-18–
Proza życia.. Kolejna chwila
Na rogu ruchliwej ulicy, pod olbrzymim fikusem siedzi starszy człowiek. Cierpliwie dłubie coś scyzorykiem. Robi koraliki, wisiorki, bransoletki i wiesza je na opartej o płot desce. Po prostu trzeba przeżyć, trzeba to jakoś sprzedać przechodniom. Nie ma się co dziwić, że tu zaczepia się ludzi, trzeba złapać klienta. Na całej ulicy pełno nowoczesnych sklepów i zdewastowanych ruder. Szmaty zasłaniające okna to cecha charakterystyczna tego miasta.
Jedni wyrzucają śmieci, inni z tego korzystają. Dużo nowoczesnych samochodów, ale sporo złomów też się przepycha przez uliczne korki. Nie zapinają pasów. Ciężko przejść na druga stronę, pieszy nie ma tu swoich praw nawet na przejściu.
Na niebie setki kabli, prawdziwe elektryczne pajęczyny.