Historia pochodzenia Anny Walentynowicz jest znacznie bardziej skomplikowana, niż wynikałoby to z prostego podziału na „Polaków” i „Ukraińców”.
Warto więc oddzielić to, co jest udokumentowane, od tego, co pozostaje hipotezą.
1. Anna Walentynowicz identyfikowała się jako Polka
To jest kwestia zasadnicza i nie ma powodu jej relatywizować.
Anna Walentynowicz przez całe dorosłe życie identyfikowała się z Polską. Jej działalność publiczna, wartości, którym była wierna, oraz jej własna deklarowana tożsamość nie pozostawiają tu większych wątpliwości.
Można badać jej biologiczne pochodzenie, można rekonstruować historię rodziny Lubczyków, ale nie można z tego powodu odbierać Annie prawa do własnej tożsamości.
2. Rodzina, którą odnaleziono na Ukrainie, identyfikowała się jako ukraińska
To również należy uszanować.
Rodzina Lubczyków, która pozostała na Ukrainie, identyfikowała się jako Ukraińcy. Nie mamy podstaw, aby twierdzić, że identyfikowali się „niesłusznie”.
Tak samo nie mamy podstaw, aby twierdzić, że Anna „powinna” była przejąć ich tożsamość.
To były dwie różne biografie, powstałe w dwóch różnych środowiskach historycznych.
3. Nie wiemy natomiast, jak narodowościowo identyfikowali się Lubczykowie w 1929 roku
I tutaj zaczyna się właściwy problem.
Anna urodziła się w 1929 r. jako córka Nazara Lubczyka i Pryśki Paszkoweć. Wiemy, że rodzina była sztundystyczna.
Nie znamy jednak żadnego dokumentu z 1929 r., w którym Nazar Lubczyk albo jego żona określiliby swoją narodowość.
Nie wiemy więc, czy w 1929 r. określali się jako Ukraińcy, Polacy, czy też w ogóle nie posługiwali się kategorią nowoczesnej narodowości w sposób, który znamy dzisiaj.
I właśnie tego nie należy dopowiadać.
4. „Etniczny Polak” i „etniczny Ukrainiec” nie są prostymi kategoriami religijnymi
Na dawnych Kresach bardzo często próbuje się rekonstruować przynależność etniczną ludzi, którzy nie pozostawili po sobie wyraźnej deklaracji narodowej, na podstawie religii, języka, pochodzenia rodzinnego i środowiska społecznego.
W praktyce prawosławie często wskazuje na przynależność do miejscowej ludności ukraińskiej, a katolicyzm — do ludności polskiej.
Ale wyznanie samo w sobie nie jest dowodem narodowości.
W przypadku Lubczyków problem jest jeszcze większy, ponieważ wiemy, że byli sztundystami.
Nie można więc zastosować prostego schematu:
prawosławny = Ukrainiec, katolik = Polak.
Rodzina Lubczyków wymyka się temu podziałowi.
5. Kim byli przodkowie Lubczyków?
Tego nadal nie wiemy.
Nie znaleźliśmy dotąd dokumentu pozwalającego połączyć Nazara Lubczyka z konkretną XIX-wieczną gałęzią rodziny.
Co ciekawe, w dostępnych w internecie metrykach prawosławnych regionu rówieńskiego nie udało nam się znaleźć Lubczyków odpowiadających tej rodzinie.
Natomiast nazwiska Lubczyk i Lubczyński pojawiają się w dokumentacji katolickiej parafii Tuczyn koło Równego.
W znalezionych materiałach mamy m.in.:
Marcellę Lubczyk z Żelanki, zmarłą w 1840 r.;
Antoninę Lubczyk z Zastawia, zmarłą w 1890 r.;
a także osoby o nazwisku Lubczyński z tego samego mikroregionu.
To jest interesujący trop.
Ale trzeba zachować dyscyplinę:
nie mamy jeszcze dowodu, że ci Lubczykowie byli przodkami Nazara.
Mogą być rodziną, mogą być dalekimi krewnymi, ale mogą też być zupełnie inną linią.
6. Sztundyzm jest tutaj szczególnie ważny
Wiemy, że Nazar i Pryśka Lubczykowie byli sztundystami, a ich dzieci wychowywano w tej wspólnocie.
Igor Hałagida odnotował przy tym, że podczas poszukiwań metrykalnych w prawosławnej księdze Siennego nie znalazł Anny, jej rodzeństwa ani rodziców. Wyjaśnienie rodziny brzmiało:
„byliśmy sztundami”.
To bardzo ważna wskazówka.
Pokazuje bowiem, że w przypadku tej rodziny sama przynależność do prawosławnej lub katolickiej wspólnoty nie pozwala automatycznie ustalić jej narodowości.
Sztundyzm był ruchem religijnym, który na Wołyniu znalazł wielu zwolenników wśród miejscowej ludności. Nie możemy więc na podstawie samego wyznania rozstrzygnąć, jaką świadomość narodową mieli Lubczykowie.
7. A może Lubczykowie byli wcześniej katolikami?
To jest interesująca hipoteza, ale wciąż tylko hipoteza.
Jeżeli któryś z przodków Nazara znajdzie się w katolickiej metryce Tuczyna, a następnie uda się prześledzić tę samą linię do rodziny sztundystycznej, otrzymamy bardzo ciekawy dokumentalny obraz przemiany religijnej.
Mogłoby się wówczas okazać, że droga rodziny wyglądała mniej więcej tak:
katolicy → konwersja religijna → sztundyzm → Nazar Lubczyk.
Ale równie dobrze może się okazać, że przodkowie byli prawosławni albo że rodzina od kilku pokoleń znajdowała się poza strukturami Kościoła katolickiego i prawosławnego.
Dopóki nie znajdziemy dokumentu genealogicznego, nie wolno rozstrzygać tej kwestii.
8. Co mówi nam nazwisko „Lubczyk”?
Tu również nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Pierwsza możliwość jest oczywista: lubczyk to polska nazwa rośliny.
Jeżeli nazwisko powstało od nazwy zioła, można mówić o polskiej etymologii tego konkretnego nazwiska.
Ale nie oznacza to automatycznie, że każdy człowiek noszący nazwisko Lubczyk był Polakiem — tym bardziej „etnicznym Polakiem”.
Nazwiska wędrowały między społecznościami, zmieniały pisownię i mogły być przejmowane przez ludzi należących do innych grup.
Istnieje również druga możliwość: nazwisko może mieć związek z rdzeniem lub-/luby-, związanym ze słowami oznaczającymi „lubić”, „kochać”, „miły”. Nie mamy jednak podstaw, aby obecnie uznać za udowodnione, że właśnie taka była etymologia wołyńskiej rodziny Lubczyków.
Najlepszym rozwiązaniem byłoby odnalezienie najstarszych zapisów tej konkretnej gałęzi rodziny — np. form Lubczyk, Lubczik, Любчик, Лубчик — i prześledzenie ich wstecz.
9. Problem interpretacji historyków
W dyskusji o pochodzeniu Anny Walentynowicz warto zachować ostrożność także wobec interpretacji współczesnych historyków.
Nie chodzi o to, aby zarzucać konkretnym badaczom złą wolę.
Można jednak postawić pytanie metodologiczne:
czy współczesne kategorie polskiej i ukraińskiej tożsamości nie są czasami nakładane na ludzi, którzy żyli w rzeczywistości znacznie bardziej skomplikowanej?
Jeżeli nie mamy deklaracji narodowej Nazara Lubczyka z 1929 r., to określenie go jako „Ukraińca” jest interpretacją opartą na dostępnych przesłankach — a nie cytatem z jego własnej deklaracji.
To samo dotyczy ewentualnego przypisywania mu polskiej świadomości narodowej.
Historia powinna tutaj pozostać otwarta na dowody.
10. Najbardziej absurdalny zarzut dotyczy jednak samej Anny
Szczególnie dziwne jest przedstawianie Anny Walentynowicz jako osoby, która rzekomo „tchórzliwie ukrywała” swoje pochodzenie.
To bardzo słaby argument.
Można pytać, co Anna wiedziała o swoim pochodzeniu, kiedy się o tym dowiedziała i dlaczego niektórych informacji nie ujawniała publicznie.
Można również analizować jej relacje z rodziną na Ukrainie.
Ale z tego nie wynika automatycznie ani tchórzostwo, ani nieuczciwość.
Mówimy przecież o kobiecie, która w najważniejszych momentach swojej epoki wielokrotnie wykazywała się odwagą.
Co więcej, przez długie lata była osobą politycznie niewygodną dla władz PRL, a jej rola w historii „Solidarności” była później przez część środowisk marginalizowana lub pomniejszana. Jej publiczna obecność i dostęp do mediów również były przez lata ograniczone.
Próba przedstawienia jej jako tchórza dlatego, że nie opowiadała publicznie o wszystkich szczegółach swojego pochodzenia, jest więc wyjątkowo nieprzekonująca.
11. Szeptyccy pokazują, jak skomplikowane mogły być kresowe tożsamości
Dobrym przykładem jest rodzina Szeptyckich.
Rodzeni bracia, wywodzący się z tej samej rodziny i mający tych samych rodziców oraz przodków, mogli w dorosłym życiu identyfikować się z różnymi wspólnotami narodowymi.
Najbardziej znanym przykładem są Andrzej Szeptycki i jego brat Stanisław Szeptycki. Pierwszy stał się jednym z najważniejszych przywódców ukraińskiego życia narodowego, drugi pozostał związany z polską tradycją i został generałem Wojska Polskiego.
Nie jest to przypadek wyjątkowy.
Na terenach dawnej Rzeczypospolitej granica pomiędzy polskością, ruskością/ukraińskością i innymi identyfikacjami nie zawsze przebiegała według granic rodzin.
Bywało, że rodzeni bracia, wychowani w tym samym domu, dokonywali w dorosłym życiu różnych wyborów narodowych.
Dlatego tym bardziej nie można rekonstruować tożsamości Anny Walentynowicz wyłącznie na podstawie pochodzenia jej rodziców.
Jeżeli jej rodzina na Ukrainie uważała się za Ukraińców, należy to uszanować.
Jeżeli Anna Walentynowicz uważała się za Polkę, należy uszanować również jej wybór.
Nie ma w tym żadnej sprzeczności.
Historia Szeptyckich pokazuje wręcz, że tożsamość narodowa może rozdzielić się nawet w obrębie jednej rodziny biologicznej.
Dlatego pytanie:
„Czy Anna była Polką, skoro jej rodzina na Ukrainie była ukraińska?”
jest źle postawione.
Właściwe pytanie brzmi:
Jak poszczególni członkowie tej rodziny sami rozumieli swoją przynależność narodową w konkretnym czasie i miejscu?
I właśnie na to pytanie trzeba odpowiadać na podstawie źródeł, a nie późniejszego narodowego schematu.
12. I wreszcie — najważniejsze
Nawet gdyby jutro znaleziono dokument dowodzący, że Nazar Lubczyk był świadomym Ukraińcem, nie zmieniłoby to faktu, że Anna Walentynowicz była Polką.
I odwrotnie: gdyby znaleziono dokument wskazujący na wcześniejsze polskie korzenie Lubczyków, nie odbierałoby to niczego ukraińskiej tożsamości potomków, którzy pozostali na Ukrainie.
Pochodzenie biologiczne nie jest wyrokiem na tożsamość.
Można mieć ukraińskich rodziców i być Polakiem.
Można mieć polskich przodków i stać się Ukraińcem.
Można też pochodzić z rodziny, której członkowie w różnych pokoleniach i miejscach zaczęli identyfikować się inaczej.
Tak właśnie wyglądała skomplikowana rzeczywistość Kresów.
Anna Walentynowicz pozostaje więc polską bohaterką narodową — niezależnie od tego, jakie jeszcze dokumenty znajdziemy w metrykach Lubczyków.
A zarazem może być bohaterką również dla ludzi innych narodów, którzy podzielają wartości, o które walczyła: wolność, godność człowieka, prawdę i sprzeciw wobec przemocy oraz totalitaryzmu.
Jej historia nie potrzebuje ani „polonizowania” jej rodziny, ani „ukrainizowania” jej samej.
Potrzebuje po prostu prawdy — nawet wtedy, gdy prawda okazuje się bardziej skomplikowana niż narodowe schematy.
Zostaw komentarz