Przyjaciel (człek wpływowy w polityce, inteligent, humanista, publicysta, autor książek) zaproponował mi kupno ćwierci prosiaczka. Przyjaciel ma otóż przyjaciela (którego też skądinąd znam) – człeka nie mniej wpływowego w polityce, też inteligenta i też postać wybitną, który z kolei zna masarza, który umie wyprodukować wspaniałe wędliny, szynki, polędwice.
Zamówiłem więc jedną czwartą tego, co powstanie (poniewczasie okazało się, że świnia waży więcej niż kura i tym samym trochę przesadziłem). Wczoraj powstała konfuzja czy myśmy (ja razem z moimi kolegami) zamówili koniec końców po 15 kg z 60 kg czy może 60 kg z 240 kg (na szczęście nie) i czy ta ćwierć to kosztuje 500 zł, czy może 2000 zł (a może ćwierć z ćwierci kosztuje ćwierć tylko nie wiadomo czego).
Ustalenie cośmy zamówili zajęło nam pół godziny i ca. 20 sms’ów. Cena kilograma szynki – w zależności od etapu próby ustalenia czegokolwiek – chwilami zbliżała się do ceny parówek, by następnie bez kompleksów przebijać cenę najlepszego prosciutto i zbliżać się do ceny foie gras.
To chyba symptomatyczne, że jak się w Polsce to podziału świni zabierze dwóch inteligentów i jeden dziennikarz (też w miarę rozgarnięty) to wychodzi pasztet. Może lepiej by Polską rządzili pewnego dnia ludzie, którzy ciut mniej przeczytali, za to świniaka potrafią podzielić?
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)
Zostaw komentarz