Dyrekcja szpitala wyraża zgodę na funkcjonowanie oddziału covidowego i podpisuje stosowne umowy doskonale wiedząc, że nie ma wystarczającej liczby personelu, ani warunków lokalowych potrzebnych do opieki nad chorymi. Ale – jakoś to będzie….

Personel jest stawiany przed faktem dokonanym, zmuszany do pracy w nieludzkich warunkach często przy pomocy szantażu. Dacie radę, prawda?…

A potem jeden po drugim trafia na kwarantannę lub choruje i dramat przekształca się w tragedię, co widać w reportażach i na licznych filmikach kręconych przez tych chorych, którzy są chodzący. Dyrektor i koordynator oddziału oczywiście nic nie wiedzą, że w nocy nie ma nawet obsady pielęgniarskiej. Wobec braku personelu oddział powinien być zlikwidowany, a chorzy przewiezieni do innego szpitala.

W Szpitalu Narodowym, a raczej w Ściemie Narodowej, przyjmuje się trzydziestego chorego, a wszyscy powinni z takimi objawami kwalifikującymi do przyjęcia – leżeć w domu pod nadzorem rodziny i ewent.pielęgniarek środowiskowych. Codziennie wydawane są setki tysięcy złotych i zatrudnia się personel, a nie wzmacnia się już istniejących szpitali lub wzmacnia opieki w izolatoriach domowych.

Jak się poczyta komentarze, to widać kto jest winny temu, że szpital to „umieralnia” – nie rząd,nie politycy, nie dyrektor – a lekarz i pielęgniarka. Zawsze. A jeszcze chcemy za to więcej kasy i zniesienia odpowiedzialności – mordercy!

Dlatego nowela ustawy covidowej może bezpiecznie leżeć nieopublikowana, dlatego niespiesznie zbiera się Sejm, pan wiceminister zdrowia „chyli czoło” i g**** robi, wojewodowie wydają decyzje o przymusowej pracy kolejnym lekarzom i kolejni dyrektorzy podpisują kolejne umowy przekształcając jak leci swoje szpitalne oddziały w covidowe nie mając ani warunków, ani personelu.
Wolno im. I będą to robić do końca epidemii.

Czytaj więcej.