Udostępniajcie, bo to się w głowie nie mieści. Komisja Europejska — zamiast stać po stronie własnych państw członkowskich i ich rolników — naciska na Polskę, by zniosła embargo na ukraińskie zboże i otworzyła rynek na potok tanich produktów, które już w przeszłości zdewastowały ceny i doprowadziły gospodarstwa do granicy bankructwa. To nie jest biurokratyczny drobiazg — to decyzja, która zadecyduje o przetrwaniu tysięcy polskich rodzin na wsi.

🔴Umowa — prezent dla Ukrainy, cios dla polskiego rolnika

Rząd, który zgodził się na umowę handlową UE–Ukraina, podpisał dokument, który w praktyce otwiera drzwi do gwałtownego wzrostu importu ukraińskich produktów: cukier, jaja, drób, miód, i — jeśli Bruksela wymusi — zboże. Komisja tłumaczy to troską o „spójność” i wsparcie Ukrainy. Dla polskiego rolnictwa to oznacza jedno: nagłe zalanie rynku niskimi cenami i tanim, często niższej jakości towarem, co natychmiast obniża opłacalność produkcji u nas i wysyła gospodarstwa na śmietnik historii.

🔴Groźby kar i procedur — presja zamiast dialogu

Gdy Polska — oceniając stan polskich gospodarstw i pamiętając o wcześniejszym zalewie rynku — wprowadziła embargo i ograniczenia, zamiast próby znalezienia kompromisu otrzymaliśmy twarde żądania z Brukseli: znieście ograniczenia, bo inaczej uruchomimy procedury i kary. To szantaż polityczny pod przykrywką prawa unijnego. Komisja nie jest tutaj arbitrem interesów rolników; stała się stroną, która wymusza efekty polityczne kosztem ekonomicznej stabilności i bezpieczeństwa żywnościowego państw członkowskich.

🔴To już było — lekcja, której nie chcemy powtarzać

Przypomnijmy: kiedy w poprzednich latach granice zostały szerzej otwarte, polscy rolnicy doświadczyli gwałtownych spadków cen i dramatycznego zmniejszenia przychodów. Blokady, protesty, płonące opony na granicach — to wszystko miało sens, bo chroniło rodzimy rynek przed nieuczciwą konkurencją i produktami, które nie spełniają naszych standardów jakości. Dzisiaj Bruksela chce, byśmy zapomnieli o tych lekcjach i ponownie oddali pole polskim producentom — i to na korzyść obcego państwa w stanie wojny.

Skutek: bankructwa, utrata suwerenności żywnościowej, bieda na wsi

📌Otwarcie rynku bez realnych zabezpieczeń i pól adaptacyjnych oznacza:

📌gwałtowne obniżenie ceny zboża i produktów rolnych;

📌fala bankructw wśród drobnych i średnich gospodarstw;

📌konsolidację rynku: obrotny importujący i agrokorporacje przejmą to, co zostało;

📌długofalową utratę bezpieczeństwa żywnościowego Polski — bo kto produkuje tanią żywność, ten decyduje o jej dostępności i cenie.

To nie jest apokaliptyczna wizja — to logiczny efekt polityki handlowej prowadzonej bez uwzględnienia realiów lokalnych.

🔴Rząd Tuska: zdrada interesów czy polityczna naiwność?

Zgoda na umowę handlową z Ukrainą, przy jednoczesnej presji Komisji, wygląda jak polityczne rozdanie: poparcie dla sojusznika na arenie międzynarodowej (Ukrainy) kosztem suwerennych interesów krajowych. To wybór polityczny — i za niego zapłacą polscy rolnicy, a pośrednio wszyscy obywatele. Pytanie brzmi: czy rząd widzi dobro narodowe, czy tylko krótkoterminowe polityczne zyski i gesty wobec Brukseli?

Co musimy zrobić — krótka recepta na obronę

1. Natychmiastowe zabezpieczenia prawne i kwoty ochronne dla najważniejszych produktów (pszenica, kukurydza, oleiste, cukier, drób, jaja, miód).

2. Rzeczywiste testy jakości i certyfikacja importu — żadnych furtkek dla towarów, które nie spełniają europejskich standardów.

3. Kompensacyjne programy wsparcia dla zagrożonych gospodarstw i mechanizmy przejściowe, by rolnicy mogli dostosować produkcję.

4. Twarda, spójna polityka handlowa w Brukseli: nie poddamy suwerenności żywnościowej w imię krótkoterminowej polityki zagranicznej.

To nie jest protekcjonizm dla protekcjonizmu — to walka o to, by Polacy mogli jeść polskie, produkowane tu i przez nas żywność, i by rolnictwo pozostawało częścią naszej tożsamości i bezpieczeństwa narodowego.

🔴Wybór między suwerennością a zależnością

Albo Polacy w porę przejrzą na oczy i wybiorą władze, które będą bronić kraju przed polityką niszczenia rodzimych branż, albo za kilka lat obudzimy się w Polsce, która produkuje niewiele, importuje wszystko i płaci rachunek za cudze zboże i cudze interesy. Umowy z Mercosur, umowy z Ukrainą i presja Brukseli — to elementy jednej strategii: gospodarczej rewolucji, która nie pyta o krajowe skutki. My mamy pytanie: czy pozwolimy im to przeprowadzić?

Rafał Szrama 🇵🇱