. Podobno Kierwińsksch z Kosiniakiem-Kamaszem mieli rozmawiać w mojej sprawie. Mam telefon do Prezydenta, ale go nie nadużywam.

Druga doba w kapsule. Robi się słabo. Bo ani perspektywy lotu, no i powrotu. Inna rzecz z czym dlaczego. Plus jest taki, że w kapsule jest ciepło i że gryzonie są na jakby wolności. Biegają w te i we wte i guzik mnie to już obchodzi.

Dzień trzeci. Okazało się, że kapsuła nie ma homologacji, i że nie wolno jej w obecnym stanie wystrzeliwać w kosmos. Musiałem wszystkie graty plus zwierzęta ewakuować do tzw. kapsuły zastępczej.

Kapsuła zastępcza. Totalna porażka. Cała z folii. Wszędzie folia. Wszystko jest megaplastikowe. Czego nie dotkniesz, to plastik. Siedzę w tej zastępczej kapsule i nie mogę uwierzyć, że w takim stopniu można było zaplastikowić świat.

Lecimy! Wreszcie. Kierownictwo podjęło decyzję, że lecimy. Pozostaje tylko do dyskusji temat dokąd. Bo ministerstwo może wywalić kapsułę gdziekolwiek, bo na to ma fundusze. Ale w konkretne miejsce to już nie. Nie ma środków. Są deficyty.

Dobra. Lećmy. Australia. Tam się można łatwo zgubić.