Granica państwa nie jest pojęciem abstrakcyjnym. Nie istnieje tylko na mapach, w podręcznikach do geografii czy przemówieniach polityków. Granica istnieje dlatego, że ktoś stoi na posterunku — często w zimnie, deszczu, błocie i pod presją, której większość z nas nigdy nie doświadczy. Tym kimś jest polski żołnierz, strażnik graniczny, funkcjonariusz policji. Człowiek w mundurze.
Od kilku lat polska granica wschodnia stała się miejscem nieustannej próby. Próby dla państwa, dla służb i dla społeczeństwa. I właśnie wtedy okazało się, jak łatwo przychodzi niektórym ocenianie ludzi, którzy podejmują decyzje w sytuacjach granicznych — dosłownie i w przenośni. Z wygodnego fotela łatwo mówić o procedurach, emocjach i moralności. Trudniej stanąć nocą naprzeciw agresywnego tłumu, prowokacji czy chaosu, wiedząc, że od jednej decyzji może zależeć bezpieczeństwo innych.
Symbolem tego sporu stała się głośna sprawa żołnierza pełniącego służbę na granicy polsko-białoruskiej, któremu postawiono zarzuty po oddaniu strzałów ostrzegawczych wobec grupy migrantów próbujących sforsować zabezpieczenia. Prokuratura uznała początkowo, że mogło dojść do przekroczenia uprawnień i narażenia życia innych osób. W mediach rozpętała się burza. Jedni widzieli w żołnierzu człowieka wykonującego obowiązki w ekstremalnych warunkach, inni próbowali zrobić z niego symbol bezduszności państwa.
Po miesiącach politycznych sporów i medialnych oskarżeń zapadł jednak wyrok uniewinniający. Sąd uznał, że żołnierz działał w warunkach szczególnego zagrożenia, wykonując obowiązki służbowe związane z ochroną granicy państwowej. To rozstrzygnięcie stało się dla wielu Polaków sygnałem, że państwo nie może karać ludzi za działanie podejmowane w obronie bezpieczeństwa kraju.
Hasło „Murem za polskim mundurem” nie powinno być politycznym sloganem. Powinno być elementarną zasadą państwa, które szanuje własne instytucje. Oczywiście — mundur nie daje bezkarności. Demokratyczne państwo prawa musi rozliczać nadużycia. Ale czymś zupełnie innym jest uczciwe rozliczenie, a czymś innym publiczne linczowanie ludzi jeszcze przed wyrokiem sądu.
Żołnierz na granicy nie reprezentuje samego siebie. Reprezentuje Rzeczpospolitą. Kiedy jest pozostawiany sam sobie, państwo wysyła fatalny sygnał: „broń nas, ale jeśli zrobi się niewygodnie — odwrócimy wzrok”. Trudno budować morale armii i służb na fundamencie strachu przed własnym państwem.
Polacy mają szczególny historyczny obowiązek szanować mundur. To właśnie żołnierze przez pokolenia bronili naszej wolności wtedy, gdy Polska znikała z mapy. Mundur był symbolem odwagi, poświęcenia i służby. Dziś, w czasach pokoju pozornego, łatwo o tym zapomnieć. Łatwo sprowadzić wszystko do medialnych sporów i internetowych emocji.
A przecież prawda jest prostsza: bezpieczne państwo nie istnieje bez ludzi gotowych go bronić. I ci ludzie muszą wiedzieć, że naród stoi za nimi wtedy, gdy wykonują swoją służbę uczciwie i z poświęceniem.
Dlatego warto powtarzać: murem za polskim mundurem — nie przeciw komuś, lecz za bezpieczeństwem własnego kraju.
Zostaw komentarz