– Kadra nam wymiera – powiedział Rektor siedzący na ławce obok Woźnego i dogasil kiepa butem lewej nogi. – Ludzie umierają, wie pan, a potem są chowani w różnych miejscach w Polsce i na świecie. A tymczasem to są nasi pracownicy! – skonstatował Rektor.
– Słuszna uwaga panie Rektorze – powiedział Woźny i staropolskim zwyczajem rzucił pustą „małpkę” na trawnik. – Ale może by jakoś powstrzymać ten proces umierania? – zapytał nieśmiało.
– Głupiś, tego nie da się zatrzymać, możemy natomiast zorganizować na miejscu po niedawno wyburzonych budynkach cmentarz, naszą uniwersytecką nekropolię. Z katakumbami koniecznie – rozmarzył się Rektor.
– Świetny pomysł! – zakrzyknął Woźny. Powoła się kolejny dział na naszym uniwersytecie – Uniwersytecką Służbę Funeralną. No i będziemy grzebać.
– Archeolodzy, nasi z Wydziału Prahistorii, oni będą kopać. Po co zatrudniać firmę, jak oni mają nawyk kopania i kopią nawet wtedy gdy to nie ma sensu. Kilka grobów wykopią, to się zasłużą naszemu uniwersytetowi. – powiedział Rektor.
– Ale jak ktoś nie umrze, to też będzie mieć szansę być pochowanym? – zapytał asystent z Wydziału Mchu i Paproci, przysłuchujący się rozmowie Rektora z Woźnym.
– Człowieku, ogarnij się, przecież żywych się nie grzebie – żachnął się Rektor.\
– Ale gdyby mnie tak zakopać, żeby głowa wystawała i dać tabliczkę, że „prawie umarł”, to nie dałoby się? – zapytał asystent.
– To jest jakaś koncepcja panie Rektorze, to nie jest głupi pomysł. Część pracowników moglibyśmy na cmentarzu chować częściowo, za karę lub w nagrodę, to jest do ustalenia, ale na pewno za opłatą, która pozwoli sfinansować bramę wjazdową na cmentarz, kutą taką. – wtrącił się Woźny.
– Faktycznie, nie dość, że będziemy mieć pierwszy cmentarz uniwersytecki, to będziemy na nim chować czasowo żywych jeszcze pracowników. – podniecił się Rektor.
Tymczasem podszedł do nich Kierownik Działu z czarnym kundlem.
– A czemu on nieuwiązany? – zapytał Woźny – przecież może kogoś ugryźć.
– On gryzie tych, których ma gryźć – odpowiedział lakonicznie Kierownik Działu paląc na raz dwa papierosy bez filtra. – A można się dowiedzieć o czym jest rozmowa? – zapytał.
– Nie można, bo to dopiero wstępne ustalenia, dowie się pan w swoim czasie o wszystkim. I niech pan uwiąże tego kundla, widać, że jest bezinteresownie agresywny – zaapelował Rektor.
Już następnego dnia rozpoczęła się budowa cmentarza. Pierwsza od bramy wejściowej zaprojektowana została kwatera dla rektorów i prorektorów, następnie zgodnie z rangą – dla dziekanów i prodziekanów, dalej dla dyrektorów i ich zastępców. Jeszcze dalej dla kierowników katedr. A cała reszta dla szeregowych pracowników.
Wykopano już pierwsze groby w każdej z kwater, żeby przyspieszyć pochówek. Starsi i schorowani pracownicy przychodzili na organizowany cmentarz i wskazywali palcem, w którym dole mają być pochowani. Wręczali wówczas dyskretnie banknot 100-złotowy człowiekowi odpowiedzialnemu za pochówki celem upewnienia się, że się dogadali.
Dział Zamówień Publicznych zamówił w ofercie publicznej pierwsze sto nagrobków z nazwiskami tych pracowników uniwersytetu, którzy mieli niebawem umrzeć. Tylko bez daty śmierci. Potem przychodzili oni na cmentarz w budowie, zatrzymywali się nad swoimi grobami i robiło im się nieswojo.
– Ale jak w krótkim czasie nie wyhuśtam się to mi kwaterę odbiorą – powiedział 60-letni profesor.
– To zależy – powiedział zarządca cmentarza uniwersyteckiego. – Dasz pan stówkę co semestr i będę pilnował kwatery. – Pan nie zbiedniejesz, a ja się nadmiernie nie wzbogacę.
– Dziękuję panu za wyrozumiałość. – powiedział profesor.
– Nie ma za co, wkładając kolejny już tego dnia banknot 100-złotowy do portfela – powiedział zarządca cmentarza. Wszystkim bowiem zależało, żeby – mówiąc kolokwialnie – mieć miejsce zaklepane.
Cała społeczność akademicka czekała na śmierć pierwszej osoby z uniwersytetu, żeby móc korzystając – jakby to nie zabrzmiało – okazji, zorganizować uroczyste otwarcie cmentarza uniwersyteckiego.
Kwestia pochówku ludzi naukowych nie jest prostym tematem. Jedni uważają, że trzeba ich chować tam, inni gdzie indziej. I potem kłócą się o to na jakim cmentarzu spoczywać będzie profesor czy doktor. Bo to podnosi prestiż cmentarza. W całym kraju są bowiem tysiące cmentarzy, na których nie są pochowani choćby magistrzy. A rywalizacja jest.
– Jak do marca nikt nie umrze, to zakopujemy tych, co chcą pogrzebu połowicznego, znaczy głowa wystaje, a reszta pod ziemią. Nie ma co zwlekać z pochówkami – ponosimy koszty grobów wykopanych. – rozkazał Rektor nie paląc papierosa bez filtra ani nie zaciągając pożywnej wódeczki z „małpki”.
– Słyszeliście Rektora, kopta już dołki dla szeregowych pracowników. Na pewno będą umierać. – powiedział zarządca cmentarza doglądając instalacji okazałej bramy wjazdowej.
Zostaw komentarz