„Przemierz raz jeszcze wszystkie szczyty i otchłanie,

Niech wiara twa zapory obala i kruszy,

Aż runiesz i z wszystkiego rozum ci zostanie,

Ta ostatnia kolumna na ruinach duszy.”

 

Wzywa nas bohater liryczny Buntu jesiennego – jednego z mało znanych a wyjątkowych wierszy Leopolda Staffa, pochodzącego z ostatniego, przedwojennego zbioru poety pt. Barwa Miodu (Warszawa 1936).

Czyż jego wezwanie nie wybrzmiewa dzisiaj szczególnie donośnie i aktualnie? Czasy, w których przyszło nam żyć pomimo pozornego uporządkowania i dobrobytu dostarczają współczesnemu człowiekowi ogromnego ładunku niepewności i zwątpienia. Wartości, dla których punktem odniesienia jest z trudem ocalana od zniszczenia spuścizna chrześcijaństwa, łączona także z tradycją konserwatywną, dążącą do uporządkowania, ładu i harmonii społecznej, ścierają się coraz silniej z atakującymi ją zjawiskami rewolucyjnego neomarksizmu i zaplanowanej, radykalnej rewolucji kulturowej, odrzucającej z nieoglądaną od dawna zaciekłością wszelkie przejawy duchowego postrzegania bytu człowieka na Ziemi. Walka o dusze, bitwa o prymat „nowoczesnej” ideologii, po której zwycięstwie zapanować miałby jakoby nowy, sprawiedliwszy ład i porządek w życiu zunifikowanych ludzkich mas, tzw. Nowy wspaniały świat, przypominająca jako żywo hasła głoszone przez rewolucyjny bolszewizm początków XX wieku powraca z wielką siłą, objawiającą się pod pozorem praw demokracji i walki o równouprawnienia dynamicznym, agresywnym naporem i negacją wobec wszystkiego co dla jej założeń jest niewygodne lub może być dla niej wrogie, nabierając coraz intensywniej znaczenia reorganizującego dyktatorsko świadomość i rzeczywistość informacyjną społeczeństw naszych czasów.

Precz, łatanino, marne partactwo krawieckie!

Nie będę na grzbiet wdziewał z łachmanów odzienia.

W tkaninę tę zakradły się nici zdradzieckie,

Nie chcę mądrości zszytej łatą wyrzeczenia!

Jesteśmy dzisiaj świadkami wielkiej wojny o wartości, której owocem staje się w efekcie niszczenie, poniewieranie, ośmieszanie, zakłamywanie i usuwanie wszystkiego co przez pokolenia chroniono poprzez kulturę i wiarę jako antidotum przeciwko niszczycielskiemu chaosowi i barbarzyństwu, wszystkiego co stanowiło o sile postawy zakorzenionego w poczuciu szacunku dla tradycyjnych wartości człowieka. I wszystko to odbywa się w większości w płaszczyźnie słowa, nowomowy tworzonej na potrzeby ingerującego w świadomość człowieka przekazu medialnego, nikczemnie kpiącego z prawdy, odwracającego znaczenia, i podkopującego bezustannie zaufanie do wartości informacji.

Jak zauważył w swoim wybitnym dziele, „Roztrzaskanym lustrze” prof. Wojciech Roszkowski:

Pierwszą ofiarą nowych lewic jest zawsze prawda. Słowo prawda stało się w potocznym dyskursie na Zachodzie intelektualnym tabu. Ciągle słyszymy, że „prawda jest niejednoznaczna”, że „jest wiele prawd”, lub „prawda leży pośrodku”. „Prawda” a zwłaszcza „jedna prawda” brzmi dziś prowokująco. Jak wielu profesorów dziwi się dziś lub uśmiecha pobłażliwie, słysząc, że obowiązkiem uczonego jest poszukiwanie prawdy! Jak wielu powtórzy słowa Piłata „a cóż to jest prawda?”

I tutaj odzywa się właśnie głos zaniepokojonego bohatera lirycznego Buntu jesiennego, opisującego spustoszenia czynione wokół niego przez nieznane siły, burzące dotychczasową i oczekiwaną harmonię i obiecaną jasność, i pogodę, odbierające nadzieje, które uosabiane są poprzez jesienną zawieruchę, targającą duszą poety:

Czarnych chmur mi naniosły jesienne zawieje, 

Miotają duszą moją jak najlichszą słomą, 

Na cztery wiatry poszły z otuchą nadzieje 

I tylko jedno pewne, że nic nie wiadomo.

Bunt jesienny Leopolda Staffa, po prawie 85 latach od opublikowania, podkreślając niepokój i niepewność tego co wobec teraźniejszości przyniesie przyszłość, wzywa do opamiętania. Serce i rozum, cechy istoty ludzkiej, myślącego i refleksyjnie odczuwającego indywiduum, powinny w końcu dojść do głosu jako ostatni ratunek i ostoja dla ocalenia cywilizacyjnej egzystencji. To ostatnia wyspa nadziei, kolumna na ruinach duszy, dająca oparcie wszechogarniającemu świadomość chaosowiW rozumie tkwi nadzieja przed ułudą pozornie uszczęśliwiającego systemu, tego jak gdyby płaszcza przenicowywanego na drugą stronę, niemożliwego już do noszenia i do użytku, marnego partactwa krawieckiego, w którego materię wdarły się zdradzieckie nici. Wiara zaś przywróci duchowi chcącemu przełamać opór materii siły i fundament do działania – to wszystko, co zdegenerowana rzeczywistość stara się za wszelką cenę usunąć spod nóg i odebrać coraz bardziej osamotnionemu i zaatakowanemu w swoim domu, samotnej gospodzie do której wdarły się rzezimieszki, człowiekowi, który w swoim wygodnym życiu nie zauważył że wokół wszystko zaczyna podupadać. Jeśli zaśniemy w demokracji, obudzimy się w dyktaturze – mówi stare greckie przysłowie.

Czyżby przez pryzmat tego tekstu przebijał się nieprzewidywalny wówczas dla poety obraz także dzisiejszego świata? A może tego świata, którego historia po raz kolejny zdaje się zataczać koło i niebezpiecznie powtarzać, gdy ze snów o potędze i równości klas wyrósł onegdaj skarłowaciały, śmiertelnie grożący człowiekowi potwór, niszczący wszystko to co w kulturze naszej cywilizacji stało się niegdyś jej wartością naczelną? Być może. Wiersz to zawsze jednak przekaz wielopoziomowy i metaforyczny, nie sposób definiować jego przesłania w sposób jednoznaczny. Pomimo to, w roku 1936 można już było mieć bardzo wiele powodów do obaw. Intelektualista tej rangi co Lepolod Staff widział je z pewnością wyraźnie. A jak jest dzisiaj?

Wielu intelektualistów zachodnich zadaje pytanie, jak we wspaniałej cywilizacji zachodniej mogło dojść do potworności, które zrodził komunizm i nazizm. Nie wiążą oni jednak tych potworności z prądami umysłowymi, które otaczały zbrodnicze ideologie totalitarne miękkim relatywizmem i wyrafinowanym intelektualnie przyzwoleniem na zło. Same pojęcia zła i prawdy zostały usunięte z tych refleksji filozoficznych. [Prof. Wojciech Roszkowski – Roztrzaskane lustro, Biały Kruk 2019]

Ocknij się człowiecze, popatrz na to co wyprawiasz i przemyśl to, nim naprawdę będzie za późno – woła do nas z przeszłości poprzez swój wiersz Leopold Staff. Z przeszłości, która zdaje się mieć bardzo wiele cech czasów dzisiejszych, znacznie bardziej jeszcze niepewnych i nieprzewidywalnych niż wówczas, w roku 1936, gdy już niebawem rozpętać się miało największe wojenne piekło XX wieku.

Wiersz ten zainspirował mnie do refleksji muzycznej, którą wraz z jego pełnym tekstem przedstawiam Państwu poniżej. Serdeczenie zapraszam!

Leopold Staff – Bunt jesienny

BUNT JESIENNY

Gdzież jest ta wywalczona z mozołem pogoda,

Ku której mnie przez lata wiodły strome ścieżki?

Jestem znów jak samotna, przydrożna gospoda,

Do której się o zmierzchu wdarły rzezimieszki.

 

Drzwi i okna wrogimi wyłamali siły

I wygnali spokojnych i radosnych gości.

Może to obraz nieco dziwaczny, zawiły,

Ale i sprawa moja nie ma się najprościej.

 

Czarnych chmur mi naniosły jesienne zawieje,

Miotają duszą moją jak najlichszą słomą,

Na cztery wiatry poszły z otuchą nadzieje

I tylko jedno pewne, że nic nie wiadomo.

 

O, cicha, niezmącona harmonio bez skazy,

Płaszczu, któryś mi dawał od chłodów ochronę

I który odwracałem już w życiu dwa razy,

Chyba nie przenicuję cię na trzecią stronę.

 

Precz, łatanino, marne partactwo krawieckie!

Nie będę na grzbiet wdziewał z łachmanów odzienia.

W tkaninę tę zakradły się nici zdradzieckie,

Nie chcę mądrości zszytej łatą wyrzeczenia!

 

Na nowo zacząć żmudną pracę Penelopy,

Choćby ją znów pruć przyszło od samego wątku!

Ruszyć z podnóżka gnuśnie wypoczęte stopy

I zmusić do wędrówki twardej od początku!

 

Obudź, serce, porywy tak jeszcze niedawne,

Wzbierz jako żagiel wiatrem i jak owoc sokiem,

Tryśnij z siebie jak wino bosko marnotrawne

I nad światem się rozlej pienistym obłokiem.

 

Przemierz raz jeszcze wszystkie szczyty i otchłanie,

Niech wiara twa zapory obala i kruszy,

Aż runiesz i z wszystkiego rozum ci zostanie,

Ta ostatnia kolumna na ruinach duszy.

 

Leopold Staff, Barwa Miodu (Warszawa 1936)