Postaci tak powszechnie rozpoznawalne. A zarazem tak zagadkowe. Według części biblistów są wyłącznie symbolem. Nie postaciami historycznymi…

Pisze o nich tylko Ewangelista Mateusz (Mt 2,1-12). Niewiele zresztą podając informacji. Nie wymienia ich imion ani liczby. Nie określa ich królami, ale nazywa mędrcami (magami) ze Wschodu. Pisze, iż do Jezusa przywiodła ich „jego gwiazda”. I wymienia dary, jakie przynieśli. Trzeba przyznać, że z pewnością stanowiły one niebagatelne wsparcie materialne dla Świętej Rodziny.

Zarówno imiona tychże przedziwnych dostojnych gości, jak i przekonanie o tym, że byli oni królami oraz że przybyło ich trzech, to wytwory późniejszej tradycji. Rozpowszechniony pogląd, iż byli monarchami zapewne wiąże się z tym, że przynieśli tak drogocenne dary.
Co zaś do liczby magów to różnie ją w przeszłości widziano. I do dziś dnia możemy zetknąć się z legendą o czwartym mędrcu. Przypuszczalnie najbardziej utrwalił się pogląd o trzech akurat „królach”, bo znowuż – dary; Mateusz wymienia trzy podarki przez nich przyniesione. Nie jest to jednak w istocie argument; nie otrzymujemy przecież z Ewangelii informacji kto ile czego dokładnie przyniósł.

Niezwykle dyskusyjna jest również sprawa „gwiazdy”, która wiodła mędrców do Dzieciątka. Całe zastępy astronomów głowiły się przez wieki, o jakie mogło tu chodzić zjawisko. I nie doszli oni ostatecznie do jakiejś konkluzji. Według części znawców tematu – nawet przyjmujących historyczność postaci magów – sam motyw gwiazdy jest zmyślony. A dla odmiany tacy np. adwentyści dnia siódmego uważają, że był to w istocie „świetlisty zastęp aniołów”, przysłany na nieboskłon przez Stwórcę. Cóż. Wszystko możliwe. Kto to wie.

Dla bliższej identyfikacji mędrców niewątpliwie szczególnie ważną informacją jest – z pozoru może błaha – wzmianka, że przybyli oni ze Wschodu. Z tego powodu zazwyczaj widzi się w nich perskich kapłanów, uczonych, astrologów. Niekiedy precyzuje się, że byli kapłanami zaratusztrianizmu – zadziwiającej starożytnej perskiej religii, która starsza jest niż chrześcijaństwo, posiada wiele do niego podobieństw i wciąż ma swoich (choć co prawda niewielu) wyznawców (to osobny fascynujący temat).

Trzej królowie to zatem wprost zagadka na zagadce. Oczywiście wierząc w prawdziwość słów Pisma nie musimy kłopotać się o ich historyczność ;) Obchodząc zaś dziś święto Trzech Króli, zwróćmy uwagę na niezwykle wymowną symbolikę tegoż biblijnego epizodu.

Oto potężni ludzie tego świata – nieważne czy monarchowie, czy uczeni, czy kapłani, grunt że niewątpliwie osobistości ważne, zamożne, wpływowe – przychodzą pokłonić się urodzonemu w stajence bezbronnemu Maleństwu. Można powiedzieć, że „wznoszą się” ponad swą ludzką pychę, paradoksalnie wbijającą nas ludzi w banał doczesności i pogoni za światowymi zaszczytami. Wznoszą się w wielką pokorę.
Uczeni, bogaci, szanowani – klękają przed Bożym Dzieciątkiem i Jego Świętą Matką. Najświętszą z Niewiast. Ubogą, pokorną, młodą dziewczyną z dzieckiem na rękach!

Tak rzadko później wielcy tego świata szli śladem Trzech Mędrców ze Wschodu…

Dziś… Wiemy, jak jest…

Obraz: Giotto di Bondone, „Pokłon Trzech Króli”, 1304–1306, Kaplica Scrovegnich, Padwa.