Zastosowanie w felietonie w miarę zaciekawiającego odbiorcę tytułu wbrew pozorom nie pozostaje czynnością banalną, a także nacechowaną tzw. łatwizną. Jest na ogół odwrotnie, co nie oznacza jednocześnie niewyobrażalnego trudu twórczego wymagającego określonego wspomagania np. w postaci filiżanki dobrej, aromatycznej kawy, lampki wina PRIMITIVO, pieniącego się kufla piwa, koniaczku względnie papierosowego dymka.

Słynny pisarz francuski Honore Balzac (drugi mąż Eweliny Hańskiej) wypijał codziennie!!! aż 50 filiżanek kawy. Nie mniej słynny Francoise-Marie Voltaire także sporo, ale kudy mu tam do Balzaca; jego organizm pochłaniał dziennie tylko filiżanek 30!!!

Ale czego się nie czyni, aby przywołać wenę twórczą natchnioną nomen omen kopytkiem skrzydlatego Pegaza.

Przyznać w tym miejscu należy, że użyty tytuł felietonu co nieco może posiadać sofizmatyczne zabarwienie. Jeszcze bardziej w sofizmatyczną głębię sięgałby np. tytuł: KOLONIŚCI I KOLONIZATORZY.

Pojęcie „kolonista” jest w powszechnym odbiorze synonimem ucznia (-nicy) w wieku szkolnym zażywającego kanikułowego odpoczynku od natłoku wiedzy wtłaczanej w jego czerep podczas roku szkolnego w atrakcyjnych miejscowościach RP.

Kolonizator” diametralnie różni się od „kolonisty” brzmiąc dodatkowo w niezbyt pozytywnej tonacji odnoszącej się do wyzysku człeka przez inszego człeka. Tym niemniej jednak mianem kolonisty traktowane były takoż osobniki (i -czki) osiedlające się w minionym czasie w metropolitarnych koloniach.

Z iberyjska odnosząc się do osoby „kolonizatora”; przywoływać powinniśmy obraz hiszpańskiego konkwistadora np. F. Corteza, zdobywcy Meksyku.

Ale stąpnijmy ponownie na ziemską glebę i tym samym paralelnie odnieśmy się do felietonowego tytułu skrótowo wyjaśniając powiedzonko z cyklu: co autor miał na myśli pisząc ten wiersz…

Prawem czytelniczym albowiem pozostaje niepodważalny fakt konieczności wyjaśniania określonych niuansów związanych z bogactwem semantycznym języka polskiego. Nasz ojczysty język sprawia wielu nacjom olbrzymie perturbacje w jego oczekiwanej percepcji czego m.in. dowodem jest znane powiedzonko polska jenzyk trudna jenzyk.

Moralista to skrótowo rzecz ujmując osobnik bez macicy względnie osobniczka z macicą, którzy prawiąc nomen omen tzw. morały usiłują takową perorą nakłonić innych osobników (- czki takoż) do zachowań tautologicznie rzecz ujmując zgodnych z zasadami moralności. Do grona moralistów zakonotować takoż możemy myślicieli, względnie też pisarzy parających się dziedziną moralności.

O.K. ale co zatem z osobą „moralizatora”?

Pewną określoną trudność w tymże zakresie sprawia już fakt wielości synonimicznej tegoż „moralizatora” przewijająca się w używaniu i innych określeń takich jak np:

kaznodzieja, mądraliński, krytyk, moralista, krytykant, mędrek, naprawiacz świata, ironista, mentor, mądrala, recenzent, rezoner, przemądrzalec etc …

Koncyliacyjnie możemy stwierdzić i zarazem tautologicznie ująć funkcję do jakiej podjęła się persona zwana moralizatorem, że: moralizator to po prostu osoba lubiąca prawić morały.

I tylko tyle i … aż tyle; różnica w miarę niewielka, ale zauważalnie istniejąca.

Od najmłodszych naszych lat żywota poddawani jesteśmy obróbce moralistycznej, aby osiągnąć poziom etyki jaki oczekują od nas z reguły rodzice, czy nauczyciele napełnieni dobrymi chęciami w tym zakresie. Ten proces moralistycznej edukacji trwa od wiek wieków z różnorakim skutkiem w różnych nacjach, czego wymownym przykładem były nie a rebours „narodziny Wenus z Milo”, ale barbarzyńskie ustrojstwa typu germańskiego faszyzmu czy sowieckiego bolszewizmu.

Prawić morały, czyli podejmując się tegoż niewdzięcznego zadania wobec wyznawców tych poronionych do imentu ideologii całkowicie sprzecznych z zasadami humanizmu; to po prostu tzw. walenie łbem o ścianę.

Zgodnie ze słynnym szlagierem nie mniej słynnej wokalistki Marylki Rodowicz ale to już było można skonstatować, że również w czasach nam współczesnych wielu różnej rangi i maści moralizatorów stoi na straconej pozycji. Dziwnym trafem signum temporis naszych czasów naznaczone jest wielością różnorakich dewiacji nie tylko stricte seksualnych jak np. pedofilia, nekro- czy zoofilia, ale w przeważającej mierze odnoszącej do sfery społeczno-politycznej. Na ulicach naszych miast panoszy się rozbuchane pedalstwo, genderyzm różnej maści i treści, babolski wulgaryzm eksponowany przez lamparcią lesbę i jej zboczone akolitki, lewactwo i reaktywowany bolszewizm o oczywistej pejoratywnej, negatywnej wymowie.

Nie wnikajmy jednak dogłębniej w tę symptomatyczną nomen omen głębię, ale spróbujmy spersonifikować co poniektórych osobników bez macic i osobniczki z macicami, które całkowicie bezzasadnie roszczą sobie uprawnienia do funkcjonowania na szczytach moralnego Parnasu jako posiadacze uniwersalnego moralizatorskiego patentu.

Wspólnym w wielu wypadkach mianownikiem żywota takowych uzurpatorskich moralizatorów jest ich przede wszystkim polityczny życiorys. Przeważnie życiorys spodlony przynależnością do komuszych organizacji typu komsomolski ZMS, czy zbrodnicza PZPR, jak też autentycznym, a nie konformistycznym wyznawaniem ich politycznego credo.

Po przesileniu politycznym związanym z wyborczymi wynikami w 1989 r. okazało się, że rzekomo wielu „partyjnych betonowców” to zakonspirowane w szeregach komuchów od dawien dawna Walęrody SOLIDARNOŚCI, dzięki którym komuna sczezła.

Zapewne zewsząd słychać dosadny rechot z wizji takowej rzeczywistości kreowanej m.in. przez polszewię stanowiącej autentyczną kontynuację magdalenkowej zmowy „różowych” komuchów z solidaruchami.

Zachowania się tych pożal się Boże moralizatorów w pełnym zakresie korespondują ze słynnym powiedzonkiem diabeł się w ornat przebrał i ogonem na mszę dzwoni; są i pozostają wielce wymowne.

Niezwykłą subsydiarnością w reaktywowaniu wielu komuszych trucheł, których nie imał się osinowy kołek wykazał się Grzesiu Dyndała ze Schetyna, który jako bywszy fuhrer (taki szwabski przewodnik) polszewi kwiat komuchów przekludził zarówno do Eurokołchozu jak i do parlamentu RP. Brat bliźniak lamparciej lesby (porównajta charakterystyczną tychże osobniko/osobniczek podgarlankę!!!) Włodzio (jak LENIN) Czarzasty wstąpiwszy, co wielce wymowne w stanie wojennym do PZPR-a został marszałkowym VICKIEM polskiego Sejmu. Hańba i poruta… wręcz dozgonny wstyd. Tow. Lesio Miller to bywszy wielmożny kacyk kaceta, czyli KC PZPR-a. Słynny ekonomista socjalistyczny Lesio Balcerek takoż wygodnie w tzw. instytucie marksistwa-lenistwa przy KC PZPR na stolcu partyjnego działacza się wygodnie rozsiadał. Generalski komuszek w osobie S. Kozieja, czyli słynnego szoguna skutecznie upartyjniał i rozszerzał swoje wyznawane poglądy i aksjologię na niedouka w tymże względzie, a mianowicie Bronkozaura Komoruskiego obecnie zakwaterowanego w Budzie Ruskiej wespół zespół ze swoją wiotką w talii połowicą, progeniturą żydowskich esbeków.

Wspomniani wyżej osobnicy bez macic (dzisiaj odstępujemy, bo mamy takowy kaprys od wymieniania osobniczek z macicami, wspominki o osobniczkach pozostawiając czytelnictwu) i rzecz jasna nie tylko oni stanowiąc zaledwie wierzchołek góry lodowej usiłują wykreować się jako nieskażone dziewice orleańskie uprawnione do moralizatorstwa!!!

Qń, i to nie Giertych, by się uśmiał i wytarzał ze śmiechu.

Paralelnie rzecz ujmując panie funkcjonujące profesyjnie pod ulicznymi latarniami winny być takoż samo „moralizatorsko” zalegalizowane jako członki (może he, he, he jednak jako członkinie) kółka różańcowego.

O dobrach materialnych np. polityków odmiennej opcji winni się wyłącznie merytorycznie wypowiadać niezwykle ascetyczni w tym zakresie np. tow. typu Maciuś Gdula, czyli esbecki pomiot, posełek Jureczek Kropiwnicki, albo charytatywnie ubożuchny Juras Owsik. Nic dodać, nic ująć.

Pytanko zasadnicze: czy zdaniem P.T. Czytelników należy zaprzeczyć w/w ich „uprawnieniom” posiadania prawa moralizowania, czy też odwrotnie winni oni ustawicznie swoją zawłaszczoną jątrzącą rolę dziwacznych moralizatorów nadal odgrywać ???

Chyba wszystko jasne.

Tradycyjnie w tym miejscu przywołując słynną sukcesową upierdliwość senatora Katona należy koniecznie i zasadnie skonstatować:


Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.

Kan. 1374:

Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi (quae contra Ecclesiam machinatur), powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem.

Podobnież wzorem zatem tegoż Katona należy permanentnie adresować pod adresem faryzeusza, maszkarona i himalajskiego hipokryty, jeszczeć fuhrera, czyli BORYSŁAWA stale aktualne wezwanko:

Pokaż łysy krecie i ćwoku stygmat swojej bohaterszczyzny i oznajmij swojej czeredzie przekaz dnia:

tak, reżimową kasiorę (z TV Katowice) z Kaśką od kilku lat brałem, aż do marca 2021r i co mi zrobicie jak nie posiadam waszego barejowskiego (film „MIŚ”) płaszcza, no co ???

Tertium non datur !!!!!!!!!!

I tegoż się będziemy aktualnie trzymać; ustawicznie aż do znudzenia lub też ……… do uleczenia wielu bielma na oczach. Finansowe coroczne popieranie (szczególnie przez katoli) rzekomo charytatywnego maszkarownego Owsiaka, który dzięki temu od 30 lat wraz z liczną czeredą całorocznie luksusowo funkcjonuje jest ewidentnym przykładem i dowodem na przypadek schizofrenii i negliżu umysłowego.

Ten żul ustawicznie zwalcza Kościół, a więc także Wasz katolski system wartości!!!

AKCJA WSPIERANIA ZDROWIA jest absolutnie godna, by nawet w ciągu całego roku ją zdecydowanie popierać, ale nie kosztem całkowicie zbędnego haraczu płaconego w hałaśliwym theatrum zarówno hipokryzji jak i umysłowego negliżu. Czy do hołyszy i golców dociera, że ten bezczelny ciul robi Was w ciula ogałacając właśnie Wasze dary serca na koszty prowadzenia rzekomo koniecznie aż przez cały rok (np. żonusi pensyjka to li tylko 12 000 zł/miesiąc !!!!) przynoszącej mu profity jakowe fundacji?

Popierajcie, płaćcie!! ale wyłącznie przelewem, czyli bez kosztownego pośrednictwa kogokolwiek na wybrany jakikolwiek !!! „zdrowotny” cel.

Ponownie: cel takiej akcji jest szlachetny i godny popierania, ale w całkowitym oderwaniu od nadużyć.

KATON NASZYM WZOREM!!!

Tak na wszelki wypadek należy także uważnie porankiem spoglądnąć, czy lustrzane odbicie nie informuje nas przypadkiem, że zdemaskowało zwykłego faryzeusza, ćwoka ewentualnie do imentu naiwnego ciula.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

.

30.05 2021

.

fot. pixabay