W Gdańsku odbędzie się konferencja poświęcona odbudowie Ukrainy. Mowa o przedsięwzięciu, za którym stoją ogromne pieniądze, przyszłe inwestycje, strategiczne decyzje i interesy, które będą wpływać na losy naszego regionu przez długie lata.
Zaproszenia pod wydarzeniem firmują Tusk i W Zełenski.
Sam Zełenski jednak do Gdańska nie przyjedzie. Po swoich banderowskich ekscesach pewnie boi się reakcji polskiego społeczeństwa.Ukrainę reprezentować będzie delegacja rządowa wysłana przez Kijów. Nie pojawi się również jego żona.
Przyjedzie natomiast kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Będzie też Niemka Ursula von der Leyen.Nie będzie za to prezydenta Polski.Tusk nie wysłał zaproszenia.
I właśnie ten fakt budzi największe zdumienie.
Nie chodzi o to, kto dziś sprawuje urząd prezydenta. Nie chodzi o partyjne sympatie ani polityczne spory. Chodzi o elementarny szacunek dla państwa polskiego i dla urzędu, który jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej. Naszej Ojczyzny.
Jak to możliwe, że na konferencji odbywającej się w Polsce znajduje się miejsce dla niemieckich przywódców, w tym kanclerza, a nie znajduje się miejsca dla prezydenta Polski?
To pytanie wydaje się tym bardziej zasadne, że nie mówimy o wydarzeniu drugorzędnym. Mówimy o konferencji dotyczącej przyszłości Ukrainy, bezpieczeństwa regionu oraz wielkich projektów gospodarczych, które będą miały znaczenie również dla Polski.
Dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że nie była to decyzja podyktowana troską o rangę wydarzenia, lecz politycznymi emocjami. Tusk okazał się małym, zawistnym, mściwym człowiekiem.
Bo jeśli rzeczywiście pominięto głowę państwa polskiego, to wielu obywateli ma prawo uznać to za gest małostkowy, niepotrzebny i szkodliwy dla autorytetu państwa.
Państwo jest bowiem większe niż każda partia, każdy rząd i każdy polityk. Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej powinien być szanowany niezależnie od tego, kto go sprawuje.
Można mieć własne polityczne rachunki. Można prowadzić spory. Można się nie zgadzać. Jednak w sprawach dotyczących prestiżu państwa osobiste urazy powinny ustąpić miejsca odpowiedzialności.
Bo kiedy przy stole znajdują się przedstawiciele innych państw, a brakuje przy nim prezydenta kraju gospodarza, trudno mówić o sukcesie protokolarnym. Trudno też nie zadać pytania, czy bieżąca polityka nie została postawiona ponad interesem i godnością Rzeczypospolitej.
Czasem jedna nieobecność mówi więcej niż najdłuższe przemówienia. I właśnie z taką sytuacją mamy dziś do czynienia.
Zostaw komentarz