Znaczy się, co pozostaje oczywistą oczywistością nawet dla osobniczek z macicami, a takoż dla osobników bez macic – stosowanie mantry uwektorowanej na konieczność spełnienia fantasmagoryjnych pragnień jest niezwykle rzadko ukonkretniającym się zjawiskiem w realu.

Zgodnie z ustalonymi kanonami ezoterycznymi mantrowanie kojarzone jest i słusznie z dalekowschodnimi religijnymi paradygmatami funkcjonującymi w buddyzmie i hinduizmie.

Zgodnie z tą religijną formułą mantra to po prostu werset lub sylaba, która stanowi element wysublimowanej praktyki duchowej. Jej permanentne powtarzanie winno subsydiować w najdoskonalszym opanowaniu ludzkiego umysłu, a także zaktywizowaniu określonej energii, uspokojeniu, oczyszczeniu go ze złych emocji, czy skutków haniebnych uczynków.

Niezwykle istotną sprawą w poruszanej kwestii jest konieczność bezpośredniego przekazywania mantry z ust wykwalifikowanego w tejże ezoterycznej dziedzinie koryfeuszowi, albowiem jedynie wówczas mantra uzyskuje właściwą, oczekiwaną moc.

Mantrowemu wspomaganiu w hinduizmie służy swoisty różaniec w postaci sznura modlitewnego składającego się z 108 koralików zwanym dżapamalą.

Epigoni mantryzmu, aleć nie w jego czystej, autentycznej postaci częstokroć posiłkują się tymże umysłowym instrumentarium w codziennych ćwiczeniach fizycznych związanych z uprawianiem yogi. To jednak profanacja i odstępstwo od przypisanej mantrze jej filozoficznej roli.

Banalnym jednak jest stwierdzenie, że w współczesnych uwarunkowaniach społeczno-politycznych surogat mantry w postaci zaklinania rzeczywistości celem osiągnięcia oczekiwanego rezultatu jest często występującym zjawiskiem.

Po prostu; w główkach bardzo wielu nomen omen półgłówków zalęgło się fałszywe (oparte na goebbelsowskiej dziedzinie eksperymentowania odnoszącej się do przekazów medialnych kłamstw, czy wręcz bezczelnych łgarstw) przekonanie, że także w ich wydaniu takaż mantra dokona oczekiwanego intelektualnego społecznego spustoszenia.

Rzecz jasna subsydiarnie przywołują m.in. zdumiewający przypadek Stana Tymińskiego, który pokonał premiera Tadzia Mazowieckiego o kilkaset tysięcy głosów i dostał się do II tury wyborów prezydenckich w 1990r, a jego kontrkandydatem został BOLEK.

Otóż tenże Stan zastosował swoistą propagandową mantrę w postaci „czarnej teczki” w której rzekomo zgromadził szereg dokumentów mających do szczętu skompromitować zarówno ówczesnych prominentów komuszych jak i elity solidaruchowe. Ta „czarna teczka” służąca jako znakomita mantra częstokroć wzmiankowana w jego wyborczych wystąpieniach, jak się okazuje znakomicie spełniła wobec tego człowieczka znikąd swoje zadanie.

Zaufanie temu „służbistowskiemu” kandydatowi udzieliła niebagatelna liczba prawie 4 mln wyborców!!! Takaż to liczba półgłówków, debili wręcz dała się omotać zwykłemu szalbierzowi i niestety są oni zgodnie z zasadami demokracji pełnoprawnymi obywatelami TEGOKRAJU (dinozaury pozdrawiają Kopaczkę) ze wszystkimi z tego faktu wypływającymi skutkami. To nasi bliżsi i dalsi sąsiedzi, znajomi, koledzy od kielicha, czy kart, a nawet członkowie rodzin. Miła konstatacja nieprawdaż ??

Skoro „czarnoteczkowy” eksperyment upostaciowiony osobą Stana zdał w tak znakomitym stylu swój egzamin nie dziwota, że został on „służbistowsko” powielony w latach następczych. Konotacja takiego zdebilowanego wyborczego zjawiska uległa personifikacyjnemu powieleniu w osobnikach typu odrażającego chama PALIGŁUPA, czy ćwierć inteligentnego maderowego amorycznego kochasia pt. PETRESCU.

Zatem po prostu stara prawda: NIHIL NOVI SUB SOLE !!!!

BRAFFFO ONY!!!

Dokonajmy jednak w sposób oczywisty swoistego mantrowego ukorzenienia tegoż zjawiska niezwykle często dostrzegalnego w uwarunkowaniach społeczno-politycznych TEGOKRAJU.

Zadufany w swoim egotyzmie bywszy malarz kominuf fabrycznych KACZOR DONALD przed swoim załganym eskapizmem do Brukselki jako codzienną mantrę powtarzał wszem i wobec imposybilizm wyborczej klęski najdoskonalszej w dziejach świata pod jego światłym przywództwem partyi zwanej PeŁo (PO), a przez niektórych rozszyfrowanej jako PARTIA OSZUSTÓW.

Czy ktoś zna liczbę nieudacznych mantr DONALDINA w tym względzie od 2015r ???

Jego na szczęście bywszy finansowy ministerek VINCENCIK takoż jak mantrę, czyli do ostatecznego zanudzenia powtarzał:

PINIENDZY NI MA I NI BYDZI !!!!

Wybory prezydenckie w 2020r za to skutecznie „wymantrował” general marchal Senata RP, znany kolekcjoner kopert uznając wespół zespół z BORYSŁAWEM i wyleniałym (i zwiotczałym…) TYGRYSEM z ZSL-a, że wyborcze koperty będą siały zamęt, śmierć i totalne zniszczenie.

BRAFFO ONI!!!

Grzesiu DYNDAŁA ze Schetyna „wynalazł” natomiast mantrę o swoistej wymowie, aczkolwiek niezwykle mało użytecznej w partyjnym specyficznym użytkowaniu w recydywie propagandowego mantrowego hasełka: coby wszyćko było, jakoż onegdaj bywało. Powyższe hasełko to specialite de la maison niderlandzkiej reżyserki z nacji żydowskiej.

DYNDAŁA dodatkowo ubogacił mantryzm pojęciem totalnej negacji, czyli sposobu funkcjonowania totalnej łopozycji kwestionującej na zasadzie eschatologicznej temporalności dosłownie każde działanie aktualnej ekipy politycznej sprawującej ster rządów w RP.

W swoim stosowaniu w życiu politycznym swoistej mantrowej argumentacji oraz propagowaniu polszewickich partyjnych interesów (wszak nie RP !!!) DYNDAŁA osiągnął himalajską wręcz antonimiczną maestrię.

Nie zauważył biedaczysko o bliskoznacznej konotacji hinduistycznej mantry z takową również hinduistyczną karmą.

Taka nieuwaga kosztowała DYNDAŁĘ stolec fuhrera (po szwabskiej wymowie: przewodnika, nawet górskiego) PeŁo.

Stare powiedzonko jednoznacznie, a zarazem paradoksalnie stwierdza: historia uczy, że niczego i nikogo nie nauczyła.

Wydawać by się mogło, że w miarę (nawet w skali posiadanego IQ: Dżakiry, Nitrasa, posełki podpaski, czy pretendenta Głowni) jako takiego posiadania osobistego intelektu; prawidłowość wniosków z różnych dziejowych zawirowań jest możliwa do wyartykułowania.

DAREMNE ŻALE, PRÓŻNY TRUD… to dla przypomnionka Adam Asnyk.

Nici z tego, a następca DYNDAŁY na stolcu furhera, czyli BORYSŁAW w pełni respektując zasady tropizmu regulującego w przyrodzie rytm życia; epigonicznie powiela mantrowy sposób bycia i politycznego żywota.

I chwała mu za to, albowiem jak słynny cyklop Polifem dotknięty jest wadą jednowzroczności, która uniemożliwia mu dostrzeżenie w jego najbliższym otoczeniu wielu Brutusów gotowych w odpowiednim momencie na wbicie mu w plecy ciosu nożem, a tym samym jego unicestwieniu.

Jako mieszkaniec Gliwic cierpliwie jednak czekał, aż najdłuższej urzędujący w TYMKRAJU prezydent Zygmunt Frankiewicz czmychnął w senatory.

Jak ćwierkają wróble na dachu taki eskapizm FRANKA umożliwił aktualnie nagłośnienie schowanym dotychczas pod korzec samorządowych afer.

To pokłosie gliwickich rozgrywek związanych z konfliktem zaistniałym pomiędzy półwieczną (zatem wielce doświadczoną) drugą połowicą ślubną BORYSŁAWA (niedawno na 43 urodziny w darze otrzymał znamienicie przystrojony wyrób cukierniczy w postaci tortu), a nowym prezydentem z ekipy FRANKA.

Chociaż może to być fantasmagoria, albowiem kolejna mantra różniastych partii, a w szczególności ZSL-a (zabetonowanego w samorządach gminnych) ustawicznie propagandowo oznajmia, że jedynie samorządowcy to po prostu dziewice orleańskie, które ochoczo i uczciwie, a takoż właściwie ….. rozdzielą wspólnotowe fundusze.

Tradycyjnie w tym miejscu przywołując słynną sukcesową upierdliwość senatora Katona należy koniecznie i zasadnie skonstatować:


Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.

Kan.1374:

Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi (quae contra Ecclesiam machinatur), powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem.

Podobnież wzorem zatem tegoż Katona należy permanentnie adresować pod adresem faryzeusza, maszkarona i himalajskiego hipokryty, jeszczeć fuhrera, czyli BORYSŁAWA stale aktualne wezwanko:

Pokaż łysy krecie i ćwoku stygmat swojej bohaterszczyzny i oznajmij swojej czeredzie przekaz dnia:

tak, reżimową kasiorę (z TV Katowice) z Kaśką od kilku lat brałem, aż do marca 2021r i co mi zrobicie jak nie posiadam waszego barejowskiego (film „MIŚ”) płaszcza, no co ???

Tertium non datur !!!!!!!!!!

I tegoż się będziemy aktualnie trzymać; ustawicznie aż do znudzenia lub też ……… do uleczenia wielu bielma na oczach. Finansowe coroczne popieranie (szczególnie przez katoli) rzekomo charytatywnego maszkarownego Owsiaka, który dzięki temu od 30 lat wraz z liczną czeredą całorocznie luksusowo funkcjonuje jest ewidentnym przykładem i dowodem na przypadek schizofrenii i negliżu umysłowego.

Ten żul ustawicznie zwalcza Kościół, a więc także Wasz katolski system wartości!!!

AKCJA WSPIERANIA ZDROWIA jest absolutnie godna, by nawet w ciągu całego roku ją zdecydowanie popierać, ale nie kosztem całkowicie zbędnego haraczu płaconego w hałaśliwym theatrum zarówno hipokryzji jak i umysłowego negliżu. Czy do hołyszy i golców dociera, że ten bezczelny ciul robi Was w ciula ogałacając właśnie Wasze dary serca na koszty prowadzenia rzekomo koniecznie aż przez cały rok (np. żonusi pensyjka to li tylko 12 000 zł/miesiąc !!!!) przynoszącej mu profity jakowe fundacji?

Popierajcie, płaćcie!! ale wyłącznie przelewem, czyli bez kosztownego pośrednictwa kogokolwiek na wybrany jakikolwiek !!! „zdrowotny” cel.

Ponownie: cel takiej akcji jest szlachetny i godny popierania, ale w całkowitym oderwaniu od nadużyć.

KATON NASZYM WZOREM!!!

Tak na wszelki wypadek należy także uważnie porankiem spoglądnąć, czy lustrzane odbicie nie informuje nas przypadkiem, że zdemaskowało zwykłego faryzeusza, ćwoka ewentualnie do imentu naiwnego ciula.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

10.05 2021