Chanuka nie jest świętem ustanowionym przez Boga Jahwe. To nie jest prowokacja. To nie jest atak. To jest fakt teologiczny. W Torze Bóg ustanowił Szabat, Paschę, Szawuot, Sukkot i Jom Kipur. Chanuki wśród nich nie ma. Jest świętem rabinicznym — historycznym, ustanowionym przez ludzi, jako upamiętnienie konkretnych wydarzeń. Ma swoje znaczenie w tradycji żydowskiej i nikt tego nie kwestionuje.

Problem zaczyna się gdzie indziej. W miejscu, w którym w Polsce coraz rzadziej zadaje się pytania, bo odpowiedzi byłyby niewygodne.

Dlaczego w polskim Sejmie obchodzi się żydowskie święta, a nie obchodzi się chrześcijańskich?

Polska wyrasta z chrześcijaństwa. Nie jako slogan. Nie jako ideologia. Jako cywilizacja. To chrześcijaństwo ukształtowało nasze rozumienie godności człowieka, sens prawa, pojęcie winy i odpowiedzialności. To z niego wyrasta przekonanie, że życie ludzkie ma wartość niezależnie od siły, pochodzenia czy użyteczności. To ono wprowadziło pojęcie sumienia, miłosierdzia i przebaczenia — ale także granicy, której władza przekroczyć nie może.

Z chrześcijaństwa wzięła się idea, że władza nie jest bogiem. Że podlega ocenie moralnej. Że nie wszystko wolno, nawet jeśli jest legalne. Że słaby ma prawo do obrony, a prawda nie zależy od siły.
Na tym fundamencie budowano naszą kulturę, edukację, szpitale, prawo, język, kalendarz i obyczaj.
Na tym fundamencie powstała Polska.Tymczasem w polskim parlamencie chrześcijańskie święta — Boże Narodzenie, Wielkanoc — nie są traktowane jako wydarzenia wspólnotowe. Zostają zepchnięte do sfery prywatnej, niemal wstydliwej. Za to święta innej religii, i to takie, które nie są nawet biblijnym nakazem, zyskują rangę oficjalnych gestów wykonywanych w samym centrum władzy ustawodawczej.
I trzeba to powiedzieć jasno, bez krzyku i bez złych intencji:
to nie jest kwestia niechęci wobec Żydów.To jest kwestia asymetrii.To jest kwestia rezygnacji z własnej tożsamości.Żydzi nie obchodzą chrześcijańskich świąt w swoich parlamentach. I nikt tego od nich nie oczekuje. To jest naturalne. Każda wspólnota pielęgnuje własną tradycję i własne święta. Dlaczego więc w Polsce obowiązuje logika odwrotna? Dlaczego mamy celebrować cudze święta w miejscu stanowienia prawa, jednocześnie dystansując się od własnych?
Tu nie chodzi o Chanukę.
Tu chodzi o wybór, bo
symbole mówią więcej niż deklaracje.A ten symbol mówi bardzo jasno: nasze dziedzictwo jest kłopotliwe, nasza tradycja niewygodna, nasza tożsamość — do przemilczenia.
I każde państwo, które zaczyna wstydzić się własnych fundamentów, prędzej czy później odkrywa, że nie ma już na czym stać.