W Polsce sukcesywnie od 1989 roku likwiduje się i zamyka oraz wyprzedaje kopalnie, fabryki oraz huty. PiS będąc w opozycji obiecywał, że ten prces zablokuje. Jednak jak się obecnie okazuje ekonomia i życie weryfikuje plany oraz obietnice wyborcze? Likwidacja trzech tzw. ruchów kopalni Ruda, czyli kopalń: Pokój, Bielszowice i Halemba oraz katowickiej kopalni Wujek, a także zmiany w sposobie wynagradzania górników – to według informacji PAP – najważniejsze punkty w planie naprawczym dla Polskiej Grupy Górniczej. Rządowy plan nie ominie również spółki Tauron Wydobycie. Tam planowane jest zmniejszenie produkcji węgla o ok. 1,5 mln ton. Do osiągnięcia tego celu niezbędnym może się okazać likwidacja Janiny lub Sobieskiego. – „Ten program to jest jakieś szaleństwo. Wariant upadłości to jest czwarte i piąte powstanie śląskie naraz” – dosadnie skomentował te plany rządu Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności. – „Zacznijmy od tego, że w takim kształcie nie mówimy już o planie naprawy, lecz o planie likwidacji. Likwidować poprzez jeden podpis na papierze każdy jeden potrafi. Ale przeprowadzić przez kryzys i ocalić, potrafi tylko dobry gospodarz. Tylko ktoś, kto się na górnictwie nie zna, może firmować tego typu dziwne wizje. To nie jest dobra, lecz koszmarna zmiana” – mówi nam Patryk Kosela, rzecznik prasowy Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”.
Szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz ocenił przed rozmowami, że jeżeli plan naprawczy dla PGG będzie taki, jak wynika z poniedziałkowych, nieoficjalnych informacji, to – jak powiedział – „będzie nieciekawie”. – Ten program to jest jakieś szaleństwo – mówił Kolorz, przypominając, że związkowcy deklarują gotowość do rozmów o transformacji górnictwa i regionu, ale z perspektywą realizacji w ciągu co najmniej 40 lat, zaś obecny program naprawczy – według niego – zakłada wygaszenie kopalń PGG do 2036 roku – zaprzeczają temu przedstawiciele PGG i MAP. Warto podkreślić, że kopalnie, które ma objąć likwidacja, zatrudniają łącznie ok. 7,7 tys. osób i wydobywają ponad 5,1 mln ton węgla rocznie. Licząc, że jdno mijsce pracy w górnictwie generuje około 4 miejsc pracy poza kopalnią, to czeka na armagedon na Śląsku i przyrost bezrobocia nawet o 40 tys. pracowników.
W kuluarach toczących się w Katowicach rozmów przedstawiciele górniczej spółki oraz resortu aktywów przyznawali, że alternatywą dla przedstawionego planu naprawczego jest upadłość likwidacyjna PGG. Zatrudniająca ok. 41 tys. osób spółka – jak mówiono – „zbiera” obecnie środki na sierpniową wypłatę i nie ma środków na wypłatę wynagrodzeń we wrześniu. Od dwóch miesięcy nie płaci też VAT-u i ZUS-u.
Rząd wbija nóż w plecy polskiego górnictwa! – „Wariant upadłości to jest czwarte i piąte powstanie śląskie naraz” – skomentował Dominik Kolorz. Jego zdaniem, jeżeli w programie znajdą się takie rozwiązania jak te, o których informowano dotąd nieoficjalnie, to wtorkowe „spotkanie będzie krótkie”.
Zarząd PGG proponuje m.in. zawieszenie na trzy lata wypłat tzw. czternastej pensji oraz uzależnienie 30 proc. wynagrodzeń górników od efektywności pracy. Zgodnie z założeniami programu, jego realizacja – wraz z kosztami likwidacji kopalń – ma kosztować blisko 5 mld zł, z czego 1,5 mld zł to koszty odpraw socjalnych – urlopów przedemerytalnych dla pracowników dołowych oraz zakładów przeróbki węgla, oraz jednorazowych odpraw pieniężnych w wysokości 12-krotności wynagrodzenia pracownika (przy średniej miesięcznej płacy w PGG rzędu 7,8 tys. zł oznacza to średnio niespełna 100 tys. zł odprawy).
PGG zabiega też łącznie o 1,75 mld zł pożyczek z PFR, z czego 540 mln zł mogłoby być w przyszłości umorzone. Program zakłada, że PGG będzie nadal spłacać swoje obligacje – to koszt ok. 200 mln zł miesięcznie. Zlikwidowane – jeszcze w tym roku – mają być kopalnie przynoszące największe straty – w latach 2010-2019 kopalnie Ruda i Wujek wygenerowały łącznie ponad 2,5 mld zł straty na sprzedaży węgla.
Szef górniczej Solidarności Bogusław Hutek w rozmowie z Onetem ocenił, że najprawdopodobniej reaktywowany zostanie Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, który m.in. zorganizował kilka lat temu strajk generalny na Śląsku. – Cztery lata temu rząd chwalił się, że uratował Polską Grupę Górniczą. Minęły cztery lata i znowu jesteśmy w punkcie wyjścia. W 2015 r. premier Kopacz ogłosiła likwidację czterech kopalń i od tego zaczęły się strajki i rewolucja na Śląsku. Jesteśmy gotowi na powtórkę. Nie możemy dopuścić do degradacji Śląska. Oni sobie chyba nie zdają z tego sprawy – mówił dla Onetu.
„Koszmarna zmiana” musi mieć świadomosć, że górnicy czuja się oszukani, ale nie pozwolą się „wydymać”. – „Jeśli te doniesienia medialne okażą się prawdziwe, to będzie gigantyczna awantura i walka. Zacznijmy od tego, że w takim kształcie nie mówimy już o planie naprawy, lecz o planie likwidacji. Likwidować poprzez jeden podpis na papierze każdy jeden potrafi. Ale przeprowadzić przez kryzys i ocalić, potrafi tylko dobry gospodarz. Tylko ktoś, kto się na górnictwie nie zna, może firmować tego typu dziwne wizje. To nie jest dobra, lecz koszmarna zmiana” – mówi nam Patryk Kosela, rzecznik prasowy Komisji Krajowej WZZ „Sierpień 80”, jednego ze związków zawodowych działających w ramach PGG. Jak podkreśla Kosela, jego zdaniem „załogi górnicze nie pozwolą ani na likwidację kopalń, ani na sięganie do swoich kieszeni”.
Należy przyomnieć, że Ruda Śląska, w której działają 3 kopalnie w ramach kopalni zespolonej „Ruda”, prawdopodobnie przeznaczonej do likwidacji, nie będzie chciała być „drugim Wałbrzychem”. I tu chodzi nie tylko o samych górników i rodziny górnicze, ale o całe miasto, mieszkańców, firmy kooperujące z kopalniami, handel i usługi. Dojdzie do gigantycznej awantury i walki. Śląsk może być zarzewiem potężnego protestu społecznego, jakiego Polska nie widziała po 1989 roku. Śląsk i środowisko górnicze czekają na plan dla PGG nie tylko dlatego, że termin jego prezentacji minął kilka tygodni temu, ale i pełni obaw o to co on zawiera” – zapowiada Patryk Kosela.
Polska musi zreformować polskie górnictwo? – „Wygląda na to, że po pięciu latach zaklinania rzeczywistości, rząd PiS, zachęcony sukcesem w czwórboju wyborczym, zaczyna wreszcie podejmować jakieś trudne decyzje. Zawsze powtarzam: lepiej późno, niż wcale. A w tym przypadku chodzi nie tylko o liczone w miliardach oszczędności, szansę na czystsze powietrze, ale i uniknięcie pobicia smutnego rekordu świata w usypaniu największej hałdy węgla na świecie w słynnym jego Centralnym Magazynie, którym postanowiono zeszpecić malowniczy Ostrów Wielkopolski” – ocenia prof. Antoni Dudek.
Związki zawodowe, a raczej ich liderzy muszą odpowiedzieć na wyzwania gospodarcze i cywilizacyjne? – „Nie wątpię też, że dzięki postawie takich związkowców jak Dominik Kolorz, który sugestywnie opowiada o IV i V powstaniu śląskim znajdą się odpowiednio duże środki, aby zrekompensować górnikom konieczność poszukania sobie lżejszej i bezpieczniejszej pracy. Wszyscy na tym skorzystamy, oczywiście pod warunkiem, że na końcu rozum weźmie górę nad emocjami” – pokreśla politolog prof. Antoni Dudek.
Zostaw komentarz