Opowieści Żurka o ekstradycji Zbigniewa Ziobro w świetle najnowszego orzecznictwa niemieckich sądów pozostają już wyłącznie w sferze marzeń…

To chyba największy koszmar Żurka od czasów, gdy Tusk wymienił Bodnara na niego. Oto Wyższy Sąd Okręgowy dla Szlezwiku-Holsztyna oddalił polski wniosek ekstradycyjny.

I wcale nie chodzi o przyczyny ogólnikowo zwane politycznymi.

Ścigany to 60-latek podejrzany o handel narkotykami. Jako że w tym wieku trudno przypuszczać, aby był to zwykły diler wystawający na ulicy w pobliżu jakiejś szkoły z prawdopodobieństwem bliskim pewności można stwierdzić, że jest to ktoś znaczący w narkotykowej dystrybucji.

Wg niemieckiego sądu ekstradycja jest niedopuszczalna, jeżeli nie ma gwarancji, że osoba poszukiwana będzie przetrzymywana w ośrodku detencyjnym, w którym nie będzie narażona na nieludzkie warunki. Ogólne zapewnienia państwa wnioskującego, że osoba poszukiwana będzie odbywać karę w ośrodku spełniającym standardy humanitarne, są niewystarczające.

Sąd stwierdził ponadto, że istnieją wątpliwości co do przestrzegania praw człowieka w licznych więzieniach w Polsce. Sugerowało to uchybienia systemowe, które „ogólnie rzecz biorąc, nie wykluczały nieludzkich warunków przetrzymywania”. Szczególnie wyraźnie wynikało to z raportów Inspektoratu Krajowego Mechanizmu Zapobiegania Torturom (KMPT), grupy roboczej Rzecznika Praw Obywatelskich, zawierających zdjęcia z różnych więzień.

Sprawa nosi sygnaturę 1OAus 10/26.

Pragnę przypomnieć, że miażdżący dla Żurka raport RPO został opublikowany na kanwie sprawy księdza Olszewskiego i in.

Wydaje się, że setki spraw zalegających w Trybunale Praw Człowieka plus dziesiątki już osądzonych również ma swoją wymowę.

Tymczasem nam się podaje jakąś utopijną wizję, w której to największym problemem współczesnego Polaka jest to, że od prerogatywy Prezydenta nie ma odwołania do niezawisłego (od kogo, warto spytać) sądu!

A tymczasem warunki w polskich więzieniach po prostu urągają europejskim standardom.

Tymczasem polskim nierozwiązanym od dekad problemem są nie tylko więzienia, ale też system karny, w którym liczba skazanych procentowo sięga poziomu czasów, gdy zeznania wymuszano drogą tortur.

Dzisiaj zbyt często koronnym dowodem świadczącym o winie jest… wniesienie aktu oskarżenia przez prokuratora.

Rzecz jasna inaczej dzieje się w przypadku obecności kamer na Sali sądowej. Oraz zaangażowania znanych (czyt. drogich) adwokatów.

Stąd bierze się te 2,5% uniewinnień.

Mniej więcej tyle samo ludzi wytrzymywało rozciąganie na madejowym łożu, zgniatanie różnych części ciała i przypalanie, by wymienić najpopularniejsze środki z arsenału „śledczych” okresu renesansu.

Na razie jednak mamy „przywracanie praworządności”…

Ciekawe, kiedy zagraniczne sądy zaczną odmawiać ekstradycji powołując się na polską rzeczywistość sądową a nie tylko na więzienną? Co prawda już tego próbowano za rządów Zjednoczonej Prawicy, ale było to działanie aż nadto polityczne.

Tymczasem recepta jest prosta. Wystarczy tylko odebrać sędziom prawo decydowania o czyjejś winie.

Tak jest od zawsze w Anglii czy w USA. A nawet od pewnego czasu w… Rosji.

To są sądy przysięgłych.

Natomiast za stan więzień odpowiada politycznie Żurek.

26.05 2026

fot. Die Zeit