W niedzielę biskupi znów grzmieli z ambon przeciw ograniczeniom wprowadzonym przez MEN dotyczącym lekcji religii w szkołach.

Że bez oceny, na końcu lekcji co -ich zdaniem- wpłynie negatywnie na katolickie wychowanie dzieci i młodzieży. Nie przyjmują do wiadomości, że przez liczne skandale pedofilskie, kler w Polsce utracił prawie cały swój dawny autorytet.

Zacznę od osobistej dygresji.

Na studiach filozoficznych w Krakowie, a było to na początku lat 90., młodzi klerycy z seminarium diecezjalnego, którzy uczęszczali na te same zajęcia, w większości prezentowali mierny poziom intelektualny i moralny. „Zawód” księdza traktowali jako szybki sposób na zarobienie dużych pieniędzy na jakiejś bogatej parafii.
Potem, kiedy wyjeżdżałem do rozmaitych parafii do pomocy np. przy Wielkanocy, zobaczyłem jak wielu księży nie radzi sobie ze swoim kapłaństwem i samotnością.
Wielu było uzależnionych od alkoholu. Inni, od karcianego nałogu.
Ale „za komuny” o tym nie pisano bo byłaby to woda na młyn komunistycznej propagandy.

Po 89 r., wraz z nadejściem wolnych mediów, to się zmieniło.

Rok po roku media ujawniały skandale pedofilskie, szemrany interesy niektórych księży oraz homoseksualne imprezy na terenie parafii.

Aż miarka się przebrała, wierzący stracili zaufanie do swych pasterzy.
Kościoły pustoszały i ten trend do dziś się utrzymuje.
Spada liczba powołań, dzieci na lekcjach religii, małżeństw kościelnych.
Przyczyną nie jest tylko postępująca laicyzacja społeczeństwa, ale także upadek autorytetu kleru.
Z wymienionych wyżej powodów.

Ale polski Episkopat albo tego nie rozumie albo nie przyjmuje do wiadomości.
Jeśli to ostatnie, to jest zupełnie oderwany od rzeczywistości.

Na lekcjach religii stosunkowo niewielu katechetów i katechetek stosuje nowoczesne metody nauczania, dostosowane do wymogów współczesnego świata, w którym dzieci i młodzież się wychowują.

To samo dotyczy treści lekcji religii, które można przecież podawać w kontekście osiągnięć współczesnej nauki oraz poziomu zrozumienia przez dzisiejsze dzieciaki.
Każde z nich dziś może znaleźć informacje na dowolny temat w internecie.
Porównać je z tym co głoszą księża.
Co od tych ostatnich wymaga przynajmniej ogólnego rozeznania w osiągnięciach naukowych dotyczących np. powstania Wszechświata czy naukach o funkcjonowaniu człowieka.

Podsumowując,

jeśli Episkopat nadal tylko będzie straszył ogniem piekielnym rodziców i rządzących, to osiągnie skutek odwrotny od zamierzonego.

Nadszedł czas by Kościół hierarchiczny dokonał rachunku sumienia.
Przeprosił za wszystkie swoje grzechy i zaniedbania.
Bo jak mówi przysłowie – ryba psuje się od głowy.