Paweł Kukiz powiedział w wywiadzie że, zanim został znanym muzykiem, pracował na budowie i sam opłacał składki ZUS. Nie tłumaczył wtedy, że „jest artystą”, więc społeczeństwo powinno utrzymywać jego marzenie o scenie.
I właśnie tu pojawia się sedno całej awantury o dopłaty do ZUS dla tzw. „artystów”.
Bo prawdziwy artysta zwykle znajduje odbiorców. Jedni zarabiają miliony już po pierwszym sukcesie medialnym, inni budują popularność latami. Ale jeśli ktoś przez dekadę nie jest w stanie utrzymać się nawet na poziomie opłacenia podstawowych składek, to może problemem nie jest system. Może po prostu rynek bezlitośnie pokazuje, że talentu tam zwyczajnie brak. A jak ktoś jest beztalenciem, to powinien szukać innego zajęcia.
To brzmi ostro, ale w każdej innej branży działa dokładnie ta sama zasada. Jeśli fryzjer nie ma klientów, mechanik nie ma aut do naprawy, a fotograf nie ma zleceń, to państwo nie dopłaca im do zawodowych ambicji. Dlatego
absurdalne jest tworzenie specjalnej kasty „ artystów”, którzy mają być utrzymywani przez innych ciężko pracujących ludzi. Kasjerka, kierowca czy robotnik budowlany nie mogą powiedzieć: „W tym miesiącu słabo mi idzie, niech państwo opłaci moje składki”.
A część środowiska artystycznego właśnie tego bezwstydnie oczekuje.
Co innego lokalne domy kultury, zespoły folklorystyczne, orkiestry miejskie czy regionalne grupy taneczne. Jeśli działają dla społeczności, promują region i realnie uczestniczą w życiu lokalnym, to naturalne jest, że wsparcie powinno iść od samorządów, które z tej działalności korzystają i ją organizują.
Ale dopłacanie z pieniędzy wszystkich podatników do każdego, kto sam siebie nazwie „artystą”, szybko zamienia kulturę w państwowy program sponsorowania niespełnionych ambicji.
I trudno się dziwić, że wokół pomysłów firmowanych przez Cienkowską pojawia się coraz większy polityczny bunt. Skoro państwo ma dopłacać do ludzi, którzy nie potrafią utrzymać się ze swojej działalności, to przeciwnicy projektu pytają ironicznie: czy naprawdę mamy finansować brak talentu i miernoty z publicznych pieniędzy?
Politycy PiS i Konfederacji mówią o wotum nieufności wobec minister, która wymyśla takie kretynizmy. A wielu z nas obywateli może dziś dodatkowo powiedzieć wprost: nie chcę też płacić podatków i utrzymywać takich polityków jak Cienkowska, bo ona się do polityki nie nadaje.Jednak Tusk chętnie popiera podobne pomysły. W polityce od dawna działa według jednej zasady: poszerzać elektorat za wszelką cenę. Wcześniej zabiegał o głosy dawnych komunistów, ubeków, aktywistów LGBT, to dziś najwyraźniej przyszła pora na kolejną grupę do politycznego zagospodarowania samozwańczych „artystów”, bez talentu, którzy oczekują, że społeczeństwo będzie finansować ich życiową nieporadność.
Zostaw komentarz