Dzisiaj jest Niedziela Palmowa, a zatem zgodnie z wielowiekową tradycją co poniektórym… palma obija.
Mój ulubieny (copyright by Arnold Boczek) profesor Bogusław Śliwerski najwyraźniej odpracowuje traumę. Na swoim blogu pn. Pedagog (tym słynnym z bezprawnego zamieszczenia działa p. Józefa Wieczorka) żali się publicznie:
Dementuję jakoby Senat Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie przyznał mi godność doktora honoris causa.
Otrzymałem od jednego z wybitnych Profesorów prawa list wraz z życzeniami z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, w którym dodatkowo pisze:
„Do tych świątecznych życzeń pragnę dołączyć moje najszczersze gratulacje z okazji przyznania Ci kolejnego tytułu doktora honoris causa, tym razem przez Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Ta doniosła uroczystość jest nie tylko wyrazem uznania dla Twojego wybitnego dorobku naukowego i autorytetu, ale także pięknym potwierdzeniem Twojej szczególnej roli w kształtowaniu standardów polskiej akademii. To wielka radość widzieć, jak Twoja droga, naznaczona rzetelnością i troską o dobro wspólne, zostaje uhonorowana przez tak prestiżową uczelnię w sercu Krakowa.
Życzę, aby to wyjątkowe wyróżnienie stało się źródłem nowej energii do dalszej pracy w Radzie Doskonałości Naukowej, budując przyszłość kadr polskiej nauki w duchu prawdy i wzajemnego szacunku.
Wesołego Alleluja!”
Dementuję tę rzekomą decyzję Senatu KEN w Krakowie, który zlekceważył trzy recenzje profesorów tytularnych kierując się fałszywym w swej treści donosem osoby, której polskie uniwersytety dwukrotnie odmówiły nadania stopnia naukowego doktora habilitowanego. Nie muszę komentować tego, co sprawia, że jestem niezmiernie wdzięczny Senatowi UKEN, który potwierdził swoją wiarygodność.
Tu po raz pierwszy wypada mi zaprotestować. Otóż nigdy i przenigdy w świecie przeciwko Sliwerskiemu nie były podnoszone treści fałszywe, co w potocznej mowie nosi miano kłamstwa, ale wręcz przeciwnie – podnoszone zarzuty były oparte nie tylko w materiale faktycznym, ale, przede wszystkim, w wyrokach sądów cywilnych i to aż dwóch instancji.
Nie dość tego. W sprawie doszło też do wszczęcia postępowania karnego w tzw. trybie prywatnoskargowym.
Ale dnia 27.08 2025 r. Sąd Rejonowy dla Krakowa – Śródmieścia wydał postanowienie umarzające postępowanie w sprawie dotyczącej sprawy prywatnego aktu oskarżenia J. Wieczorka c/a B. Śliwerski opierając się całkowicie na woluntarystycznym i oczywiście komplementarnie błędnym przyjęciu formuły o zaistnieniu rzekomo znikomej społecznej szkodliwości czynów jakich dopuścił się oskarżony, a ujętych w/w subsydiarnym aktem oskarżenia.
Pisałem o tym tutaj:
https://pressmania.pl/wymyki-jurydyki/
Pamiętajmy jednak o tym, że znikoma szkodliwość czynu nie oznacza, że w ogóle nie został on popełniony, ale że może być odpuszczony winowajcy przez Państwo.
Tak zresztą stwierdził Sąd.
Oskarżony dokonując publikacji spornego utworu graficznego bez wskazania jego źródła działał w pełni świadomie, czym naruszył elementarny obowiązek poszanowania praw autorskich. Nie ma znaczenia fakt, że oskarżony pobrał ze strony facebooka rysunek, który nie miał wskazanego źródła. Takie działanie nie było wynikiem niedopatrzenia lecz stanowiło efekt świadomego wyboru. Powyższe okoliczności wykazują, że oskarżony działał w zamiarze bezpośrednim obejmując świadomością oraz wolą rozpowszechniania utworu bez wymaganych oznaczeń.
Okazuje się jednak, że zdaniem wspomnianego już „pedagoga” przypominanie tych faktów jest fałszywym donosem!
Bowiem wyartykułowanym zdaniem wspomnianego profesora został on sporządzony przez osobę, której polskie uniwersytety dwukrotnie odmówiły nadania stopnia naukowego doktora habilitowanego.
Najwyraźniej Boguś Śliwerski jest zdania, że oskarżać profesora może tylko inny profesor. Ostatecznie zaś przynajmniej doktor habilitowany.
Jeśli zaś ktoś jest tylko zwykłym doktorem albo, co gorsza, magistrem, z góry jest skazany na niewiarygodność.
Co prawda jako obserwator procesów dr Józefa Wieczorka vs. profesor Bogusław Śliwerski ze zdumieniem obserwowałem, że obrońcą tego ostatniego był tylko skromny magister prawa, ale to najwyraźniej jest poza polem widzenia pana „pedagoga”.
O ile dobrze pamiętam również sędzia przewodniczący nie miał habilitacji… 😉
Najlepsze jest jednak zakończenie „palmowego” blogu Śliwerskiego.
Drogi Profesorze – z duchem prawdy i szacunkiem dla nauki stanowisko Senatu UKEN nie miało nic wspólnego. Uchwała Senatu UKEN nie dotyczyła mojej osoby, ale stało się samooceną jego członków. Proszę zatem gratulacje i życzenia kierować do władz tej Uczelni.
A zatem Senat UKEN jest zły.
Nie poznali się na takim krysztale, jak Śliwerski.
Ba, krakowscy naukowcy dali się zmanipulować co prawda za pomocą faktów, ale przecież głoszonych przez niewiarygodną osobę, dwukrotnie niedopuszczoną do habilitacji!
Straszne… A na dodatek medialnie sprawę nagłaśniał skromy magister prawa. I, jak należy mniemać choćby z ilości odsłon, jakie miały moje teksty, kto wie, czy nie wywarły większego wpływu niż fałszywy donos oparty na faktach.
Ale przecież od czasów Gomułki wiadomo, że nie jest ważne, co kto mówi, ale KTO to mówi…
Taka konstatacja jednoznacznie wskazuje na marksistowskie korzenie Śliwerskiego.
Cóż, skończone studia jeszcze w epoce Gierka, następnie doktorat w samym środku junty jaruzelskiej jednoznacznie wskazują na słuszność starego przysłowia – czym skorupka za młodu…
Śliwerski, atakujący wszem wobec niczym Gomułka po Marcu’68 autora tekstu a nie fakty pokazuje, jak bardzo ten 72-latek przesiąkł marksizmem.
Widmo Marksa wciąż kroczy po polskich uczelniach…
I to by było na tyle, jak mawiał śp. prof. Jan Tadeusz Stanisławski.
29.03 2026
_________________________________________________________________
Ps. Wyboldowania w tekście Śliwerskiego moje.
fot. AI
Cytaty:
https://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2026/03/dementuje-jakoby-senat-uniwersytetu.html
Zostaw komentarz