Aby zrozumieć postawę Komorowskiego i wielu innych prominentnych działaczy PO, a właściwie znacznej części ich elektoratu, trzeba zrozumieć istotę transformacji ustrojowej w Polsce, która polegała na rozszczelnieniu starego reżimu, dopuszczeniu koncesjonowanej opozycji do udziału we władzy oraz zabezpieczeniu materialnym i honorowym elit komunistycznych.
Właśnie takie rozstrzygnięcia są w mniemaniu obozu Opozycji „wzorowe” i są egzemplifikowane jako „bezkrwawa rewolucja – symbol mądrości Polaków”.
Stoi za tym, oczywiście, uwewnętrznione „ukąszenie heglowskie”, czyli przekonanie, że właściwie nieważne kto i jak rządzi – byle były to siły „nieprzeszkadzające” postępowi. Wystarczy zatem deklarować postępowość i walczyć z „reakcjonizmem”, aby ustawić się z wiatrem historii – a ten zaczął wiać z Zachodu.
„Zapomnijmy o przeszłości – patrzmy w przyszłość!” stało się ideologicznym sloganem tej formacji, który przeżarł nowe władze III RP do imentu. Największą zbrodnią stało się roztrząsanie przeszłości – no chyba, że była to przeszłość niedobra dla „sił reakcji” – wówczas należało ją piętnować dla przykładu!
Stąd niezwykła pobłażliwość nowego systemu dla dawnych zbrodniarzy czy patologicznego złodziejstwa postpeerelowskich aparatczyków i agentury. Stąd ta łatwość bratania się ludzi nowego i starego systemu i wchodzenia ich wspólnie w nowe towarzyskie i biznesowe układy. Stąd ta niezwykła lekkość, z jaką zapomniano Urbanowi wszystkie świństwa z przeszłości, gdyż „wykupił się” czyniąc takie same świństwa „siłom reakcji”.
Bronisław Komorowski i jego formuła rządów opierała się w całości na iluzji „porozumienia ponad podziałami” – porozumienia zakłamanego u samego początku, porozumienia polegającego na paternalistycznym potraktowaniu obiekcji części elektoratu wobec charakteru przemian ustrojowych w Polsce oraz obranego przez nowe władze kierunku rozwoju.
„Wy tu chcecie Polaków podzielić, ale patrzcie – my jesteśmy ponad podziałami!” podkreślał ciągle prezydent z, nomen-omen, Budy Ruskiej.
To „ponad podziałami” sprowadzało się do konsumpcji strukturalnej nierówności narracyjnej wytworzonej po 1989 roku, kiedy środowisko Gazety Wyborczej dysponowało milionowym nakładem a środowiska prawicowe prasą nieomal powielaczową. Cudem wręcz zabezpieczone przez Kaczyńskiego zaplecze w postaci spółki „Srebrna” było i jest nieustannie przedstawiane jako dowód hochsztaplerstwa prawicy i jej „niejasnych” źródeł finansowych. Za to milionowe przewały w postaci np. afery FOZZ nie doczekały się nigdy należytego wyjaśnienia, choć dziś już wiadomo, że to zapewne te środki posłużyły do stworzenia imperium TVN.
Istotą przemian ustrojowych w Polsce było bowiem systemowe wykluczenie środowisk prawicowych z udziału w podziale majątku po upadłej PRL, wykluczenie ich z udziału w debacie publicznej, zmarginalizowanie ich, jako „niemieszczących się” w nowym paradygmacie.
Nowy paradygmat polegał zaś na stworzeniu układów biznesowych, w których jak ryba w wodzie czuli się ludzie dawnych służb i zaprzyjaźnieni z nimi oportunistyczni działacze KLD – sami będący najczęściej szemranymi przedsiębiorcami, którzy – zwłaszcza na szczeblu samorządowym – „modernizowali” Polskę wytworami swoich przedsiębiorstw, dla których bez większego trudu pozyskiwali zlecenia ze środków publicznych.
Ikoniczny jest tu wręcz upadek dawnej Unii Wolności – przede wszystkim części idealistycznych środowisk lewicy postsolidarnościowej, które żyrowały ten układ „w imię postępu” i które w pewnym momencie stały się już zbyteczne – w swoim idealizmie odstając od oportunistycznej pragmatyki wytworzonego systemu. Upadek Unii Wolności w 2001 roku finalizował polską transformację ustrojową tryumfalnym powrotem dawnych aparatczyków PRL do władzy i ich ostatecznym dogadaniem się ze środowiskiem Donalda Tuska zbudowanym na bazie KLD i co bardziej „kumatych” działaczy UW.
Nie da się ukryć, że w paradygmat ten próbowała się też wpisać część środowisk prawicowych (vide np. Wiesław Walendziak), ale to już nieco inna historia.
Słowa Bronisława Komorowskiego, mające skłonić Ukraińców do „dogadania się” z Putinem są – wypisz wymaluj – odległym echem tego, co stało się w Polsce. Wyrazem wiary, że ostatecznie wszystkim w życiu chodzi o pieniądze i wpływy, więc nie ma co się spinać, trzeba się „dogadać” – choćby z Urbanem, choćby z mordercami z Buczy.
Bo jak się „dogadamy”, jak „zapomnimy o przeszłości i zaczniemy patrzeć w przyszłość”, to wszystko „dobrze się ułoży”: czytaj – pieniądze i prawdziwa władza zostaną tam, gdzie powinny zostać a reszta będzie musiała, jak wcześniej, zadowolić się resztkami z pańskiego stołu. Wszystko w imię świętego spokoju, oczywiście.
Foto prywatne Bronisław Komorowski.
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz