Obaj wierzyli w spółdzielczość. Ale wyszli z dwóch różnych światów i widzieli dla niej zupełnie inne zadania.

Edward Abramowski był utopistą. Widział w kooperatyzmie nie tylko sposób prowadzenia działalności gospodarczej, ale projekt przebudowy społeczeństwa. Dobrowolne spółdzielnie miały tworzyć oddolną alternatywę zarówno wobec dominacji państwa, jak i wielkiego kapitału oraz wielkich korporacji.

Brzmiało to jak utopia.

Ale ta utopia inspirowała ludzi do bardzo konkretnych działań. Abramowski współtworzył Towarzystwo Kooperatystów, a jego idee stały się jednym z ważnych źródeł rozwoju polskiego ruchu spółdzielczego i „Społem”.

Franciszek Stefczyk był natomiast przede wszystkim praktykiem. Jego pierwsza wiejska kasa oszczędnościowo-pożyczkowa powstała już w 1889 roku, według wzoru Raiffeisena — czyli zanim Abramowski sformułował swoją dojrzałą teorię kooperatyzmu.

Stefczyk nie próbował budować całkowicie alternatywnego systemu gospodarczego.

Chciał dać chłopom narzędzia, których potrzebowali tu i teraz: dostęp do kredytu, wzajemną pomoc, ochronę przed lichwą i możliwość wspólnego wzmacniania swoich gospodarstw.

Dlatego różnica była zasadnicza:

Abramowski:
spółdzielczość może zmienić społeczeństwo.

Stefczyk:
spółdzielczość może zmienić sytuację człowieka.

Jeden myślał o nowym porządku społecznym.

Drugi o silniejszym gospodarzu, który nie musi być bezbronny wobec wielkich korporacji i lichwiarzy.

A jednak ich drogi spotykają się w jednym punkcie:

człowiek działający samotnie jest słaby. Ludzie potrafiący się zorganizować — stają się gospodarczo silniejsi.

I może właśnie dlatego Abramowski, mimo swojej utopijności, okazał się tak ważny. Nie wszystkie jego pomysły trzeba było przyjmować, żeby jego pytanie potraktować poważnie.

Bo można było odrzucić jego wizję całkowitej przebudowy gospodarki, a jednocześnie wykorzystać najprostszy jej element:

zamiast narzekać na rynek — zacząć organizować się na nim wspólnie.