Scenariusz był prosty. A właściwie aż zbyt prosty.
Od miesięcy kierowcy pytają, dlaczego paliwo w Polsce jest tak drogie, skoro w wielu krajach Europy rządy obniżały VAT i inne obciążenia, żeby ulżyć obywatelom. W Polsce pod społeczną presją też pojawiła się ustawa, która ma doprowadzić do spadku cen paliwa.
I tu zaczęła się polityczna kalkulacja i gierki tej ekipy rządzącej.
Ustawę przepchnięto w momencie, gdy prezydent był już w drodze do USA. Plan był czytelny: jeśli prezydent nie podpisze jej od razu, w mediach ruszy lawina komentarzy. W TVN-ach i w „Gazecie Wyborczej” miała się rozpętać burza: że prezydent blokuje obniżkę cen paliwa, że nie chce ulżyć kierowcom, że to przez niego Polacy dalej będą płacić więcej przy dystrybutorach, bo sobie pojechał do Teksasu na konferencję( notabene świetne miał wystąpienie).Problem w tym, że ten scenariusz rozsypał się szybciej, niż zdążył się zacząć. Dlaczego?
Prezydent podpisał ustawę elektronicznie w samolocie, lecąc do Stanów Zjednoczonych. Zanim zdążyła ruszyć medialna nagonka, sprawa była już zamknięta. W XXI wieku istnieje przecież coś takiego jak podpis elektroniczny. Czy naprawdę ktoś o tym nie wiedział? Chociaż być może, bo to „inna” kategoria ludzi.
Czyli krótko mówiąc: plan przygotowany pod polityczną burzę, legł w gruzach, bo szybka decyzja prezydenta wywróciła cały scenariusz do góry nogami.Prezydent podpisał ustawę. I co dalej z cenami paliw? Dla kierowców najważniejsze pytanie dopiero teraz się zaczyna:
czy ceny paliwa rzeczywiście spadną?
Bo na razie nic takiego nie widać. Jest niedziela, rząd ma weekend, a kierowcy nadal płacą przy dystrybutorach tyle samo. Co więcej, pojawiają się informacje, że Orlen podniósł ceny hurtowe paliwa.
I tu pojawia się zasadniczy problem.
Jeżeli państwo obniża podatki na paliwo, czyli VAT albo inne opłaty, to teoretycznie cena na stacji powinna spaść. Ale jeśli w tym samym czasie producent albo rafineria podnosi cenę bazową w hurcie, to część tej obniżki może po prostu zniknąć.
Efekt jest prosty: rząd mówi o obniżce, a kierowca przy dystrybutorze prawie jej nie widzi.
Dlatego prawdziwy test tej ustawy dopiero przed nami. Jeżeli w najbliższych dniach ceny na stacjach realnie spadną, to znaczy, że mechanizm działa. Jeżeli jednak ceny pozostaną takie same albo spadną symbolicznie, wtedy pojawi się bardzo poważne pytanie: gdzie zniknęła obiecywana obniżka i czy Tusk kolejny raz oszukał(bardziej pasuje oszwabił) Polaków? Który to już raz?
Zostaw komentarz