Przerabiając swoją frustrację życiem publicznym, na proces intelektualny, doszłam do wniosku, że człowieka współczesnego charakteryzują i odróżniają od jego poprzedników, dwie istotne i powiązane między sobą cechy. Objawiają się one i w życiu publicznym i w prywatnym. Weszły już do świata norm. Przestały być czymś, czego należy unikać, albo przynajmniej się wstydzić. Zresztą i sam wstyd stał się pojęciem trochę z przeszłości… Te dwie cechy to NARCYZM i INFANTYLIZACJA czyli inaczej zdziecinnienie.

Dziecko w procesie socjalizacji uczy się rozumieć, że istnieją też inni ludzie i trzeba na nich zwracać uwagę. Uczy się, że nie jest najważniejsze na świecie, bo świat jest wielki i złożony z istot podobnie „najważniejszych na świecie” jak i ty. Uczy się, że nadmierne skupienie na sobie jest źle oceniane.

Dziś całe biblioteki poradników doradzają by skupiać się na sobie. Rozważamy „jaki jestem”, jak się nie pozwolić stłumić, jak nie pozwolić się wykorzystać, jak osiągąć pełną samorealizację. Mężczyźni mają płakać, jak małe dziewczynki, kobiety mają stawiać tamy i bariery swoim matkom, mężom, dzieciom i partnerom…. Liczne artykuły doradzają w kwesti asertywności przy ujawnianiu swoich pragnień. Pojęcia takie, jak „obowiązek” czy „ofiarność” zamieciono gdzieś pod szafę. Wymagać przestrzegania zasad, jakie mogą być dla ciebie nie wygodne – nie wolno. Każde wymaganie – to przemoc. Pomoc bliźniemu stała się okazją do pokazania swojego ja. To ja – JA jestem dobry, a inni źli. To znaczy pomaganie zawsze stwarzało taką pokusę, bo ludzkie skłonności od tysięcy lat bywaja podobne, ale nie przypadkiem w Piśmie Świętym napisano, że gdy dajesz jałmużnę niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa… Czyli nie chwal się tym.

Czy dawne zalecenia miały same zalety?

Nie, z pewnością nie. Wynikała z nich masa fałszu w międzyludzkich relacjach, fałszywej skromności. Wielu ludzi presja tych norm nie tyle „ociosywała” by lepiej pasowali do społecznej struktury, ale wręcz unieszczęśliwiała i pozbawiała możliwości realizowania swojego potencjału. Maksymalny społeczny konformizm, na dłuższą metę, likwidował wszelki margines twórczej swobody, co stawało się destrukcyjne także dla zbiorowości.

Tyle, że co za dużo, to nie zdrowo. Obowiązek i wymagania muszą istnieć w normalnie funkcjonującym świecie społecznym, a kanty muszą być łagodzone poprzez to, że poświęcenie lepiej ocenia się niż egoizm. Musi być jakaś równowana pomiędzy indywidualizmem a wspólnotowością, swobodą a światem norm.

Współczesny człowiek jest też dziecinny w swoim „chcę”. Dorosłośc zazwyczaj polega między innymi na tym, że zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, że nie wszystko jest możliwe naraz i że człowiek jest ograniczony z samej swojej istoty. Nawet amerykańska konstytucja, zapowiedż nowych czasów, przyznawała każdemu tylko prawo by „dążył do szczęścia” – prawa do samego szczęścia nie zapewniała. Dziś coraz częściej uważa się, że jeśli czegoś chcemy – to tak ma być. A czy to możliwe – mniejsza o to. MA być możliwe. I organizacja społeczna, państwo, struktura ponadnarodowa, nauka, cokolwiek, ma nam to zapewnić. Dziecko nie widzi sprzeczności w tym, że chce zjeść naraz pudełko cukierkow i w tym, że nie chce by bolał je brzuszek. Współczesny infantylizm całkowicie pomija wszelkie sprzeczności i komplikacje ludzkiego świata. Dziecko w naturalny sposób widzi świat w zbliżeniu – widzi tylko to, co je w danym momencie interesuje. I nie musi tu chodzić, o te przykładowe cukierki, o jakieś materialne potrzeby. Może chodzić o zaspokojenie potrzeb emocjonalnych, bo przecież to ono jest centrum świata.

Podobnie solipsystyczne jest bardzo często spojrzenie współczesnych aktywistów. Interesuje ich tylko ten wycinek świata, na ktorym się skupiają. Reszta nie dość, że jest nieważna – wręcz nie istnieje.

Jak wiemy z doświadczenia, dzieci po to przechodzą proces socjalizacji i tracą swoje infantylne cechy, by lepiej sobie poradzić samodzielnie z komplikacjami świata. Jak bedziemy sobie radzić z nimi przy postępującej infantylizacji dorosłych – nie mam pojęcia.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.