Czy Rosja może komukolwiek zagrozić bronią nuklearną? Wbrew pozorom nie tylko dyletanci mojego pokroju mają wątpliwości, co do faktycznego stanu głowic jądrowych będących w posiadaniu Rosji. Okazuje się, że wątpliwości mają również… fachowcy.
Były prezydent Ukrainy Łeonid Kuczma powiedział mi, że gdyby Kijów nie oddał Moskwie w połowie lat 90. sowieckiej broni jądrowej, to w 1997 roku i tak trzeba by ją było zutylizować; ciekawe, jaki jest obecnie stan techniczny tych rosyjskich staroci – zauważył w czwartek ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow.
Jak podkreślił Reznikow w rozmowie z agencją Interfax-Ukraina, ryzyko użycia przez Kreml broni jądrowej wobec Ukrainy należy traktować poważnie. „Jeśli ma się takiego sąsiada z arsenałem nuklearnym, to zawsze jest możliwość, że (ten sąsiad) oszaleje. Jak duże jest to ryzyko w ujęciu procentowym? Nie podejmę się oceniać. Rosja posiada jednak środki przenoszenia takiej broni – rakiety typu Kalibr czy Iskander, samoloty (strategiczne). Pytanie, w jakim (to wszystko) jest stanie (technicznym)” – powiedział minister.
Wystarczy sięgnąć pamięcią do czasów tuż sprzed 24 lutego 2022 roku. Wówczas cała polskojęzyczna proputinowska jaczejka zgodnie brzmiała o wielkości oraz nowoczesności armii Federacji Rosyjskiej. Tymczasem prędziutko okazało się, że jedyne, czym naprawdę dysponuje Rosja, to posowiecki złom nieco tylko odnowiony.
Mimo spekulacji, że to tylko opróżnianie magazynów, zaś „prawdziwy” sprzęt zostanie użyty później, okazało się, że Putin jest nagi.
Im dłużej trwa konflikt, tym bardziej ruskie muszą sięgać po zabytki z pobreżniewowskiego jeszcze demobilu!
Powstaje pytanie, czy przypadkiem tak samo nie dzieje się z „siłami odstraszania”?
Na to podstawowe nie tylko dla Ukraińców pytanie odpowiada ukraiński ekspert.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że Rosja użyje broni jądrowej przeciwko Ukrainie?
O. Kowalenko: – Broń jądrowa w Rosji jest, delikatnie mówiąc, w stanie niezadowalającym. Latem ubiegłego roku w Federacji Rosyjskiej przeprowadzono inspekcję reaktorów jądrowych. Putin otrzymał prawdziwy raport o stanie międzykontynentalnych rakiet balistycznych klasy UTTX. W ciągu ostatnich trzydziestu lat pociski te nie były poddawane obowiązkowym konserwacjom i regularnym naprawom. Ponieważ silosy startowe z rakietami znajdują się na całym terytorium Federacji Rosyjskiej, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przypadku startu wybuch może nastąpić w samym silosie lub w rosyjskiej przestrzeni powietrznej.
Jest jeszcze jeden argument PRZECIW atomowej wojnie, bodaj czy nie najistotniejszy. Tylko w tanich opowieściach katastroficznych oraz w kocopałach ruskich użytecznych idiotów Putin naciska czerwony guziczek i za chwilę jest BUUUUMMM!
Tak naprawdę „atomowa walizka?”, noszona w ślad za prezydentem Federacji nie zawiera guzika, i to w dowolnym kolorze. Służy po prostu do przekazania rozkazu wszczęcia procedury odpalenia do Sztabu Generalnego.
Mamy zatem łańcuch ludzi, nie maszyn.
Sztab Generalny przekazuje dalej w dół kody autoryzacyjne, zaś bezpośrednim wykonawcą rozkazu jest jakiś mniej lub bardziej kumaty oficer w zapyziałym garnizonie, gdzie kaprys często jeszcze Chruszczowa nakazał umieścić wyrzutnię.
Podobno istnieje równoległy system, pozwalający na bezpośrednie sterowanie wyrzutniami przez Sztab Generalny, ale znając rosyjską technikę, a raczej jej stan, ciężko uwierzyć, by działał.
Tak czy inaczej system powinien być idiotoodporny. Nawet jeśli Putin zbzikuje do reszty, to zastopują go albo w Sztabie Generalnym, albo na samym dole.
Patrząc na masową ucieczkę obywateli Rosji zagrożonych mobilizacją dziwnie jestem spokojny o reakcję zwykłego żółnierza.
Nie tylko Francuzi ongiś nie zamierzali umierać za Gdańsk. Podobnie Wania, Oleg itp. nie będzie ryzykował utraty życia w imię fantasmagorii imperialnych Putina.
To nie jest front, gdzie stres wspomagany psychotropami, wyzwala w ludziach najdziksze instynkty.
Zresztą historia uczy, że nawet największy zdawałoby się fanatyk w sytuacji ewentualnego zagrożenia życia wykazuje cechy przekreślające jego dotychczasowe dokonania.
Oto Iwan Sierow, pod koniec życia nawet generał NKWD, potem KGB a także szef wywiadu wojskowego GRU.
Nie dość, że wziął udział w mordzie katyńskim, to również był tym, który (jako gen. Iwanow) aresztował polskich przywódców Państwa Podziemnego i odstawił do Moskwy (tzw. proces szesnastu).
Skończone komunistyczne bydlę, oprawca nie tylko Narodu Polskiego, ale również znany w Państwach Bałtyckich, Białorusi i Ukrainie. A także na Kaukazie i Krymie.
Ale kiedy światu zaczęła zagrażać wojna nuklearna wysłał do Amerykanów Olega Pieńkowskiego, który ujawnił faktyczną mizerię ówczesnych sił nuklearnych ZSRS, co prawdopodobnie zapobiegło wojnie.
Również dlatego Chruszczow musiał jak niepyszny zwinąć rakiety z Kuby. Nie dało się dłużej blefować.
Putin, jako były funkcjonariusz KGB, doskonale pamięta tą sprawę. Ponoć film z egzekucji Olega Pieńkowskiego (miał być spalony żywcem w kotłowni na Łubiance, do paleniska wsuwany powoli poczynając od stóp) obowiązkowo oglądać musiał każdy młody KGB-ista.
A zatem patrzmy spokojnie, co za chwilę stanie się na Kremlu.
6.10 2022
Zostaw komentarz