W polskiej historii często pojawia się moment, w którym ktoś mówi Polakom, że nie ma alternatywy.Tak było w czasach Związku Radzieckiego.Tak mówili komuniści- towarzysze i koledzy obecnego marszałka sejmu Czarzastego i on sam.
Dziś podobne zdanie coraz częściej pada w kontekście Unii Europejskiej.Głosi je Tusk i oczywiście znowu Czarzasty i ich cała wesoła ferajna.Polacy mają dziś „chcieć” Unii tak, jak kiedyś mieli „chcieć” być w radzieckiej strefie wpływów.
Wtedy też słyszeliśmy, że nie ma alternatywy.
Że taka jest geopolityka.
Że taki jest porządek świata po II wojnie światowej.
Oczywiście sytuacje nie są identyczne.
W czasach bloku wschodniego Polska była częścią systemu narzuconego przez Moskwę. Społeczeństwo nie miało tu nic do powiedzenia.
Wejście do Unii Europejskiej było decyzją podjętą w referendum.
W czerwcu 2003 roku do urn poszło 17,5 miliona Polaków.
Frekwencja wyniosła 58,85 procent.
Za wejściem do Unii zagłosowało 13,5 miliona osób, czyli 77,45 procent głosujących.
To był moment ogromnych nadziei.
Polacy wierzyli, że wracają do Zachodu.
Że poziom życia szybko dogoni Europę.
Że powstaje partnerska wspólnota wolnych narodów.
Jedno jednak pozostało do dzisy niezmienne. Narracja o braku alternatywy.
W PRL mówiono, że nie ma alternatywy dla sojuszu ze Wschodem.
Dziś coraz częściej słyszymy, że nie ma alternatywy dla coraz głębszej integracji europejskiej.
Jeśli nie Unia, to podobno zostaje tylko Białoruś.
Tu zaczyna się polski paradoks.
Polska od wieków wchodziła w wielkie struktury polityczne, a jednocześnie obsesyjnie pilnowała własnej wolności.
Najlepszym przykładem była Rzeczpospolita Obojga Narodów.
Ogromne państwo i wielka wspólnota, a zarazem kraj niezwykle wrażliwy na punkcie suwerenności.
Historia pokazuje jednak coś jeszcze.
Polska w takich układach często bywała wykorzystywana.
Była rozbierana, dzielona, wciągana w cudze interesy i traciła wpływ na własny los.
Dlatego dzisiejsza dyskusja o Europie ma w Polsce tak duży ładunek emocji.
Bo obok korzyści coraz częściej pojawia się pytanie o strukturę zależności.
Dziś około jedna czwarta polskiego eksportu trafia do Niemiec.
Udział tego jednego rynku wynosi około 26 -27 procent.
To oznacza, że ogromna część polskiej gospodarki działa jako zaplecze produkcyjne dla silniejszych gospodarek Zachodu.Wiele fabryk w Polsce jest częścią łańcuchów dostaw zachodnich koncernów.
Produkujemy komponenty i półprodukty.
Wykonujemy pracę tańszą niż na Zachodzie.
Największa wartość dodana powstaje jednak gdzie indziej.ciagle nas wykorzystują.Jednocześnie Polska stała się ogromnym rynkiem zbytu dla zachodnich towarów i usług.Nie znaczy to, że integracja nie przyniosła Polsce korzyści.
Przyniosła ich bardzo wiele.
Infrastruktura.
Handel.
Inwestycje.
Rozwój gospodarki.
To są fakty.
Ale historia Polski uczy jednej rzeczy.Polacy potrafią wchodzić do wielkich wspólnot.
Nigdy jednak nie przestają zadawać jednego pytania.
Kto w tej wspólnocie naprawdę podejmuje decyzje?
I dlatego najciekawsze pytanie dopiero przed nami.
Gdyby dziś odbyło się nowe referendum o wejściu do Unii Europejskiej, czy wynik byłby tak samo oczywisty jak w 2003 roku?
Bo w polskiej historii wspólnoty przetrwały tylko wtedy, gdy były dobrowolne i uczciwe.Kiedy przestawały być wyborem, prędzej czy później kończyły się buntem.
Zostaw komentarz