W dniu wczorajszym znany od pokoleń i ceniony w wielu kręgach polskiej inteligencji „Tygodnik Powszechny” poinformował, że jest zmuszony w najbliższym czasie opuścić swoją siedzibę przy ulicy Wiślnej 12 w Krakowie, gdyż właściciel budynku, krakowska kuria metropolitarna, wypowiedział wynajem tego lokalu redakcji.
Być może nie wszyscy rozumieją znaczenie tego wydarzenia, dlatego pozwolę sobie na przypomnienie pewnych faktów dotyczących samego Tygodnika jak i jego siedziby.
„Tygodnik Powszechny” powstał wiosną 1945 roku w historycznym Krakowie, gdy jeszcze armie alianckie zmagały się z wojskami hitlerowskimi w Trzeciej Rzeszy. Powstał niemal natychmiast po wkroczeniu Armii Czerwonej do Krakowa w styczniu 1945 roku, początkowo w głowach bohaterskiego metropolity krakowskiego, arcybiskupa księcia Adama Sapiehy (jeszcze nie kardynała) i Jerzego Turowicza, pierwszego redaktora naczelnego Tygodnika, a w marcu tegoż roku już w wersji papierowej. I od samego początku jego siedzibą był lokal przy Wiślnej 12 w Krakowie, z tyłu budynku kurii krakowskiego metropolity.
O „Tygodniku Powszechnym” można napisać wiele książek, można napisać nawet doktorat, więc trudno podsumować w kilku zdaniach to, czym było to czasopismo dla Polski i Kościoła w tym kraju przez te wszystkie lata. I czym jest Tygodnik do tej pory.
Wielkość, mądrość i długowzroczność jego twórców jest dzisiaj nie do przecenienia, tak jak nie do przecenienia są liczne pióra i talent tych wszystkich, którzy przez te 76 lat pisali na łamach Tygodnika, dzieląc się z czytelnikami swoją wiedzą i dojrzałością życiową.
„Tygodnik Powszechny” powstał jako głos katolickiej inteligencji w tym kraju, ale wielkość tego Tygodnika wyrażała się między innymi tym, że nikogo nie wykluczał. Mogli w nim wypowiadać się zarówno wierzący katolicy, jak i ludzie poszukujący, którzy w drodze do Kościoła często miewali pod górkę. Redakcja nie zamykała się także na tych, których dzisiaj określilibyśmy jako antyklerykałów.
Krakowski Tygodnik w swojej mądrości był platformą swobodnej dyskusji i dialogu ze wszystkimi. Tu nikogo nie wykluczano z powodu ilości wyklepanych przez jakiegoś autora Zdrowasiek, czy z powodu tego, że ktoś do kościoła nigdy nie trafił. W redakcji na Wiślnej 12 w Krakowie, obowiązywała wiara i miłość bliźniego powiązana z ideą uszanowania inności każdego. Jak pięknie określił to kiedyś Krzysztof Kozłowski, w Tygodniku pisali także „chrześcijanie tacy może nie za bardzo”. I to był atut redakcji przy Wiślnej 12 w Krakowie.
„Tygodnik Powszechny” będąc czasopismem katolickim dla polskiej inteligencji, miał jednak swój specyficzny i niepowtarzalny charakter, który powodował, że zawsze był solą w oku zarówno powojennej komunistycznej władzy w tym kraju, ale i tradycjonalistom w samym Kościele. Zwalczał bowiem Tygodnik katolicki zabobon, a także ten polski katolicyzm ludowy, chcąc go zastąpić wiarą z pogłębioną refleksją intelektualną. Ale z jeszcze większym zaangażowaniem zwalczał ten katolicyzm endecki i ten najgroźniejszy z narodowym zadęciem i z zaciśniętą pięścią na różańcu. Więc redakcja przy Wiślnej 12 w Krakowie ciągle była atakowana z dwóch stron, obrywała ostre cięgi zarówno od władz komunistycznych, urzędowej cenzury, jak i ataki od endecko i narodowo zadętych plebanów.
Wiele numerów Tygodnika się nie ukazało, bo zablokowała je cenzura, a w okresie stalinowskim redakcja na Wiślnej 12 w Krakowie, została zamknięta na blisko trzy lata, bo nie dość głośno rozpaczała po śmierci Stalina, który umarł w marcu 1953 roku. I to był jedyny okres w historii „Tygodnika Powszechnego”, kiedy do jego legendarnej siedziby nie przychodzili jego legendarni twórcy.
Tygodnik w swojej siedzibie na zapleczu krakowskiej kurii przetrwał niemal 76 lat. Przetrwał tam wielu krakowskich metropolitów: kard. Adama księcia Sapiehę, administratora apostolskiego abp Eugeniusza Baziaka, kard. Karola Wojtyłę (który sam w nim pisywał jako młody kapłan), kard. Franciszka Macharskiego i kard. Stanisława Dziwisza. Ale obecnego metropolity abp Marka Jędraszewskiego już nie przetrwa.
Długo by można pisać o powodach tej decyzji. Jest ich zapewne wiele, ale nie ulega wątpliwości, że otwartość na ludzi redakcji przy Wiślnej 12 w Krakowie, mądra krytyka patologii w Kościele instytucjonalnym, wiara, która nie wyklucza nikogo, przegrała z małością i endeckim oraz narodowym nadęciem obecnego rządcy archidiecezji. Redakcja Tygodnika i jej obecna linia działania od dawna kłuła w oczy wielbiciela złotych szat, „złotych, a skromnych”, specjalisty od „tęczowej zarazy” i innych publicznie wygłaszanych bredni, które wykluczają, dzielą ludzi i nie przysparzają Katedrze Św. Stanisława na Wawelu chwały.
Kończy się pewien 76-letni okres w historii „Tygodnika Powszechnego”, jego redakcja opuści legendarną siedzibę w której pozostanie duch ludzi, którzy z tym miejscem pozostaną związani duchowo na zawsze, ale nie skończy się sam „Tygodnik Powszechny”. On z nami pozostanie nadal, choć już pod zupełnie innym adresem. I nadal będzie służył prawdzie, łączył ludzi i ich różne wizje dotarcia do Prawdy Ewangelii. I nie przeszkodzi temu nawet mały człowiek w złotych szatach…
Autor: Andrzej Gierlach
Czas najwyższy by udająca katolicką a w realu liberalna i wspierająca lewaków gadzinówka nie kompromitowała dłużej siedziby krakowskiej kurii i KK. Bardzo słusznie. Niech sobie idą do swoich oddanych sojuszników, jeśli ich na to stać.