Niektóre „obniżki” Tuska wyglądają świetnie na konferencji prasowej, ale gorzej w kalkulatorze. Dobrym przykładem jest obniżka VAT na diesla z 23 do 8 procent. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie. Cena na pylonie spada z 8,20 do 7,60 zł. Można ogłosić sukces.
Problem w tym, że dla wielu branż ta matematyka wygląda zupełnie inaczej.
Firmy transportowe, rolnicy czy taksówkarze rozliczają paliwo w cenie netto, bo VAT odliczają. I tu zaczyna się ciekawa historia. Przy cenie 8,20 zł z 23-procentowym VAT netto wynosi około 6,67 zł. Natomiast przy cenie 7,60 zł z VAT 8 procent netto wychodzi około 7,04 zł. Czyli po „obniżce” cena bazowa rośnie o około 37 groszy na litrze.
Innymi słowy, dla wielu przedsiębiorców paliwo realnie drożeje.
Warto też pamiętać, z czego w ogóle składa się cena litra diesla. To nie jest tylko koszt samego paliwa. W środku są jeszcze podatki i opłaty: akcyza, opłata paliwowa, opłata emisyjna, a dopiero na końcu doliczany jest VAT. W praktyce oznacza to, że duża część ceny paliwa to daniny publiczne, które w ogóle się nie zmieniają przy manipulowaniu stawką VAT.
Dlatego czasem wystarczy drobna zmiana ceny bazowej w rafinerii czy w hurcie, aby cała korzyść z niższego VAT po prostu wyparowała.
Na konferencji można więc mówić o obniżce cen. Na stacji kierowca zapłaci mniej brutto. Ale w księgowości firmy transportowej kalkulator może pokazać coś zupełnie innego. I wtedy okazuje się, że „tańszy diesel” jest droższy.