Jesteś ruskim agentem i wyolbrzymiasz siłę ruskich! Jesteś ukraińskim agentem i chcesz nas wciągnąć do wojny! Ruscy nie są w stanie kilku wiosek na Donbasie zająć od 4 lat, o jakiej jeszcze wojnie nam mówisz? – tego typu tezy raz za razem widzę w przestrzeni publicznej w Polsce i też wiele razy one się pojawiały w komentarzach do moich tekstów. Więc dziś podam kilka argumentów, dlaczego o potencjalnej wojnie w tym kraju należy mówić i sprawę należy traktować poważnie.

1. Jak nie chcesz wojny – przygotuj się do niej.

W takich czasach jak te, które nadeszły, gdzie największe potęgi tego świata odpuściły już sobie jakiekolwiek reguły i przeszły do zasady „wygrywa ten, kto jest silniejszy”… pokój nie jest już dany raz na zawsze. Tym bardziej w naszym regionie. Dlaczego naszym bardziej niż gdziekolwiek? – proszę poczytać podręcznik do historii Rzeczypospolitej. W takich więc czasach obowiązuje bardzo prosta zasada: jeżeli chcesz żyć w pokoju, musisz się przygotowywać do wojny tak, jak gdyby miała wybuchnąć jutro, i traktować przeciwnika poważnie. I wtedy zapewnisz sobie pokój. I mówiąc „przygotowywać się”, nie mam na myśli, że polska armia zawodowa ma się przygotowywać, a my będziemy sobie żyli w spokoju jak zawsze. Nie, należy sobie uświadomić kolejną prostą rzecz – WOJSKO POLSKIE SAMO POLSKI NIE OBRONI. Politycy w większości chcą do wojny przygotowywać się w ten sposób, by prawdy społeczeństwu nie powiedzieć, bo to jest niepopularne i źle wpływa na słupki poparcia. A prawda polega na tym, że przygotowywać się ma całe państwo i społeczeństwo i mieć świadomość tego, że wojny nie będzie dopiero, jak społeczeństwo na poważnie się zaangażuje w całe przedsięwzięcie.

Dlaczego? Dlatego, że to jest jedna z najważniejszych składowych odstraszania, od którego zależy kwestia, czy wojna może wybuchnąć, czy nie. Przeciwnik albo widzi, że wojsko ma absolutne poparcie, społeczeństwo nie odwróci się, dołoży się do finansowania swojej armii, zorganizuje się, widzi, że wojsko ma rezerwę itd. Wtedy on widzi, że na przykład stawka na wojnę długotrwałą nie ma sensu, bo państwo polskie jest do tego gotowe. I SZANSA, ŻE DO WOJNY NIE DOJDZIE, ZWIĘKSZA SIĘ. Im bardziej jesteśmy przygotowani, tym większa jest szansa, że będziemy żyć w pokoju. Argument „nie strasz nas wojną” tu nie działa. O wojnie trzeba rozmawiać, z nią trzeba się oswajać, ona nie musi nas szokować ani straszyć… trzeba sobie uświadomić, w jakim świecie żyjemy i się z tym pogodzić. Wtedy tylko… paradoksalnie… będziemy być może żyć w pokoju.

2. Należy przygotowywać się do najgorszego ze scenariuszy.

Mam wrażenie, że wiele osób, które ze mną dyskutują na te tematy, w rzeczywistości nie może sobie nawet wyobrazić wojny i nie może podświadomie uwierzyć, że coś takiego jest możliwe. Dla wielu osób to jest jakiś bardzo daleki, czysto teoretyczny scenariusz; to są jakieś zawody retoryczne na to, kto ma rację, czyje argumenty są silniejsze. Politycy tematem grają dla słupków i też nie wygląda, by traktowali sprawę poważnie. A ją należy traktować śmiertelnie poważnie.

Dla mnie jest inaczej. Dla mnie ta sprawa ma wymiar osobisty. Cała moja szeroko rozumiana rodzina składa się z uchodźców wojennych, którzy ponad dekadę temu wydostali się z ognia wojny i osiedlili się w Polsce. Dawno już wszyscy się w pełni zintegrowali tutaj i dawno już traktują Polskę jako jedyny dom. Każdy z nich stracił dobytek całego życia, uciekał w nocy pod ostrzałem, uniknął kilka razy śmierci, ktoś nawet spędził wiele miesięcy w rosyjskiej niewoli i cudem się wydostał w wyniku wymiany. W sprawach wojny i pokoju ja wiem, jaka jest cena błędu. ZDECYDOWANIE ZA WYSOKA. Nie chce obserwować jak ci ludzie po raz drugi w ciągu jednego życia znów stracą wszystko co posiadają. Jeżeli szansa wybuchu wojny jest nawet 1 do 10, to to jest zbyt wysoka szansa, którą trzeba traktować bardzo poważnie, a nie ignorować. Bo ceną błędu nie jest wasze malutkie ego… że nie będziecie czy będziecie mieli rację, tylko konkretne życia ludzkie, konkretne tragedie, konkretne łzy i krew konkretnych bliskich wam osób.

I właśnie dlatego, że cena błędu jest zbyt wysoka, przygotowywać się trzeba do gorszego scenariusza. Bo jeżeli on się sprawdzi i będziecie niegotowi, to nas nie będzie stać na zapłacenie tak wysokiej ceny. A jak będziemy gotowi i się pomylimy wszyscy razem, to stracimy jakiś procent naszego PKB na obronność i po prostu się pomylimy. ALE BĘDZIEMY ŻYWI I ZDROWI. To nie jest pesymizm, to jest PRAGMATYZM.

Osobiście w tej sytuacji publicznie przyznam się do błędu i moje ego nie ucierpi z tego powodu ani trochę. Będę szczęśliwy ze swojego błędu. Bo swojemu własnemu dziecku ja życzę szczęścia i pokoju w tym kraju, a nie wojny.

3. Wybuch wojny jest porażką samą w sobie.

Wiele osób w dyskusjach miesza dwie kwestie, które bezpośredniego związku ze sobą nie mają. Czyli mieszają kwestię możliwego wybuchu wojny, która związana jest z siłą naszego odstraszania… z kwestią naszych realnych szans na wygraną w wojnie, jak już, nie daj Boże, wybuchnie. To nie są rzeczy tożsame. Jak dobrze Państwo wiedzą, ja mam sporo wątpliwości, czy Wojsko Polskie i inne armie NATO są przygotowane do wojny na takim polu walki, jakie powstało na wschodzie… ale to nawet nie jest tutaj ważne. Powiedzmy, że wszystko w wojnie pójdzie po naszej myśli i to, jak się przygotowujemy, zapewni nam pełnię sukcesu na polu walki. To nie oznacza automatycznie, że Rosjanie sobie – jak jakiś zupełnie obiektywny komputer – kalkulują nasz potencjał i nie zaatakują.

Wojna może wybuchnąć nie dlatego, że faktycznie jesteśmy słabi, tylko na przykład dlatego, że to, jak się zachowujemy, sygnalizuje Rosjanom według ich subiektywnego sposobu oceny, że jesteśmy słabi. Kwestia odstraszania to nie jest po prostu ilość czołgów, śmigłowców czy nawet dronów. To też kwestia postawy społecznej, jakości elit politycznych, suwerenności podejmowanych decyzji, woli politycznej, by użyć swojego potencjału w sytuacji kryzysowej i – koniec końców – to jest kwestia JEDNOŚCI SPOŁECZNEJ I POLITYCZNEJ wobec potencjalnego wroga. To jest o wiele bardziej złożona sprawa niż kwestia samych działań zbrojnych podczas toczącej się wojny.

Wojna może wybuchnąć z powodu złej kalkulacji przeciwnika w odniesieniu do nas i naszych sojuszników. Tak jak Rosjanie źle wykalkulowali sobie postawę Ukraińców w roku 2014… a później znów ten sam błąd powtórzyli w 2022 roku. I ja zapewniam, że mogą ten sam błąd zrobić w stosunku do Zachodu, bo to nie jest kwestia tylko tego, że oni Ukraińców tak traktują – to jest systemowy błąd ich sposobu oceny innych. To jest bardziej związane z ich arogancją i przyjmowaniem za słabość tych cech zachodnich społeczeństw, które słabością obiektywnie nie są.

Podsumowując: żeby do wojny nie doszło, trzeba do niej się przygotowywać tak, jakby było pewne, że wybuchnie. Ze wszystkich scenariuszy przygotowywać się należy do tego najgorszego. I żeby do wojny być gotowym (czyli żeby w praktyce mieć wysoką szansę na pokój), nie można liczyć, że armia zrobi swoją robotę, a my będziemy obserwatorami. Należy zapomnieć w tej kwestii o podziałach politycznych i ideologicznych. Rosjanom jest obojętne, jakie macie poglądy, obojętne jest nawet, czy macie do nich sympatię, czy ich nienawidzicie. Polaków, którzy mają sympatie prorosyjskie, oni po prostu traktują jako narzędzie do wykorzystania. Rosjanie wszystkich Polaków traktują jako jedność… jako wrogów. Nie dlatego, że nienawidzą Polski czy tam są jacyś szczególnie źli. Po prostu są narodem o mentalności imperialnej i wrogiem dla nich jest ten, kto stoi na drodze do tego, co uważają, że im się należy – do dominacji nad naszym regionem. To jest bardzo proste.

___________________________________________________________
Zachęcam do wspierania mojej niezależnej publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews