W czerwcu spotkałem się osobiście z jednym z naszych adminów. Podstępem i chemią organiczną wymógł na mnie obietnicę powrotu na łamy sebizmu… Byłem nieostrożny, płonęło ognisko i szumiała Puszcza Solska… Dałem się podejść i oto jestem. Musiałem jeszcze tylko odnaleźć hasła do starych kont. Może się tu zagnieżdżę, ale powiem Wam, że poza FB też istnieje życie. Witajcie. Na tapet wrzucamy Anty-matkę Joannę od Pigułek. Wiem, że temat zgrzany, ale patrzę na niego obojętnym okiem i zastanawiam się, dlaczego jeszcze nikt się tym nie zajął?

Ondepikczerderar: dobrze uchwycona głowa kobiety, w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Nie można rozpoznać szczegółów miejsca. Równie dobrze może to być szpitalna kotłownia, jak i SOR, piwnica w siedzibie telewizji czy plan zdjęciowy jakiegoś paradokumentu.

Materiał: ujęcia portretowe, z wyraźnie i trwale przesłoniętą częścią obrazu. Taka prezentacja ma zasugerować, że materiał został nagrany w sposób spontaniczny i bez wcześniejszych przygotowań. Widz ma odnieść wrażenie, iż – kierowany ludzkim odruchem – pracownik służby zdrowia, uruchomił kamerę telefonu i włożył do kieszeni na piersi, by dyskretnie zarejestrować zdarzenie. Tutaj zwrócić należy uwagę, że obiektyw, przez cały czas nagrania, jest przesłonięty przedmiotem, dającym na krawędzi lekko niebieskawą poświatę. Efekt taki powstanie po zasłonięciu obiektywu niebieską tkaniną, charakterystyczną dla odzieży personelu medycznego. Tak to miał odebrać przeciętny widz.

Tu jednak pojawiają się nieścisłości. Osoba nagrywająca niemal nie wykonuje ruchów, a jeżeli już się rusza, to absolutnie nie zmienia się stopień zakrycia obiektywu, nie słychać charakterystycznego tarcia tkaniny o mikrofon telefonu, przy jednoczesnym zachowaniu dobrej jakości nagrywanego dźwięku, zupełnie jakby twórca nagrania posługiwał się zewnętrznym mikro portem lub mikrofonem tzw. krawatowym.
Czymś, co budzi moje największe zdziwienie, pozostaje fakt poprawnego, a biorąc pod uwagę sugerowane okoliczności powstania nagrania, wręcz idealnego kadrowania. Pani Joanna przez cały czas pozostaje niemal samym środku kadru. Przypominam, że osoba nagrywająca rzekomo nie ma kontroli nad tym, co rejestruje obiektyw kamery, znajdującej się w okolicach górnej kieszeni ubrania lekarskiego. Nagrywający musi „trafić” obiektywem w nagrywany obiekt, a może to zrobić jedynie poprzez zmianę położenia całego tułowia, równocześnie dbając o to by obiektyw nie został zasłonięty, a cały telefon nie przesunął się w dół. Zapraszam do eksperymentów.
Pytanie najważniejsze: kto nagrał?
Na moje liczne pytania, w kierunku najbardziej pyskatych aktywistów, padały różne odpowiedzi. Zwolennicy teorii o opresyjnym państwie prześladującym waginododatnie osoby ludzkie, twierdzili, że lekarz nagrał. Wskazywałby na to ton, w jakim zwraca się do policjantów i używane sformułowania, np. „moja pacjentka”. Gdy pytałem, czy do dobrych praktyk lekarskich należy nagrywanie ukrytą kamerą rozmów z pacjentami psychiatrycznymi, usłyszałem, że odwracam kota ogonem, a poza tym to nie lekarz nagrał, ale ratownik medyczny. I tutaj zataczamy koło, gdyż – ktokolwiek utrwalił ten materiał – złamał prawo, albowiem bez zgody „pacjentki” wszedł w posiadanie materiałów o charakterze danych wrażliwych i bezprawnie przetwarzał je przez kilka miesięcy. Następnie materiały te zostały przekazane pewnej telewizji… No chyba, że – zupełnie przypadkiem – pracownik telewizji dorabia sobie jako sanitariusz… Nie. To niczego nie zmienia. Prawo jest prawo.
Wokół całego zdarzenia ktoś (ciekawe kto?) usiłuje zbudować aurę opresji i systemowego prześladowania kobiet łaknących aborcji. Na jaw wychodzą kolejne fakty z życia pani Joanny, niekoniecznie szarej i niekoniecznie obywatelki RP (złośliwi wciąż pokazują palcem na jej szyję z wydatnym jabłkiem Adama i dumają nad dość ostrymi rysami). W ciągu kilku dni, cała Polska zostaje poinformowana o stanie jej zdrowia, długoletniej terapii itp. Jednak, gdy dziennikarze ujawniają, że panna w trakcie interwencji pogotowia i policji, była po grubym kielichu (1,5 promila), podnosi się chór oburzonych, że oto ujawniono tajemnicę lekarską i dane wrażliwe. Gdzie byli owi specjaliści, gdy trzeba było ratować twarz prezydenta Kwaśniewskiego, którego omal nie powalił tropikalny wirus podczas składanie wieńca w Katyniu?

Przypomnę, że dane wrażliwe, których przetwarzanie wymaga spełnienia określonych warunków, to dane dotyczące: poglądów politycznych, wyznania lub jego braku, preferencji seksualnych i stanu zdrowia, ale rozumianego jako pozostawanie pod opieką poradni specjalistycznych, cierpienie na choroby przewlekłe, nałogi itp. Informacja o przyjęciu określonych farmaceutyków, czy substancji psychoaktywnych, w tym alkoholu, nie stanowi danych wrażliwych-medycznych. Stanowi natomiast znaczącą przesłankę do interpretacji zdarzenia przez opinię publiczną. Wezwanie pogotowia i policji do osoby pijanej, traktowane bywa jako wykroczenie, a osoba odpowiedzialna zostaje pociągnięta do odpowiedzialności.

Przy okazji: „Matka Joanna od Aniołów”, to jedno z nielicznych opowiadań Iwaszkiewicza, nad którym cmokam z uznaniem. Gdybyście nie chcieli tracić czasu na dorobek naczelnego geja-króla pisarza, honorowego górnika (kazał się pochować w mundurze górniczym), to streszczam: w klasztorze doszło do zbiorowego opętania mniszek. Szatan miał do nich przyjść i je opętać. Koniec końców okazało się, iż opowieść o szatanie i opętaniu służyła tylko wzbudzeniu atencji. Co nie przeszkodziło szatanowi podpuścić głównego bohatera, do brutalnej masakry siekierą pod koniec utworu.

Autor: ElMalchico

Źródło: Sebizm.tv