Przyznam, że lansowanie emerytowanego LEKARZA MEDYCYNY Zbigniewa Hałata przekroczyło już dawno granice nie tylko zdrowego rozsądku, ale i smaku.

Lansowany praktycznie od początku oficjalnego wybuchu pandemii jako „niezależny” oraz „wybitny” specjalista od spraw wszelakich związanych z COVID-19 emerytowany lekarz Zbigniew Hałat od samego początku postanowił zaistnieć w przestrzeni publicznej. Jako że od pewnego czasu związany jest z mediami ks. Rydzyka naturalną koleją rzeczy został obwołany „ałtorytetem” antyszczepionkowców.

Nim jednak do tego przejdziemy pora przedstawić bliżej „ałtorytet”.

Otóż wystarczy sprawdzić jak się rzeczy mają w samym źródle, czyli w Centralnym Rejestrze Lekarzy RP.

Tam wystarczy podać imiona i nazwisko osoby szukanej, by uzyskać niezbędne informacje.

Pod prawem wykonywania zawodu nr 1740336 figuruje lekarz Zbigniew Marian Hałat.

Uprawnienia do wykonywania zawodu posiada od 1 lipca 1974 roku. Są również odnotowane specjalizacje – 17 listopada 1977 roku zyskał tzw. jedynkę z medycyny społecznej, zaś 31 marca 1980 roku „dwójkę” z epidemiologii. Kto nie wie o co chodzi – „jedynka” to stopień pierwszy, „dwójka” – drugi.

Na tym praktycznie zakończył się dorobek medyczny pana lekarza.

Otóż posiadanie tychże specjalizacji, nb. zdobytych odpowiednio 41 i 47 lat temu w żaden sposób nie zmienia podstawowego faktu, jakim jest brak kompetencji do wypowiadania się nt. szczepionek przez zwanego „doktorem” lekarza Hałata.

Sami zresztą popatrzcie.

Medycyna społeczna w zasadzie dzisiaj już nie występuje jako specjalizacja. Została zastąpiona przez zdrowie publiczne. Niemniej pod nową, jak i starą nazwą, więcej miała wspólnego z socjologią, niż z leczeniem ludzi. Do tego stopnia, że za PO-PSL można było zostać specjalistą w zakresie zdrowia publicznego praktycznie od ręki, bez jakiegokolwiek stażu.

W czasach gierkowskich, gdy Hałat zdobywał specjalizację, medycyna społeczna stanowiła dział medycyny zajmujący się badaniem związków między stanem zdrowia ludności a warunkami życia społeczeństwa. W jej skład zaliczono higienę, profilaktykę chorób społecznych, ubezpieczenia a nawet organizację ochrony przyrody.

Sensu largo faktycznie dotyczyła każdego pacjenta. Sensu stricte pozostawała jednak od niego dość daleko.

Taka specjalizacja pozwalała natomiast na robienie kariery w administracji medycznej, ba, nawet w Ministerstwie Zdrowia, ale nie w przychodni czy szpitalu – tam, gdzie ma się kontakt z pacjentem i jego faktycznym leczeniem.

Epidemiologia natomiast to taka medycyna społeczna w warunkach zagrożenia jakąś chorobą. Oczywiście na tyle powszechną, by można mówić co najmniej o epidemii.

Konkretniej – jest to badanie występowania i rozmieszczenia stanów lub zdarzeń związanych ze zdrowiem w określonych populacjach oraz wpływu czynników wpływających na stan zdrowia a także zastosowanie tej wiedzy do kontrolowania problemów zdrowotnych. Epidemiologia bada wpływ czynników środowiskowych oraz warunków występowania epidemii spowodowanych chorobami w określonej populacji, wpływających na stan jej zdrowia. Może dotyczyć chorób ludzi, zwierząt roślin.

(za:wikipedia)


Jako lekarz-specjalista Hałat badał więc populację, a nie pojedynczego pacjenta.

Mógłby, oczywiście gdyby był młodszy i znał nowoczesne metody cyfrowego projektowania rozwoju pandemii, doradzać rządowi w zakresie lockdownu, ograniczeń w migracji ludności itp.

Wybrał jednak inną drogę.

Więc kiedy zaczyna mówić (a właściwie bajdurzyć) o rzekomych konsekwencjach genetycznych i ogólnie zdrowotnych szczepionki zamienia się w plotkującą babę z magla, nie mającą nic z lekarza.

Nowoczesna technologia oparta na mRNA wykracza całkowicie poza jego pojmowanie.

Genetyka bowiem z roku 1974, kiedy to Hałat kończył studia, nijak się ma do stanu dzisiejszej wiedzy.

Bo w tej dziedzinie nawet wiedza z końca lat 1980-tych całkowicie się już zdezaktualizowała.

To jednak nie ma znaczenia dla antyszczepionkowców.

Zgodnie z zasadą, że lud głupi wszystko kupi podkreślają, że Hałat jest epidemiologiem.

Tymczasem służy to temu samemu celowi, co uporczywe opatrywanie jego nazwiska literami dr, co sugeruje, jakoby posiadał tytuł naukowy. To znane skądinąd legendowanie faceta.

Otóż prosty lud ma mieć wdrukowane, że Hałat jest epidemiologiem, a zatem posiada wiedzę nt. choroby zakaźnej, gdy odpowiednio częstotliwie pojawiającej się na jakimś terytorium zwanej epidemią.

Tymczasem to taki sam lapsus językowo-znaczeniowy jak ten, który popełnił ongiś kapral Jedziniak.

Kiedy usłyszał, że poborowy jest z zawodu optykiem, przyniósł mu do naprawy swoje stare okulary.

I wtedy dopiero się wyjaśniło. Poborowy pochodził z Podhala i był łoptykiem, a nie optykiem. Łoptykoł to, co inni zbudowali.

Kapral nie dosłyszał litery ł, a nawet jak dosłyszał, to uznał za nieistotną.

Wydaje się pewne na 99%, że podobnie rozumują dziennikarze, a także powtarzające po Radiu Maryja blogerki.

Skoro Hałat jest epidemiologiem, musowo zna się na zarazkach. ;)

Zatem również na genetyce, bo przecież wirusy przekazują wrażą informację do komórek za pośrednictwem kwasu rybonukleinowego, jak wbijali im w szkole gdzieś tak koło drugiej klasy gimnazjum. ;)

A tu ZONK!

Epidemiolog to nie jest zakaźnik. Nie ma więc szczególnej wiedzy o chorobach zakaźnych.

Epidemiolog to także nie jest genetyk. O mechanizmie wewnątrzkomórkowej transkrypcji wie tyle, co początkujący internista.

Nie posiada więc wiedzy potrzebnej do oceniania wpływu wirusów na organizm, czy też sposobów walki z chorobą tego typu.

Może wypowiadać się jedynie nad ogólną strategią, ale szczegóły, czyli leczenie w tym szczepienia muszą opracować inni.

Tymczasem Hałat przypisuje sobie omniscjencję covidową, co podchwytują radiomaryjni dziennikarze oraz osoby za żurnalistów się uważające.

I tak oto Hałat w późnej jesieni życia ma okazję, by znowu rozbłysnąć.

Korzysta więc ze swoich pięciu minut jak tylko może.

Co więcej, daje się zauważyć sprzężenie zwrotne – im więcej Hałata w mediach, tym radykalniejsze wygłasza poglądy.

Rad udzielał również wszelakich. Oto dwie, jego zdaniem wystarczające, by ominąć „szczypawek”, jak ostatnio staruszek opowiada mediom (co prawda coraz podlejszego gatunku na szczęście):

9 grudnia 2020 r. zwany doktorem lek. med. Zbigniew Hałat mówił w Radio Maryja:

Chorych należy leczyć. Należy spowodować powstanie takiego systemu, który na czas zaoferuje choremu leczenie, łącznie z tymi lekami, które w Polsce właściwie są zakazane, czyli hydroksychlorochiną oraz amantadyną.

https://www.radiomaryja.pl/informacje/tylko-u-nas-dr-z-halat-skuteczne-leczenie-a-nie-szczepienie/

Minęły trzy tygodnie i oto mieliśmy kolejną receptę leczenia antywirusa.

Tenże sam nazywany doktorem emerytowany lekarz medycyny przedstawił kolejną niezawodną metodę:

Najtańszym kosztem można osiągnąć najlepszy sukces. Nie kładąc pacjenta pod respirator, tylko we wczesnej fazie podając cynk, kwercetynę, ewentualnie preparat z zielonej herbaty, witaminę D3 (4 do 5 tys. jednostek) i witaminę C (tysiąc jednostek)

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/532964-dr-halat-w-usa-3-proc-z-poszczepiennym-objawami-ubocznymi

Nie ustający w czasie jest natomiast proces beatyfikacyjny emeryta Hałata, coraz powszechniej nazywanego doktorem Hałabałą. Oto w najnowszym dziele wsławionej lansowaniem peerelowskiego zielonego ubeka „prawicowej” telewizji wRealu24 Hałat sam o sobie opowiada, jak to spieszył z pomocą ludziom w czasie stanu wojennego, który to jego zdaniem jako żywo przypomina „pisowską” walkę z pandemią. Przy czym ta ostatnia jest o wiele bardziej okrutna; zbiry jaruzela są winne śmierci raptem 100 osób, natomiast ofiary Kaczyńskiego i Morawieckiego liczyć należy w dziesiątkach tysięcy.

Kto nie wierzy, niech odsłucha. Materiał jest linkowany na pressmanii.

Tymczasem w oficjalnej hagiografii zamieszczonej w wiki możemy przeczytać, iż dr Hałabała w latach 1980-tych był konsultantem ds. epidemiologii rządu w Kenii.

Nie wiem, jak wam, ale mnie to czasowo koliduje.

Wróćmy jednak do meritum. Jak już pisałem (w marcu tego roku) mamy do czynienia z jawnie zorganizowaną akcją mającą na celu podważenie zaufania do Państwa jako takiego. Gra się na najniższych instynktach, wzbudzając strach przed rzekomo mającymi zamienić w zombie szczepionkami. Oczywiście mocodawcy tego procederu żyją w USA, i są nacji obwinianej coraz głośniej przez tzw. narodowców (raczej: polskojęzycznych Rosjan) o całe ZŁO ŚWIATA.

Jedynie moskiewski car to dobre panisko, które może nas obronić przed depopulacją i zniewoleniem. Musimy tylko odmówić szczepień oraz wygonić z kraju okupacyjne wojska… amerykańskie.

Nie wiem, może jestem już za stary, by uwierzyć w takie kocopały Brauna i innych tego typu troglodytów postkomunistycznych z mocnym targowickim obiciem, może też po trosze zawiniło wychowanie patriotyczne i zdolność widzenia Rosji taką, jaką jest, a nie taką, za jaką pragnie uchodzić, ale nawet nie zamierzam wchodzić w polemikę z tego typu szurią.

Po prostu odpowiedź Polaka może być tylko jedna:

WON ZA DON!

I to dotyczy w szczególności dr Hałabały, który pociska kocopały tym ostrzejsze, im więcej osób się szczepi i więcej widzi na przykładzie własnym, bądź pochodzącym od najbliższej rodziny, że całe to pohukiwanie Hałabałopodobnych nieudacznych lekarzy, biadolenie niespełnionego naukowca Zielińskiego itp. to tylko próba zaistnienia w sieci.

Całe szczęście prognozowana liczba zaszczepionych w końcu czerwca powinna wystarczyć na zahamowanie pandemii.

A kiedy tylko się okaże, że nasi zachodni sąsiedzi w trosce o zdrowie swoich obywateli ograniczą prawo wjazdu do osób zaszczepionych…

No cóż, młodzi będą mieli okazję zobaczyć, jak wyglądały kolejki w PRL, osoby zaś odpowiednio starsze przypomną sobie młodość.

Tyle, że już nie będą stać za mięsem, telewizorem czy meblami, ale za pfizerkiem, astrą czy inną modeną.

Swoją drogą ciekawe, kogo wtedy lansować będą polskojęzyczni Rosjanie.

.

9.05 2021

fot. wRealu24 screen