Meta odrzuca wyliczenia Rafała Brzoski dotyczące 20 mln zł dziennie ze scamów i mówi o „braku podstaw faktycznych”. Brzoska odpowiada pytaniem: „skoro Meta wie, ile nie zarabia na oszustwach, to niech pokaże, ile naprawdę zarabia”. I tu zaczyna się problem.

Najlepszą obroną jest atak?

Rafał Brzoska od miesięcy prowadzi otwartą wojnę ze scamem na platformach Meta. Chodzi nie o pojedyncze przypadki, lecz o masowo pojawiające się reklamy wykorzystujące wizerunki znanych osób, fałszywe inwestycje, preparaty udające leki czy inne mechanizmy mające wyłudzać od użytkowników pieniądze.

Tym razem odpowiedź Mety jest wyjątkowo interesująca.

Koncern nie tylko deklaruje, że „rozumie frustrację” Brzoski. Jednocześnie zdecydowanie odcina się od jego wyliczenia, według którego Meta może zarabiać w Polsce nawet 20 mln zł dziennie na reklamach oszustów.

„Liczba, którą przytacza pan Brzoska, nie ma podstaw faktycznych i nie jest poparta żadnymi znanymi nam danymi, metodologią ani źródłem” – przekazało biuro prasowe Mety.

I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie, którego Meta nie powinna się bać, jeśli rzeczywiście chce transparentnie walczyć ze scamem.

Skoro nie 20 milionów, to ile?

Brzoska nie wycofuje się ani o krok. W swoim wpisie na Facebook’u pyta przedstawicieli Mety wprost: skoro 20 mln zł dziennie jest – zdaniem koncernu – liczbą pozbawioną podstaw, to ile właściwie Meta zarabia na oszukańczych reklamach w Polsce?

5 procent przychodów?
10 procent?
30 procent?

A może znacznie mniej?

To nie jest wyłącznie medialna przepychanka biznesmena. To pytanie o model biznesowy największych platform społecznościowych i o odpowiedzialność za reklamy, za których publikację reklamodawca przecież płaci.

Jak zauważa Brzoska, oszust nie publikuje reklamy za darmo. Kupuje zasięg. Platforma pobiera opłatę. A więc powstaje fundamentalne pytanie: gdzie kończy się odpowiedzialność platformy, a zaczyna odpowiedzialność oszusta?

Reuters pokazał coś znacznie większego

Argument Brzoski nabiera dodatkowego kontekstu dzięki ustaleniom Reutersa.

Dziennikarskie śledztwo oparte na wewnętrznych dokumentach Meta wykazało, że firma szacowała, iż około 10 proc. jej globalnych przychodów w 2024 r. – około 16 mld dolarów – może pochodzić z reklam scamów i zakazanych towarów. Dokumenty wskazywały również na wewnętrzny cel zmniejszenia tego udziału w kolejnych latach.

To nie jest anonimowy wpis z Facebook’a.

To ustalenia jednego z największych światowych koncernów medialnych i technologicznych, opisane przez Reutersa. Za śledztwo dotyczące działalności Meta dziennikarze Jeff Horwitz i Engen Tham otrzymali w 2026 roku Nagrodę Pulitzera za Beat Reporting.

Dlatego pytanie Brzoski o polski rynek nie jest pozbawione kontekstu.

Polska to nie jest cyfrowy Dziki Zachód

Meta deklaruje, że poważnie traktuje problem oszustw. Firma poinformowała również o uruchomieniu w Polsce ulepszonego systemu wykorzystującego sztuczną inteligencję do ograniczania przypadków podszywania się pod inne osoby. Zapowiedziała także weryfikację tożsamości reklamodawców z sektora usług finansowych.

Tylko że użytkownik może zadać bardzo proste pytanie:

Ile razy już to słyszeliśmy?

Bo problem nie polega na braku deklaracji. Problem polega na tym, że oszukańcze reklamy nadal pojawiają się na platformach.

Brzoska wskazuje właśnie na tę sprzeczność: Meta mówi o skutecznych mechanizmach ochrony, a tymczasem oszuści nadal potrafią wykorzystywać wizerunki znanych osób i docierać ze swoimi reklamami do użytkowników.

„Pokażcie liczby!”

I tutaj wpis Brzoski trafia w wyjątkowo czuły punkt.

Jeżeli Meta twierdzi, że szacunek 20 mln zł dziennie jest nieprawdziwy, nie musi przecież poprzestawać na jego odrzuceniu.

Może zrobić coś znacznie prostszego.

Pokazać dane.

Ile pieniędzy w Polsce trafia do Mety od reklamodawców, których reklamy zostają następnie uznane za oszukańcze?

Jaki procent wszystkich przychodów reklamowych stanowią takie reklamy?

Ile takich reklam platforma usuwa?

Ile pozostaje aktywnych?

Ile kont reklamowych blokuje?

I przede wszystkim: ile pieniędzy Meta zarobiła w Polsce na reklamach, które sama później usunęła jako naruszające jej zasady?

To są pytania, na które społeczeństwo ma prawo oczekiwać konkretnej odpowiedzi.

Meta ma technologię. Ma też odpowiedzialność

Nie chodzi przecież o oczekiwanie, że Facebook czy Instagram będą w stanie wykryć każdy scam w chwili jego pojawienia się. Oszustwa są coraz bardziej zaawansowane. Wykorzystują sztuczną inteligencję, fałszywe strony internetowe, deepfake’i, podszywanie się pod celebrytów, przedsiębiorców i polityków. Ale właśnie dlatego wielkie platformy technologiczne nie mogą ograniczać swojej odpowiedzi do komunikatów prasowych.

Skoro dysponują ogromnymi zbiorami danych, algorytmami i sztuczną inteligencją, muszą również ponosić odpowiedzialność za skuteczność swoich systemów ochrony. A jeżeli na dodatek na reklamach oszustów zarabiają – nawet jeśli skala tego procederu jest zdecydowanie mniejsza niż sugeruje Brzoska – pojawia się pytanie o konflikt interesów.

Brzoska rzuca Mecie rękawicę

Brzoska uruchomił już własną inicjatywę Scamwatch, wykorzystującą rozwiązania AI do wykrywania podejrzanych treści. Zaproponował także rozwiązanie określane jako „150 proc.” – mechanizm, w którym platforma płaciłaby karę wynoszącą 150 proc. opłaty pobranej za fałszywą reklamę. Według informacji przywołanych przez Gazeta.pl pod inicjatywą podpisało się ponad 90 tys. osób.

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zwrócił się natomiast do Komisji Europejskiej o nałożenie na Metę kary w wysokości miliarda złotych w związku z problemem oszukańczych reklam.

Sprawa przestaje więc być prywatnym konfliktem Rafała Brzoski z gigantem technologicznym. Staje się pytaniem o to, czy państwo i europejskie instytucje są w stanie skutecznie zmusić platformy do ponoszenia realnej odpowiedzialności za oszustwa prowadzone za ich pośrednictwem.

Teraz piłka jest po stronie Mety

Brzoska powiedział swoje.

Meta odpowiedziała, że jego wyliczenia nie mają podstaw faktycznych.

Dobrze. W takim razie czas na konkrety.

Niech Meta pokaże, ile wynoszą przychody z reklam scamowych w Polsce. Niech pokaże metodologię ich wykrywania. Niech pokaże skalę usuwania takich reklam i skuteczność swoich systemów.

Bo jeśli liczba 20 mln zł dziennie jest błędna, to nie powinno być problemem wskazanie prawdziwej. A jeśli Meta nie chce jej podać, pozostaje pytanie znacznie bardziej niewygodne: czy problemem naprawdę jest błędne wyliczenie Rafała Brzoski, czy może fakt, że prawdziwej liczby po prostu nie chcecie pokazać?

I właśnie dlatego ta wojna o scam dopiero się zaczyna.

Obrazek wygenerowany przez AI.