Jeżeli rzeczywiście Polska przekazała Ukrainie pociski do systemu Patriot, a społeczeństwo dowiedziało się o tym dopiero z przecieków i wypowiedzi polityków, to mamy do czynienia z sytuacją, która wymaga pełnego wyjaśnienia. W sprawach bezpieczeństwa państwa nie może być miejsca na politykę faktów dokonanych.

Jeszcze bardziej gorzki jest jednak drugi wymiar tej sprawy. Wielu Polaków odnosi wrażenie, że w zamian za kolejne gesty wsparcia nie otrzymujemy ani większego szacunku dla naszych interesów, ani jednoznacznego potępienia kultu osób odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach. Pamięć o ofiarach nie jest kartą przetargową i nie powinna ustępować bieżącej polityce.

Sojusze są potrzebne, ale żaden sojusz nie może oznaczać rezygnacji z własnej racji stanu. Państwo, które przekazuje uzbrojenie o strategicznym znaczeniu, ma obowiązek jasno wyjaśnić obywatelom, dlaczego to robi, jakie korzyści z tego wynikają i czy bezpieczeństwo Polski nie zostało uszczuplone.

Nie można też udawać, że spory o pamięć historyczną nie istnieją. Dla wielu rodzin ofiar zbrodni dokonanych przez członków UPA brak jednoznacznego rozliczenia tej historii pozostaje bolesnym problemem. Oczekiwanie, że partnerstwo z Ukrainą będzie szło w parze z uczciwym podejściem do trudnych kart historii, nie jest przejawem wrogości, lecz szacunku dla własnych obywateli i ich pamięci.

Jeżeli informacje o przekazaniu rakiet okażą się prawdziwe, rząd powinien przedstawić pełne wyjaśnienia i wykazać, że decyzja służyła bezpieczeństwu Polski. Jeżeli są nieprawdziwe – powinien je jednoznacznie zdementować. Milczenie tylko pogłębia brak zaufania.

Pomoc sojusznikom nie zwalnia żadnego rządu z podstawowego obowiązku: obrony interesów Rzeczypospolitej. W polityce zagranicznej nie powinno być miejsca na sytuację, w której obywatele mają poczucie, że oddajemy konkretne środki obronne, a w zamian pozostają nierozwiązane kwestie pamięci historycznej i wzajemnego szacunku. Takie wrażenie – niezależnie od oceny konkretnych decyzji – wymaga poważnej odpowiedzi władz.