To artykuł pod klikanie, ale problem w tym, że wiele kobiet to czyta i na bazie takich i wielu innych materiałów buduje sobie nierealny obraz świata w którym żyje.
Zacznijmy od tego, że bardzo wielu ludzi myli inteligencje z uzyskanym tytułem, dyplomem czy wyższą pozycją w hierarchii w miejscu X, która wcale nie musi oznaczać wyższego poziomu inteligencji (co widzimy często po urzędnikach, politykach i w wielu spółkach, firmach).
Jest przykładowo ogromna ilość muzyków, którzy potrafią fenomenalnie grać na instrumencie (międzynarodowe koncerty, uznanie, nagrody, pięknie się wysławiają podczas wywiadów, …), ale nigdy nie napiszą własnego utworu, nie napiszą muzyki, nie wymyślą słów itd. Do tego prywatnie mają zniszczone życie (alkohol, tragiczne relacje z własnym dzieckiem itp.)
Ludzie nauczyli się gotować z książek z gotowych przepisów, ale kiedy zabraknie im składników do tych potraw w Bierdonce, to w miesiąc umrą z głodu.
Wielu zatem nazywa się inteligentnymi, bo umieją czytać, ale większość z nich nigdy nie napisze nic co ktoś inny zechce czytać i na coś mu się to przyda.
No i tu podobnie jest z takimi kobietami. Wydaje im się, że są bardzo inteligentne i ich życie, relacja, związek powinien wyglądać jak to danie z książki kucharskiej, ale ostatecznie dało się to zjeść raz, dwa i odchodzi się od stołu, bo może głodny nie jestem, ale rozmowy przy tym obiedzie mnie nudzą z tą „Panią domu, „kucharką” lub zwyczajnie „chce się już rzygać”.
On głupi, ona głupia a są wspaniałym małżeństwem. Dlaczego?
Dlatego, że do udanego związku potrzeba dużo więcej i to często bardzo prostych rzeczy, a nie wyższego IQ.
Ludzie, a zwłaszcza kobiety, uważające się za inteligentne mają ogromny problem z ustępowaniem, z kompromisem.
„No bo one wiedzą najlepiej a wina oczywiście zawsze leży po drugiej stronie”.
Czego kobiety nie rozumieją?
Mądry, pewny siebie, niezależny (nie musi być milionerem) mężczyzna ma totalnie w poważaniu czy kobieta ma tytuł lekarza kardiologa, jest prezesem spółki X. Może ją za to szanować (za ambicje), wspierać, cieszyć się z jej szczęścia (jeżeli sprawia jej to radość), ale ma to prywatnie głęboko w …..ie będąc w małżeństwie, związku z nią. No chyba, że dobrały się ze sobą (a często też tak bywa) dwa takie „dziwolągi”, które budują swoją wartość na ziemi wobec innych wyłącznie stanem posiadania, pozycją X czy Y.
Nie robią ze sobą nic, kiedy inni nie widzą, ale na zewnątrz uchodzą za wzorowe małżeństwo osiagające sukcesy zwodowe, materiale.
Mnóstwo jest takich małżeństw (było i jest).
Ona go nie tknie, on jej nie tknie już, ale za to wspólne zdjęcie z wakacji dla znajomych szczęśliwej pary.
Sprytny niezaradny facet będzie trzymał się kobiety na stanowisku, aby po prostu wygodniej żyć. Często tak miał w domu. Mamusia wmówiła mu, że jest ALFĄ i musi mieć żonę po medycynie, ale sam więcej długów w firmie robi niż jest zdolny utrzymać rodzinę.
Natomiast inteligentny meżczyzna, niezalezny, atrakcyjny dla wielu kobiet ma to totalnie gdzieś, kim jest jego kobieta.
Tzn. czy będzie panią sklepową czy w zarzadzie InPost będzie ją kochał i szanował tak samo.
Nie ma szans w przypadku większości kobiet, aby było odwrotnie!
Hipergamia u kobiet „robi swoje”.
No i …
Z czasem, w pewnym wieku, po prostu pewny siebie, niezależny i atrakcyjny dla kobiet meżczyzna (czyli taki, jakiego chce ta Pani z tego artykułu) nie musi słuchać, że Pani X czy Y podoba to czy tamto, że ona chciałaby tak czy tak, że zróbmy to i zróbmy to tak a nie inaczej. Dojrzały mężczyzna, nieżalezny może sobie pozwolić na niesłuchanie kobiety, jej argumentów, tak samo jak nie robi tego wobec mężczyzn.
Kobieta widząc takie podejście myśli wówczas, że jest niekochana, nieszanowana albo że on jest „głupi”, bo nie przemawiają do niego, wg niej inteligentne racjonalne argumenty.
A on po prostu ma to gdzieś, bo może mieć to gdzieś, … może sobie na to pozwolić, gdyż osiągnął w życiu taki a nie inny status (materialny, doświadczenia życiowego czy jest na tyle inteligentny, że nie jest mu potrzebna kolejna „nauczycielka z liceum”, która mówi mu jak ma żyć, a sama nie umie sobie ułożyć życia).
Pani tutaj nie chodzi o to, że mąż odchodzi, ale o to, że poznaje w pewnym wieku Panów i relacje są kruche, nietrwałe.
Po co meżczyźnie (jakiego ta Pani chciałaby) w pewnym wieku kobieta, która będzie mu meblować życie od nowa, inaczej niż sam się już przyzwyczaił, poukładał?
Żadna nie umie sobie najwyraźniej odpowiedzieć na to pytanie.
Nie umie sobie odpowiedzieć – na co Ty jesteś potrzebna mężczyźnie po 40 tce?
Co takiego Ty masz czego on nie ma, ale przestanie to mieć jak Ty wejdziesz do jego życia? (np. święty spokój).
Autor: Diario
Zostaw komentarz