Dziś Pompeje i pobliskie Herkulanum to jedno z największych muzeów na świeżym powietrzu na świecie, zawierające pozostałości obu miast przysypanych popiołem przez Wezuwiusz w trakcie jego wybuchu 24 sierpnia lub 24 X 79 r. n.e. Ale jak kiedyś się tam żyło?

Oba miasta są dziś wielką atrakcją turystyczną.
Od 9 rano do zamknięcia, po wąskich, kamiennych uliczkach przetaczają się tłumy turystów pragnących zobaczyć te słynne ruiny.
Jedni, w grupach, pędzą za przewodnikiem paplającym często bez sensu o mijanych atrakcjach.
Inni, samotnie wchodzą w każdy kąt by zrozumieć jak żyło się pompejańczykom prawie dwa tysiące lat temu.

Z żoną należymy do tych ostatnich.

Stałem na „przejściu dla pieszych” przez główną ulicę Pompejów, zwaną dziś via dell’Abbondanza i próbowałem cofnąć się w czasie.

Poczuć zapach miasta, wsłuchać się w jego odgłosy.
Zobaczyć to, co bezpowrotnie zniknęło tego tragicznego dnia.

Zastanowiło mnie dlaczego owo przejście przez ulicę to kamienne bloki wysokie na jakieś 40 cm, ułożone między krawężnikami tej samej wysokości.

Odpowiedź jest prosta, by przechodzień przeszedł suchą nogą, nie brudząc długiej szaty.

Albowiem wszystkie ulice były wypełnione śmieciami: gnijącymi resztkami warzyw, ryb, zwierząt i nieczystościami, w tym ludzkimi, odchodami, wylewanymi bezpośrednio na ich tufową nawierzchnię.

Z ich wonią mieszał się zapach ludzkiego i zwierzęcego moczu używanych w zakładach folusznicznych do oczyszczania wełny z łoju i kleju.

Starożytne Pompeje potwornie śmierdziały bo nie znano jeszcze wtedy służb oczyszczania miasta.

By tego było mało, w Pompejach, od rana do nocy, panował straszliwy hałas spowodowany przez kuźnie, zakłady odlewnicze, nawoływania przekupniów, koła wozów o metalowych obręczach przetaczających się do i z miasta.

Pozostawiły one na kamiennych ulicach głębokie koleiny widoczne jeszcze obecnie.

Jedynie Forum było, jakbyśmy to dziś powiedzieli, strefą wolną od pojazdów.
Świadczą o tym wysokie, kamienne pachołki na końcu ulic dochodzących do niego, które miały blokować ruch.
Być może także pieszy.

Pompeje w 79 roku n.e były miastem małym, taką rzymską pipidówą zamieszkałą zaledwie przez 12 tys. mieszkańców.
Podczas gdy Rzym miał w owym czasie około miliona.

Słynęło w całym imperium z wyrobu „garum” sosu ze sfermentowanych ryb i owoców morza, dodawanego przez Rzymian prawie do wszystkiego oraz słynnego wina z czerwonej odmiany winorośli „aglianico”, których uprawę odtwarza się dziś w ogrodach dawnych domów.
Podobno z powodzeniem.

Miało swoją klasę wyższą.
Bogatych patrycjuszy i kupców.
O ich zamożności świadczą wspaniałe wille z zachowanymi freskami, jak choćby Dom Wenus z Muszli czy Dom Julii Felix, prowadzącej łaźnie dla „przyzwoitych klientów”.

Większość mieszkańców mieszkała jednak w niewielkich klitkach pozbawionych bieżącej wody, kanalizacji i miejsca do sporządzania posiłków.

To dla nich i podróżnych, przy via Stabiana i via dell’Abbodanza funkcjonowało blisko 160 tawern i szynków oferujących szybkie, ciepłe dania podgrzewana w kamiennych kotłach wybudowanych w ladę.
Oferowano głównie: potrawy z warzyw, ryb oraz potrawki mięsne oraz wino i chleb.
Takie ówczesne fast-foody.

Mitem jest powtarzana często przez przewodników informacja, że Pompeje było miastem burdeli.
Jak dotąd, odkryto tylko jeden, na skrzyżowaniu, niedaleko via dell’Abbondanza, z zachowanym do dziś napisem „Futata sum hic” czyli „Tu zostałam zerżnięta”, wydrapanym na ścianie zamtuza.

A gdzie dawni pompejańczycy załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne?

Bogaci, w swoich domach posiadających prowizoryczne ubikacje.

Biedni, na ulicach lub w publicznych „miejscach odosobnienia”, przypominających prowizoryczne latryny, w których siedząc wspólnie, jeden obok drugiego, na kamiennych ławach prosto do kanałów z wodą wydalali nieczystości.
Podcierając tyłki „xylospondium”, gąbką na długim kiju.
Wspólnym dla wszystkich.

Wędrując wąskimi uliczkami Pompejów, myślałem o tych wszystkich, którzy zginęli okropną śmiercią pod prawie 7 metrową warstwą gorącego popiołu z Wezuwiusza.
O ich radościach, smutkach, porażkach, sukcesach i pragnieniach przerwanych nagle w ten jeden dzień.
#Pompeje #Wezuwiusz #Włochy #wybuch #Neapol

Na zdjęciach: świątynia Apolla, „przejście dla pieszych”, fresk w Domu „Wenus w muszli”.