Jeszcze niedawno byli grupą młodych ludzi z pasją i marzeniem, dziś tworzą własny teatr muzyczny, który przyciąga widzów emocjami, energią i autentycznością. Teatr Fatum oficjalnie rozpoczął działalność w styczniu 2024 roku, jednak już kilka miesięcy wcześniej zadebiutował musicalem „Pocałunek Łez” udowadniając, że determinacja i kreatywność potrafią zastąpić wieloletnie doświadczenie.Od tamtej pory zespół nieustannie się rozwija, zdobywając coraz większe uznanie publiczności. Ich najnowszy musical Wianki odbił się szerokim echem i spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem widzów. Teatr może pochwalić się również tytułem laureata Studenckiej Wiosny Teatralnej 2026, co stało się ważnym wyróżnieniem dla młodego zespołu i potwierdzeniem, że ich praca oraz zaangażowanie są dostrzegane także w środowisku teatralnym.
Twórcy teatru podkreślają, że od początku najważniejsi byli ludzie, wspólna pasja i chęć stworzenia miejsca, w którym każdy może odnaleźć siebie. Ich spektakle nie są jedynie rozrywką – niosą emocje, refleksje i historie bliskie młodemu pokoleniu. W musicalach takich jak Pocałunek Łez, Piraci czy Wianki opowiadają o miłości, przyjaźni, marzeniach i drodze, którą każdy człowiek musi przejść.
O początkach Teatru Fatum, kulisach pracy nad musicalami, emocjach związanych ze sceną i planach na przyszłość rozmawiałem z członkami zespołu, którzy pokazują, że teatr może być czymś więcej niż sztuką — może stać się prawdziwą wspólnotą.
Michał Kuzioła: Oficjalnie rozpoczęliście działalność w styczniu 2024 roku. Jednak 8 listopada 2023 zadebiutowaliście musicalem „Pocałunek Łez”.Jaki był poczętek tej historii?
Joanna Kozieł: Zostałam kiedyś zaproszona do współpracy przez Mateusza Pietruszkę, który też był współzałożycielem tego teatru. Spotkalismy się na kawie. Zostałam wtedy zapytana, czy chciałabym wyreżyserować musical. Zwlekałam długo z odpowiedzią,ale ostatecznie się zdecydowałam. Udało się dostać dofinansowanie ze stypendiów „BOGDANKI” w „Chatce Żaka”. To na pewno bardzo nam pomogło. Zebralismy wtedy grupę aktorów,amatorów. Swoistych „zajawkowiczów”. Stwierdziliśmy, że robimy musical i tak to się w sumie wszystko zaczęło.
Michał Kuzioła: Rozumiem, że Ty jesteś inicjatorką tego całego przedsięwzięcia?
Joanna Kozieł: Tak. Głową, nogami i w zasadzie wszystkim. Taka mama teatralna, jak mnie pieszczotliwie nazywają (śmiech).
Michał Kuzioła: Dlaczego akurat teatr?
Joanna Kozieł: Teatr to nie tylko sam teatr ale i musicale. Nie jesteśmy tylko teatrem dramatycznym,ale też teatrem musicalowym. Same spektakle dramatyczne są super ale my potrzebowaliśmy czegoś więcej.Jest ta warstwa muzyczna i taneczna. Szukaliśmy takiego miejsca gdzie będziemy mogli po prostu w czymś się zjednoczyć i co będzie takie pełne. Część z nas znała się z uczelni. Każdy ma jakąś dziwną historię w jaki sposób dołączył do teatru. Spora część została po prostu wydzwoniona w ostatniej chwili. Tylko niektórzy przeszli klasyczny casting.
Michał Kuzioła: A jednak był jakiś casting?
Gabriela Tarnowska: Tak, oczywiście! Castingi zaczęły się juz od marca 2024r. Do tego momentu w sumie działaliśmy z grupą, która właśnie była zwołana przez telefon. Czasem była to swoista łapanka. Ktoś fajnie zatańczył na imprezie i został wciągniety (śmiech). Sama miałam grać tylko w pierwszym musicalu, ale ostatecznie przygotowywałam również zespół wokalnie,grając jedna z ról.
Joanna Kozieł: Gabrysia odpowiada za całe przygotowanie wokalne oraz za kompozycję utworów w musicalu. Całościowo więc są autorskie. Pierwszy musical rzeczywiście miał muzykę taką komercyjną, znaną. Piosenki z Disneya czy właśnie… z innych musicali.
Michał Kuzioła: Właśnie, skąd pomysł na musical?Dlaczego nie klasyka?
Filip Fabijański: Mam wrażenie, że przede wszystkim trochę w tym taką swoją niszę znaleźliśmy.Ta bazowa grupa była bardzo żywiołowa i to przeniosło się na to, że w zasadzie kolejne grupy, które tworzyły się rok po roku czy osoby, które do nas dołączały bardzo szybko łapały ten klimat. My chcieliśmy czegoś więcej. Czujemy się w tym się najlepiej . Dzięki własnej muzyce robimy coś od zera i to jest nam najbliższe. Takie bardziej nasze.Przede wszystkim złapaliśmy tą zajawkę. Bo jednak śpiewanie, tańczenie… okazało się to być naszą pasją. Jest masa ludzi, tak jak widać wokół nas, którzy też bardzo chcą to robić. Nie chcą robić tylko takiego dramatycznego teatru z jakimiś elementami muzycznymi, tylko rzeczywiście dawać wszystko z siebie, a nawet jeszcze więcej.
Michał Kuzioła: Paradoksalnie nie mieliście wszyscy nic wspólnego wcześniej z teatrem.
Filip Fabijański: Każdy z nas osobno może gdzieś się otarł. Niektórzy byli dłużej już w teatrze, dłużej działali, więc mogli dać coś od siebie, właśnie jeśli chodzi o tę grę aktorską. Inni nie byli w teatrze, ale działali muzycznie.Ktoś działał stricte tanecznie i każdy dzięki temu mógł wnieść coś od siebie i mogliśmy to wszystko połączyć ze sobą i w taki sposób pokazywać, przekazywać historię, którą chcemy opowiedzieć i te emocje, z którymi chcemy się podzielić z widownią.Wydaje mi się, że my jesteśmy trochę takimi szaleńcami, którzy nie dość, że sobie podnoszą ciągle poprzeczkę, to jeszcze chcą nie tylko jeszcze więcej, jeszcze bardziej, ale szukają też jakiejś prawdy w tym wszystkim.A to, co dzieje się tu i teraz na żywo, jest prawdziwsze, jest bardzo prawdziwe. Te emocje, które wzbudzamy w widzach, są niesamowite i chyba na tym nam zależało, żeby dzielić się tą magią z innymi i żeby inni też mogli to odczuć.
Michał Kuzioła: Teatr FATUM. Skąd pomysł na nazwę?
Filip Fabijański: Jak prawdziwa rodzina, pokłóciliśmy się przy Wigilii o nazwę (śmiech).Asia użyła swojego veta. Ja powiedziałem, że te nazwy, które padły, mi nie pasują.
Joanna Kozieł: Główny aktor przed premierą zrobił sobie krzywdę. Nie wiadomo było, czy zagra do końca. Mieliśmy dużo różnych takich przeszkód, które wypadały nagle. Śmieliśmy się, że ciąży na nas jakieś fatum. No i stąd nazwa. Podkreślam jednak, że decyzja była wspólna.
Michał Kuzioła: Kłócicie się czasem jak stare dobre małżeństwo?
Joanna Kozieł: Oj tak! Jednak musi ktoś nad tym czuwać. Ktoś, kto przybije pieczątkę-taką symboliczną. Niejednokrotnie się kłócimy, jak coś nam się nie podoba. I gadamy o tym, co chcielibyśmy zmienić. I też uczymy się sie na swoich własnych błędach. Obecnie realizujemy czwarty projekt i też na każdym projekcie staramy się gdzieś uczyć, bo nie zawsze jest kolorowo. Czasem już mamy siebie dość. Ale później i tak widzimy się w środę jak by nigdy nic.
Michał Kuzioła: Środa to dzień FATUM. O co chodzi z tą środą?
Gabriela Tarnowska: W środę wieczorem wszyscy mamy wolne i jest to nasz dzień prób.W sensie wyszło to tak, że szukaliśmy dnia odpowiedniego dla każdego z nas i padło na środę.Później to już przeróżnie bywało, natomiast tak się przyjęło. Ale potem próbowaliśmy to zmienić. I nie wyszło. Myślałam, że środa to po prostu dzień fatum. I stała się dniem FATUM,paradoksalnie.
Michał Kuzioła: Zrobiliście cztery spektakle. Pierwszy z nich powstał w trzy miesiące. Nie ukrywam, że byłem w lekkim szoku. Zrobić spektakl w trzy miesiące to nie lada wyczyn.
Filip Fabijański: Jak to? My też byliśmy w szoku, jak nagle na premierę przyszło około sześćciuset osób. Z czego połowa nie weszła. A miejsc na sali dużej widowiskowej jest trzysta czy tam trzysta dwadzieścia. Musieliśmy niestety przeprosić część zaproszonych gości i przekazać im, że nie wejdą.
Michał Kuzioła: Spora widownia jak na amatorski teatr studencki.
Filip Fabijański: Tak, jesteśmy amatorami. Faktycznie graliśmy w innych teatrach czy jak jedna z tutaj siedzących aktorek w dość znanym. Parę osób miało doświadczenie na polach muzycznych czy choreografii. Gabrysia na przykład tańczyła w „METRZE”. Reszta osób nie miała żadnego doświadczenia. Przed pierwszym spektaklem spięliśmy się ostro w te trzy miesiące. Nie mieliśmy za bardzo wyjścia. Postanowiliśmy się pokazać z jak najlepszej strony. Tak właśnie zawsze działamy.
Michał Kuzioła: Ile liczy cały skład FATUM?
Filip Fabijański: Tylko albo aż 35 osób. Musical „Wianki” powstał w lekko ponad trzy miesiące i został podzielony na dwie odmienne obsady, głównie dlatego, że jest nas po prostu bardzo dużo. Nawet na musical to jest bardzo dużo. Zazwyczaj teatry występują po dziesięć osób na scenie a dwanaście to już maks.Największy nasz projekt to szesnaście osób.
Michał Kuzioła: „Wianki”-wasz najnowszy musical.Skąd wziął sie pomysł na inscenizację tej pięknej i zarazem tragicznej historii?
Filip Fabijański: To wszystko zaczęło się bardzo dawno temu, gdy w zasadzie jeszcze byłem dość niewielkim dzieckiem. Wtedy jeszcze niewiele rozumiałem. Pamiętałem jak przez mgłę tą melodię i to że moja babcia potrafiła zaśpiewać tą piosenkę.Przebłyski z dzieciństwa… Natomiast nie do końca wiedziałem jeszcze wtedy, że to jest to. Kilka lat później, jak już byłem bardziej nastolatkiem, już troszkę więcej rozumiałem. Przy okazji jakichś porządków domowych moja mama znalazła kartki, na których takim markerem była napisana ta ballada. Wszystkie zwrotki na kilku kartkach takich już delikatnie pożółkłych. Porozrzucane byle gdzie… Przypominam sobie, że nie wiedziałem za bardzo co to jest.Dałem to mamie i ona tak bez praktycznie wahania zaczęła to nagle śpiewać. I to był moment totalnej magii. Nawet nie byłem świadomy, że to co śpiewa moja mama wydarzyło się naprawdę. Dopiero później mój tata mi to uświadomił. Mam takie dwa wspomnienia. Jedno z najważniejszych to jak widzę śpiewającą mamę która ma w oczach łzy… Następnego dnia, to była akurat niedziela, pamiętam, że po mszy tata zabrał mnie właśnie na grób Janka i Janki i to było dla mnie takie bardzo mocne doświadczenie, poczucie, że to się wydarzyło naprawdę, że ci ludzie chodzili po tych samych praktycznie ścieżkach… Któregoś dnia siedzieliśmy w mieszkaniu u Gabi i rozmawialiśmy o kolejnych projektach. Wtedy właśnie, nie wiadomo dlaczego,przypomniała mi się ta ballada. Znalazłem po chwili tekst w internecie po prostu dałem dziewczynom do przeczytania. I na tyle mocno to chwyciło,że im się spodobało. Wtedy wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Postanowiliśmy wspólnie zrobić z tego teatr.
To był rok 2024. Było to w zasadzie prawie równo dwa lata temu, kiedy sobie o tym przypomniałem. Często ten projekt pojawiał się i znikał w mojej głowie a gdy się pojawiał, odkładałem go na później. Pierwsza wersja scenariusza, pamiętam, byłem z niego bardzo niezadowolony, została przyjęta. Został poddany jak zawsze pod głosowanie gdy planujemy kolejny projekt na następny rok akademicki. Wtedy właśnie przyszedł moment na takie głosowanie. Dużo się zmieniło w scenariuszu od tamtej pory, natomiast został zaakceptowany. Wtedy trzeba już się było wziąć na poważne do roboty. Więc to w sumie jednocześnie moje wspomnienie z dzieciństwa, którym trochę udało się zarazić najpierw naszą taką małą czwórkę, wtedy zarządzającą, w sensie trójkę zarządzającą i wtedy mnie (śmiech).I jakoś to dalej poszło.
Michał Kuzioła: Ciebie rozpoznaję ze zdjęć zza kulis. Grałeś postać Janka. Jak zareagowałeś na zmierzenie się z tak tragiczną postacią?
Karol Bieniek (Janek): Siedzieliśmy kiedyś z Filipem i piliśmy piwo. Nagle wypalił, że słuchaj, robię projekt i tak dalej. Zaczął mi opowiadać ze szczegółami o tej historii i przeczytał tą balladę. Zarzucił przysłowiową wędkę a ja połknąłem przynętę (śmiech). Mówię, fajnie, odezwij się, jakbyś to grał. No, no, odezwę (śmiech). Także było to bardzo ciekawe. Chociaż przyznam, że na pierwszym czytaniu scenariusza nie chodziło mi w ogóle o historię, tylko bardzo mocno poczułem postać. Z czasem zacząłem rozumieć, doceniać historię.A kiedy pojechaliśmy na cmentarz w Kijanach gdzie spoczywa Janek wraz z Janką,wtedy to do mnie dotarło. Zrozumiałem, że to wydarzyło się naprawdę.
Michał Kuzioła: Czy „Wianki” jest w jakiś sposób dla Was spektaklem wyjątkowym?
Karol Bieniek (Janek): Na pewno tak. Była to pierwsza prawdziwa historia opowiedziana musicalem.
Michał Kuzioła: Nie macie wrażenia, że ten musical wyznacza Wam nową drogę?
Filip Fabijański: Ja myślę, że każdy nasz spektakl jest troszeczkę inny. Zaczęliśmy od poezji, który była w sumie tylko romantyczną historią. Potem przeszliśmy do „PIRATÓW”, które już były takim feministycznym spektaklem. Poruszyliśmy w nich motyw fantastyki i ciut głębszych doznań. Ten spektakl nie był tylko o Piratach.
Gabriela Tarnowska: Na pewno ten spektakl różni się od wszystkich innych. Głównie dlatego, że jest oparty na prawdziwej historii i można utożsamiać się nie tylko z życiem tych młodych ludzi, ale też myśleć o nich jako w rzeczywistości fizycznych osobach, nie tylko tych wymyślonych.
Marta Zając (Janka): Myślę, że wszyscy poczuliśmy jednak taką dość dużą odpowiedzialność za to, żeby tę historię opowiedzieć dobrze. Żeby ten nasz mały hołd złożony tym osobom nie był czymś, czego my sami byśmy nie chcięli. Żeby to było coś co każdy z nas zapamięta.
Michał Kuzioła: Jak oceniacie reakcje widzów po spektaklu?
Karol Bieniek (Janek): To wychodziło moim zdaniem poza granice teatru, który grałem kiedykolwiek wcześniej, bo wiedziałem, że wszyscy są tam nie na 100, a na 200%. Każdy jest tutaj ze mną, każdy jest tylko i wyłącznie swojego postacią. Nie było w ogóle miejsca na prywatę.
Marta Zając (Janka): Nie grałam, miałam takie uczucie, że nie czułam kompletnie stresu podczas grania, tylko naprawdę po prostu czułam się jakbym opowiadała jakąś historię. Pierwszy raz czułam coś takiego. Wiedziałam wtedy jedno:robimy razem teatr na wysokim poziomie.
Michał Kuzioła: Filip, czy musiałeś nanieść sporo zmian pisząc scenariusz na podstawie ballady?
Filip Fabijański: Doszedłem do wniosku, że muszę trochę odciążyć ciężar tej fabuły, tego spektaklu, nie może ciążyć tylko na dwóch głównych tytułowych postaciach. Wymaga to trochę rozbudowania kontekstu, zbudowania świata wokół i postanowiłem to rozłożyć w dużej mierze na rodziny Janka i Janki.Oczywiście w pewnej mierze bazowałem na baladzie, natomiast tutaj sporo pozwoliłem sobie na opisanie relacji rodzinnych, według pewnego mojego wyobrażenia. Z Asią bardzo dużo o tym rozmawialiśmy. Tak naprawdę po konsultacji z Asią, jedna cała scena do rodziny Janki została całkowicie dopisana.
Michał Kuzioła: Jakie plany na przyszłość?
Filip Fabijański: Nie chcemy się zamykać w złotej klatce. Lubimy wyzwania i eksperymenty. Może to nie ostatnia prawdziwa historia jaką weźmiemy na swój warsztat ale też nie chcemy aby nas kojarzono tylko z takim nurtem teatralnym
Michał Kuzioła: Życzę Wam zatem samych sukcesów. Będę się przyglądał Waszej karierze scenicznej i może spotkamy się za jakiś czas na kolejnym wywiadzie. Serdecznie Wam dziękuję za spotkanie i do zobaczenia.
FATUM: My również dziękujemy i zapraszamy na nasze spektakle!
Specjalne podziękowania dla Akademickiego Centrum Kultury i Mediów UMCS „CHATKA ŻAKA” w Lublinie oraz Gabrieli Tarnowskiej za pomoc w realizacji wywiadu.
Fot. Michał Puła przesłane dzięki uprzejmości Filipa Fabijańskiego.






Zostaw komentarz