– Kiedyś to było tak, że studenci przychodzili, wypożyczali książki i w skupieniu je o tutaj czytali – powiedział Bibliotekarz z 32-letnim stażem. – A teraz nikt już nie przychodzi. Bo albo siedzą w internetach, albo sami książki piszą – westchnął.
– Ale dzięki temu mamy więcej czasu dla siebie, dla katalogowania nowych książek, no i nie trzeba sprzątać po studentach, którzy zawsze skrycie jedli bułki, po których na podłodze zostawały okruszki. A liczba worków do odkurzacza nie jest nieograniczona, mamy limity – powiedziała Bibliotekarka, która pracowała w Bibliotece od samego początku.
– Nudzi mi się – powiedział pracownik działu przynoszenia książek z magazynu. Przez jakiś czas zabijałem czas czytelnictwem „Przeglądu Wędkarskiego”, ale po jakimś czasie uznałem, że w gruncie rzeczy wszystkie ryby są takie same. Z jednym wyjątkiem. Sumy. – Wiecie, że duży sum może połknąć kąpiące się w stawie lub zalewie dziecko? Tak na jednym zalewie w Dąbrowie Górniczej podobno było. Sum zabrał dziecko i nie oddał.
O istnieniu Biblioteki nie wiedziała większość studentów mimo, że podejmowane były próby jej reklamowania i zachęcania do czytelnictwa. Obiecywano nawet zwolnienie z kar za poterminowe zwracanie książek. Więcej nawet – nieoficjalnie informowano studentów, że nawet jak ich nigdy nie zwrócą to nic się nie stanie, nie będzie żadnych kar. Ale to obiecywano nieoficjalnie, bo przepisy pozostawały w mocy.
Do Biblioteki uczęszczało regularnie troje studenciąt.
Wszyscy oni w liczbie trzech stali w kolejce przed otwarciem Biblioteki, po czym rozbiegali się po ulubionych przez siebie miejscach. Nie wypożyczali jednak książek według własnych zainteresowań, ale pytali najstarszej stażem Bibliotekarki o to, jakie książki były jeszcze nieczytane. I te wypożyczali. Wiedząc o tym jak bardzo poświęcają się oni dla uniwersytetu i czytelnictwa, od czasu do czasu w Bibliotece pojawiał się Kierownik Działu i głaskał po głowach zaczytanych w na ogół nieinteresujących ich książkach studentów.
– To trzeba jakoś zmienić. Nie może być tak, że codziennie trzech studentów wyrabia normy czytelnicze za wszystkich pozostałych – powiedział Kierownik Działu i udał się do Dziekana na konsultacje.
Tymczasem u Dziekana odprawiana była impreza urodzinowa. Na dzisiejszej gazecie (nie jakiejś wczorajszej jak u Kwestora) leżały grubo krojone: salceson, mortadela, kaszanka oraz szynka niekonserwowa. Ta droższa. Do tego na stole ustawiony był szereg butelek z najdroższymi napitkami, które Dziekan otrzymywał w darze, a ponieważ sam nie pił alkoholu, udostępniał go innym potrzebującym.
– Palcie na raz po cztery papierosy bez filtra, o jednego więcej niż u Kwestora – zachęcał Dziekan zebranych dodając, że u niego impreza urodzinowa trwa o 15 minut dłużej.
Kierownik Działu w pewnym momencie osiągnąwszy dostęp do ucha Dziekana, zapytał krótko o to jak rozwiązać problem z czytelnictwem na uniwersytecie.
Dziekan odpowiedział krótko i rzeczowo – należy do czytelnictwa przymusić. I czytane mają być w pierwszej kolejności pozycje do tej pory najmniej czytane. Założyć wszystkim studentom odgórnie kartoteki i sprawdzać, czy spędzają w Bibliotece minimum 8 godzin tygodniowo. Na i zwiększyć personel Biblioteki tak, aby nad każdym studentem stał nasz zaufany pracownik, sprawdzając czy dany student czyta, czy tylko zawiesza wzrok na książce.
– Bardzo dziękuje panu Dziekanowi za tak konkretne i szczegółowe wskazówki – powiedział Kierownik Działu zawijając do serwetki kilka plastrów salcesonu.
– Moment, moment – pochwycił go w drzwiach Dziekan. – Na początek niech studenci czytają, myślę że przez semestr tylko o życiu kapibar. Albowiem wiedza o tych zwierzętach jest wciąż nieduża.
– Oczywiście, jak pan Dziekan zaleci, tak będzie – powiedział Kierownik Działu zabierając na wynos jeszcze dwa plasterki mordadeli.
Kierownik Działu postanowił, że nasza wydziałowa Biblioteka zostanie niejako powtórnie otwarta. Kierownikom kierunków studiów polecono nagromadzenie młodzieży przed wejściem do Biblioteki, zaś uniwersyteckiemu filmowcowi – zarejestrowanie tego historycznego momentu. I faktycznie przed Biblioteką, w której było 50 miejsc do czytania książek zgromadziło się około 250 studentów. Kierownik Biblioteki w pośpiechu dostawiał kolejne ławki i krzesła, ale doszło do maksimum 90 miejsc. Tymczasem tłum studentów napierał na drzwi Biblioteki.
– Żądamy czytelnictwa! – wykrzykiwał student zainspirowany prywatnie przez Kierownika Działu, któremu obiecano, że nawet jeśli nie zda wszystkich egzaminów, to w USOSie go przelogują na kolejny rok studiów. – Precz z nieczytaniem książek – pokrzykiwał dalej.
Biblioteka została otwarta. Tłum żądnych czytelnictwa studentów wlał się do niej niczym woda ze zbombardowanej zapory. Część zajęła miejsca przy stolikach, inni – a była to większość – oparli się o parapety lub próbowali się do siąść do już siedzących. Niewielka część zamknęła się w toalecie, gdzie śmieszkując palili papierosy z filtrem.
Następnie pracownik Biblioteki rozdał wszystkim Atlas Zwierząt z zakładką na kapibarach. Większość studentów początkowo, nie doczytawszy do końca pomyliło kapibarę z bobrem. Pod koniec dnia jednak, wszyscy studenci zostali dostatecznie uświadomieni kim jest kapibara.
Czytelnictwo ma sens.
Zostaw komentarz